Na co dzień jest instruktorem prawa jazdy. Adrenalina, jakiej dostarczają kursanci, jednak mu nie wystarcza. O dreszczyku emocji związanym z nurkowaniem opowiada Damian Idzikowski
Skąd pomysł, żeby zacząć przygodę z nurkowaniem?
Zawsze chciałem nurkować. Najpierw zacząłem czytać na ten temat w gazetach i Internecie, później dowiedziałem się, że ktoś w Jastrowiu nurkuje. Znalazłem tego pana. Pojechałem do niego i powiedziałem mu, że chciałbym zanurkować. Odpowiedział, że mogę spróbować bez kursu. Powiedział: przyjedź któregoś dnia, ja Ci wezmę sprzęt, zabiorę Cię pod wodę na 2-3 metry, zobaczysz, jak się będziesz czuł i jak wszystko będzie ok, to zrobisz sobie kurs. I tak się zaczęło. Pojechaliśmy nad wodę. Jak zanurkowałem to wiedziałem, że chcę to robić. [[reklama]] Zrobiłeś kurs?
Na początku zapisałem się na kurs pierwszego stopnia nurkowania tzw. P1 w organizacji CMAS. Zrobiłem go na jeziorze trzecim w Okonku [Jez. Leśne - przyp. red.]. W trakcie robienia kursu instruktor oczywiście zapewnia cały sprzęt, ale ja przy drugim nurkowaniu już miałem swój. Pojechałem do Poznania, kupiłem sobie piankę, butlę i całą resztę. Po roku nurkowania zrobiłem drugi stopień. P2 obejmuje zejście na 40 metrów głębokości, czyli jest to już takie ciężkie nurkowanie. Jeżeli zrobi się już P2 i przy okazji kursy morskie oraz inne mniejsze kursy specjalizacyjne, to albo zostaje się na tym etapie, albo idzie się dalej w nurkowanie techniczne, czyli dekompresyjne. Cała moja ekipa z Jastrowia została na tym etapie, a ja poznałem ludzi ze Szczecina i poszedłem dalej, chociaż nurkowanie techniczne nie należy do bezpiecznych. Właśnie jestem w trakcie szkolenia w organizacji IANTD.
Na czym polega niebezpieczeństwo?
Chodzi o potrzebę dekompresji. Czyli np. jak po kursie P1 wyskoczę z 20 metrów do góry to nic mi się nie stanie, a przy nurkowaniu głębokim takie zachowanie najczęściej kończy się śmiercią. Na głębokości ponad 40 metrów i przy długim czasie dennym [czasie spędzonym na danej głębokości – wyjaśnienie red.] tkanki nasycają się azotem. Dekompresja służy wyssaniu azotu z tych tkanek. Polega to na wynurzeniu się do danej głębokości, zmianie gazu na dekompresyjny (zawierający więcej tlenu) i wypłukaniu azotu z obiegu. Od 21 metra należy wynurzać się co 3 metry zgodnie z run time"m [wcześniej ustalonym planem dekompresyjnym – wyj. red.].
Co ciekawego można zobaczyć pod wodą?
Na początku ekscytowały mnie nawet jeziora, jednak ile można oglądać sam piasek i roślinki. Rafy koralowe w Egipcie też są fajną sprawą, chociaż po pewnym czasie także zaczynają się nudzić. Dla mnie jest bardziej interesująco, kiedy mogę gdzieś wpłynąć, coś zobaczyć, zajrzeć. Dlatego jeżdżę nad takie zbiorniki jak np. niemieckie kamieniołomy w Sparmman, Hemmor, Wiltshutz itp. Z reguły są to zatopione kamieniołomy skał czy granitu. Nie dość, że są one bardzo głębokie (około 70 metrów), dzięki czemu można się tam szkolić, to dodatkowo znajdują się tam półki, wnęki, często budynki i maszyny, które można eksplorować. Jest to bardzo ciekawe, kiedy na głębokości 40-50 metrów możesz wpłynąć do jakiegoś budynku i zobaczyć, co dzieje się w środku. Tak samo jest z wrakami. Ciężko jest jednak zorganizować wyjazd, gdyż w przypadku nurkowania w morzu dużo zależy od uwarunkowań pogodowych. Ale gdybym tam mieszkał, nurkowałbym tylko na wrakach. Ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, ale nasz Bałtyk z Zatoką Gdańską jest jednym z najlepszych miejsc do nurkowania wrakowego na świecie. Pod wodą jest złomowisko – wrak przy wraku. Poza tym są one łatwo dostępne, bo nie ma tam dużych głębokości.
Co można znaleźć w takim wraku?
Coś tam można znaleźć, chociaż większość jest już przebadana. Mało jest dzikich wraków. Istnieją jednak jednostki, które są jeszcze nieodkryte. Znam chłopaków, którzy specjalnie wybierają takie wraki, na których nikt jeszcze nie nurkował. To nie są piraci z Karaibów – złota raczej się tam nie znajdzie, ale niedawno chłopaki z norwesko-polskiej ekipy odkryli okręt z dawnych czasów, a na nim 20 butelek wina, z których każda warta jest 50 tys. euro.
Są miejsca, do których nie odważyłbyś się wpłynąć?
Nieczęsto wpływam do wraków, gdyż jest to bardzo niebezpieczne. Trzeba naprawdę dobrze znać wrak, żeby się na to zdecydować. Czytam teraz dużo na temat nurkowań jaskiniowych. Nie sądzę jednak, żebym kiedyś wpłynął do takiej jaskini, chociaż nigdy nic nie wiadomo. Tam często dochodzi do wypadków. Są np. jaskinie o długości 1,5 km i tam nie ma tak, że jaskinia jest wpół zalana, a wpół nie i są tam przestrzenie z powietrzem, całość jest zatopiona. Mało tego, te jaskinie prowadzą często w dół nawet do głębokości 100 metrów, gdzie ciśnienie jest ogromne. Ostatnio zginął Robert Klein, u którego mój instruktor robił kurs jaskiniowy. W jaskiniach ginie wielu nurków, ale to bardzo wciąga, gdy wiesz, że jesteś w miejscach, gdzie jeszcze nikt przed tobą nie był. Jest w tym coś niesamowitego. Interesuję się tym bardzo, ale nie wiem, czy ośmieliłbym się tam wejść. Wiedząc o tym, że wyjście masz kilometr dalej, gdyby coś się popsuło lub wydarzyło, łatwiej wpaść w panikę, a to może spowodować śmierć. Szybkie oddychanie powoduje nagromadzenie się dwutlenku węgla, co kończy się utratą przytomności. Tutaj nawet partner za wiele nie pomoże. Dlatego szkolenia organizowane są w taki sposób, że osoby słabe psychicznie są selekcjonowane i eliminowane.
Wspomniałeś o partnerze. Czyżby nurkowanie odbywało się w parach?
Powinno się nurkować w parach. Nurkowanie techniczne jest nurkowaniem jak najbardziej partnerskim. Trzeba się jednak nauczyć samodzielnego radzenia sobie w sytuacjach awaryjnych. Partner ewentualnie kontroluje, co się dzieje. W sytuacji, gdy dojdzie do awarii zaworu należy samemu ten zawór zakręcić. Kiedy spadnie maska trzeba ją sobie samemu założyć. Ale partner oczywiście jest jak najbardziej pomocny. W razie awarii automatu oddechowego partner podje mi swój automat (każdy ma dwa). Jest źródłem dodatkowego sprzętu. Jest taka konfiguracja, która nazywa się DIR z ang. Do it right. Głównym elementem tej ideologii jest specyficzna konfiguracja sprzętowa, każdy nurek DIR ma tak samo złożony sprzęt. W momencie, kiedy podpływam do partnera wiem, gdzie on co ma. Kiedy okaże się, że potrzebuję np. maski to dokładnie wiem, gdzie ma ją schowaną. Nurkowanie solo w ogóle nie wchodzi w grę.
Czy przed wejściem do wody trzeba się jakoś specjalnie przygotować?
Większość osób myśli, że żeby zanurkować wystarczy założyć sprzęt na plecy i wejść pod wodę. Jest to nieprawdą. Przed wejściem do wody każdy nurek powinien wiedzieć, ile gazu ma, ile gazu zużyje na danej głębokości, a ile mu zostanie po nurkowaniu. Wchodząc do wody nie można nie wiedzieć, na jaką głębokość i na ile czasu chce się zejść. Na górze musi być opracowany konkretny plan działania. Nurkowanie musi być zaplanowane od początku do końca.
Czy znalazłeś się kiedyś w sytuacji, w której czułeś, że Twoje życie jest zagrożone?
Kiedyś nurkowaliśmy na kamieniołomie niemieckim. Nurkowanie zaplanowane było na głębokość 50 metrów. W pewnym momencie, na granicy 45 metra wpadliśmy w taką mleczną zawiesinę. Widoczność spadła do zera. Straciłem kontakt z partnerami. Każdy się pogubił. Nie wiedziałem, gdzie jest góra, a gdzie dół. Nie miałem żadnego punktu odniesienia. Wpadłem w lekką panikę. Oczywiście się opanowałem i zrobiłem to, co powinienem zrobić – zacząłem się wynurzać. Złapałem za inflator, urządzenie, które wynosi i zacząłem go pompować. Jak już wyszedłem z tego zamętu to spokojnie zacząłem się wynurzać, tylko nie wiedziałem, gdzie są moi partnerzy. Zasada jest prosta, kiedy gubią się partnerzy kończy się nurkowanie. Na powierzchni okazało się jednak, że jest tylko jeden mój kolega, nie było drugiego. Przeraziliśmy się maksymalnie. Wyszliśmy na brzeg. Byłem spanikowany. Myślałem, że on nie żyje. Wyobrażałem sobie, jak przekazuję tę informację jego żonie. Po kilku minutach się wynurzył. Nie odzywaliśmy się do niego do końca wyjazdu.
Co najbardziej lubisz w nurkowaniu?
Kiedy jesteś pod wodą na dużej głębokości odcinasz się od tego, co dzieje się na górze – problemów, kłopotów, pracy. Nie myślisz o tym. Jedyne co cię interesuje, to żeby bezpiecznie skończyć nurkowanie. Cały czas jest adrenalina. Nurkowanie jest jedną wielką adrenaliną. Ten dreszczyk emocji jest bardzo pociągający.
Rozmawiała Marta Lasota
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze