Reklama

Brody nie zgolę

27/12/2011 12:21
Zadowolony z inwestycji, zapracowany i marzący o spokoju na radzie. Zapewnia, że personalne zmiany były konieczne, ale nie musiały dotknąć sekretarza. Dlaczego radny Matysiak stał się największym krytykiem i czy zapowiada się na kontrkandydata numer jeden w najbliższych wyborach? Ze Stefanem Kitelą rozmawiają Piotr Steffen i Ryszard Mikietyński

Stefan Kitela rok temu a dzisiaj – zmienił się Pan jako burmistrz czy to wciąż ta sama osoba z początku kadencji?
Osobista zmiana jest ogromna, choćby za sprawą tego, że nabyłem mnóstwo doświadczenia i wiedzy samorządowej. Dzięki temu odbudowałem i nawiązałem szereg kontaktów, zarówno lokalnych, z organizacjami i stowarzyszeniami, jak i tych nieco dalszych, choćby z władzami powiatu czy w urzędach marszałkowskim i wojewódzkim. Moja wiedza merytoryczna jest dzisiaj na pewno dużo większa niż kilkanaście miesięcy temu, dzięki czemu mogę śmiało patrzeć w przyszłość.

Wspomniał Pan o odbudowanej współpracy ze starostwem, bo w poprzedniej kadencji nie była ona najlepsza. Dzisiaj ta współpraca jest wręcz wzorowa, czy spodziewał się Pan dla gminy jeszcze lepszych owoców tych kontaktów z władzami powiatu?
Ta współpraca jest przede wszystkim normalna. Wiemy, jak było wcześniej, kiedy o jej braku decydowały względy osobiste poszczególnych osób. Dzisiaj jest dużo lepiej, czego dowodem jest choćby oddana ostatnio do użytku ulica Polańskiego, do remontu której dołożyły się również władze powiatu, a która jest przecież gminną drogą. Mam nadzieję, że w kolejnych latach ta współpraca będzie równie pomyślna, a zadaniem, które najbardziej w tej chwili wymaga inwestycji, jest remont drogi od Paruszki do Podróżnej, a to przecież droga powiatowa.

Ten rok czymś Pana zaskoczył, czy był dokładnie takim, jakiego się Pan spodziewał?

Nie spodziewałem się potrzeby aż takiej aktywności z mojej strony, zabiegania o pewne sprawy. Ale dzięki temu udało się rozwiązać wiele drobniejszych problemów, podjąć działania, które widać, jak choćby budowa chodnika przy ulicy Bydgoskiej, która pierwotnie w ogóle nie była przewidziana do realizacji na ten rok.

Właśnie tak wyobrażał Pan sobie pełnienie funkcji burmistrza, jak wyglądało to przez ostatnie kilkanaście miesięcy?

Z jednej strony ta praca jest bardzo satysfakcjonująca, z drugiej bardzo męczy mnie ta mała lokalna polityka, która mniej lub bardziej, ale zawsze w jakimś stopniu pojawia się gdzieś w tle. Szkoda, że zawsze znajdą się tacy, którzy wyznają zasadę, że im jest lepiej, tym gorzej.

Te osoby są bardzo aktywne w krytyce, bardzo Panu przeszkadzają w pełnieniu codziennych obowiązków?

Nie chciałbym rozwijać tego wątku. Taka grupa chyba zawsze będzie istniała i tego już się po prostu nie zmieni.
[[reklama]]
Jaki jest Pana największy sukces tego pierwszego roku rządów, a co jest największym niedosytem, niespełnieniem, a być może wręcz porażką?
Sukcesy to oczywiście inwestycje, zarówno te, które zostały rozpoczęte przez poprzedni samorząd, jak i nowe. Kontynuacji wymaga przede wszystkim kanalizowanie i wodociągowanie, co nie jest łatwe, bo ciągle napotykamy na kolejne przeszkody w realizacji przyjętej przez poprzedni samorząd koncepcji – ja w każdym razie takiej koncepcji na pewno bym nie przyjął.

Mam tu na myśli chociażby kanalizację podciśnieniową w Skórce i Głubczynie, bo w przyszłości zastosowanie takiego rozwiązania może powodować kłopoty w obsłudze tych urządzeń, przez co koszty obsługi sieci też mogą być, niepotrzebnie, spore. Z nowych inwestycji na pewno trzeba wspomnieć o odnowionej elewacji gimnazjum, ulicy Polańskiego, zagospodarowaniu centrum Głubczyna, remontach świetlic czy choćby o organizacji imprez kulturalnych, moim zdaniem inaczej, lepiej organizowanych niż niegdyś. Nie ukrywam, że cieszę się z dużej aktywności Krajeńskiego Ośrodka Kultury, ale również Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej.

Co stanowi niedosyt? Marzy mi się, żeby w naszej radzie miejskiej panowała większa zgoda. Z kolei o porażkach nie będę mówił, od tego są krytycy. Osobiście mam jednak poczucie dobrze wykonanej w kończącym się roku pracy.

Skoro o radzie mowa – na początku kadencji Marka Matysiaka widziano jako Pana stronnika, być może nawet największego. Dzisiaj okazuje się, że radny jest Pana największym oponentem. Co się stało, że sytuacja tak diametralnie się zmieniła?
Po zawiązaniu się klubu radnych „Przyjazna Krajenka” pan Matysiak jednoznacznie mówił, że będzie wspierać moją osobę, natomiast od początku wiadomym było, że nie jest to klub, który miałby mnie wspierać za wszelką cenę. Ja to rozumiem, każdy ma prawo do własnych poglądów. Po pewnym czasie okazało się jednak, że niektóre moje działania wybitnie nie podobają się panu Matysiakowi. A że wszystko wskazuje na to, iż będzie on kandydatem na burmistrza w kolejnych wyborach, zresztą jednym z wielu zapewne kandydatów, jest tak, jak jest. Jeśli pan Matysiak uważa, że najlepszą drogą do takiego społecznego wyboru jest krytykowanie wszystkiego, to powinien powiedzieć otwarcie: będę kandydował na burmistrza, więc wszystkie działania Stefana Kiteli będę oceniał negatywnie. Choć myślałem, że Krajenka okres uszczypliwości, osobistych wycieczek ma już za sobą.

Ma Pan czasami wrażenie, że gdyby nie doszło do zamieszania ze zmianą przewodniczącego, gdyby Piotr Gniot został na tej funkcji, dzisiaj sytuacja wyglądałaby inaczej?
Trudno ocenić. Mogę jedynie dodać, że pod względem merytorycznym Piotr Gniot jest jednym z najjaśniejszych punktów tej rady. Co nie zmienia faktu, że przewodniczącego Piotra Jończyka także bardzo szanuję, cenię, a jego pracę oceniam bardzo wysoko.

Przyznał Pan, że spodziewa się wielu kandydatów w kolejnych wyborach. Janusz Szczerbiak również będzie brał w nich udział?
Następne pytanie.

Tegoroczny budżet był dziełem poprzedniego burmistrza, ten tworzył już Pan. Czym się różnią?

Zasadniczo niczym istotnym, bo wszystkie budżety są wbrew pozorom podobne – trzeba zabezpieczyć środki na oświatę, na pomoc społeczną, funkcjonowanie administracji i to są zawsze zbliżone pieniądze, stanowiące zdecydowanie największą część samorządowych wydatków. Z tego, co zostaje, trzeba próbować realizować jakieś inwestycje. W tym roku na pewno więcej pieniędzy niż dotychczas przeznaczonych będzie na porządkowanie gminnych dróg.

Wspomniał Pan o oświacie, która stanowi największe wydatki dla gminnej kasy. Wielu wójtów i burmistrzów oburza się na fakt, że samorządy coraz bardziej obciążane są kosztami jej utrzymania, a nie otrzymują w zamian odpowiedniej subwencji. Jak Pan, osoba przez wiele lat związana ze środowiskiem nauczycielskim, ocenia te sprawy? Potrzeba reformy systemu, czy dla Pana nie ma problemu, trzeba to płacimy.
Oświata wymaga nakładów, jest to zadanie gminy i wyboru nie ma, trzeba je realizować. Nie zamierzam polemizować, czy karta nauczyciela słusznie obliguje do pewnych rzeczy, czy nie. Jeżeli nauczycielowi przysługuje wynagrodzenie, musi je dostać.

Wewnętrznie, jako gospodarz gminy, nie buntuje się Pan na taki stan rzeczy?
Nie buntuję się.

W perspektywie najbliższych lat jest rozważana likwidacja jakiejś gminnej placówki oświatowej?
Uważam, że sieć szkół jest w naszej gminie racjonalna i nie planuję na najbliższe lata likwidacji żadnej z placówek. Brakuje jedynie porządnej sali gimnastycznej przy gimnazjum, ale obecnie przy Pałacu Sułkowskich, gdzie mieści się szkoła, i tak nie ma możliwości wybudowania takiej sali, więc z tym musimy się wstrzymać, a młodzież musi póki co korzystać z hali w innej części miasta.

Co z koncepcją przeniesienia publicznego gimnazjum do budynku Zespołu Szkół Spożywczych? Na pewno nie ułatwia sprawy fakt skomplikowanej sytuacji prawnej Stowarzyszenia Pomocy Zespołowi Szkół, które prowadzi znajdujące się w tych murach niepubliczne gimnazjum...
Mam nadzieję, a nawet jestem przekonany, że od przyszłego roku funkcjonowanie niepublicznego gimnazjum zakończy się. Tym bardziej, że perturbacje w stowarzyszeniu nie przynoszą splendoru ani ZSS, przez co dyrekcja tej szkoły odcina się od stowarzyszenia, ani też samej Krajence. Bo nie oszukujmy się, wyniki osiągane przez uczniów tej szkoły są najniższe w powiecie. O koncepcji przeniesienia publicznego gimnazjum do ZSS na dzisiaj nadal nie da się zbyt wiele powiedzieć. Tym bardziej, że ZSS cieszy się coraz lepszymi naborami do klas pierwszych.

Zaczął Pan pracę na stanowisku burmistrza od kilku zdecydowanych kroków, tzn. podziękował Pan za współpracę niektórym osobom. Z perspektywy czasu te personalne zmiany były potrzebne czy niekoniecznie?
Te zmiany były konieczne.

A Tomasz Ciechanowski? Jak to się stało, że na stanowisku sekretarza pozostał człowiek, który w ocenie wielu był najbliższym z najbliższych współpracowników Janusza Szczerbiaka? Jego absolutna prawa ręka.

Doceniam wkład sekretarza w wykonywaną pracę.

Może wpłynął na to fakt, że nie miał Pan po prostu innego kandydata na to stanowisko?

Ja nie przychodziłem tutaj do pracy po to, żeby wymieniać ludzi. Jeśli tak się działo, duży wpływ miał na to fakt przeprowadzonych wcześniej, jeszcze przed moim objęciem stanowiska, kontroli zarządczych. To one pokazały, że niektóre osoby nie są w stanie wprowadzić pewnych planów naprawczych. I dlatego podziękowałem tym osobom, a nie dlatego, że były one najbliższymi współpracownikami poprzednika.

Zbliża się Boże Narodzenie, więc zakończmy naszą rozmowę miłym, świątecznym akcentem. Brodę ma Mikołaj, Gwiazdor, brodę, chyba najbardziej charakterystyczną wśród włodarzy naszego powiatu, ma też Stefan Kitela. Niektórzy zastanawiają się, jakby wyglądał Pan bez niej. Zamierza Pan ją kiedyś zgolić?

Nie zamierzam. Niech ta broda będzie moją cechą charakterystyczną. Pewnie z czasem, podobnie jak u Mikołaja i Gwiazdora, będzie też coraz bardziej siwa, kiedyś może nawet biała, więc i ja będę się do tych panów coraz bardziej upodabniał. Mam nadzieję, że tylko w tej kwestii i że brzuch aż tak bardzo mi nie urośnie
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama