Piekło, czołganie, dostać się w tryby, wojna, samobójcze strzały ? to tylko niektóre słowa, jakie padły na ostatniej sesji Rady Miejskiej Krajenki. A zapowiadało się, że będą to spokojne obrady
Wszystko szło zgodnie z planem do momentu, kiedy radny Marek Matysiak wrócił do sprawy odwołania wicedyrektor szkoły podstawowej w Krajence Renaty Lorek. Radny przyznał, że zanim zadał swoje pytanie długo zastanawiał się, czy temat w ogóle poruszyć, jednak sumienie mu nie pozwalało siedzieć cicho. Radny przeczytał w prasie wywiad z dyrektorem Sendłakiem, który wzbudził jego niesmak. [[reklama]]
- Pan dyrektor przeprasza wszystkich za wszystko, nawet za to, że żyje. Ja panu współczuję, panie dyrektorze, bo wiem, że ta sytuacja była trudna. Przede wszystkim współczuję pani Lorek, ponieważ nie zasłużyła sobie na takie traktowanie. Wybaczcie państwo, jestem w innym klubie, ale mam swoje zasady. Te zasady nie pozwalają mi milczeć w tej sprawie – mówił. - Z tego co przeczytałem wynika, że powodem zwolnienia pani Lorek był brak pomocy dyrektorowi z jej strony w problemach z jednym z uczniów. Z tego co wiem, problemy zaczęły się w czerwcu, natomiast słowa o „braku zaufania i innej opcji politycznej” padły w kwietniu na posiedzeniu rady pedagogicznej.
– Ta kobieta przeszła piekło, dostała się między dwa tryby, myślę, że na to nie zasłużyła. Została zostawiona sama sobie przez poprzedniego burmistrza, a przez obecnego została też troszeczkę przeczołgana. Przykro mi, że w niektórych sytuacjach pan burmistrz nie bierze odpowiedzialności sam za swoje decyzje, tylko posługuje się panem sekretarzem, panem dyrektorem szkoły; nie wiem, dlaczego tak jest. Uważam, że w niektórych sprawach trzeba stanąć z otwartą przyłbicą, jeżeli podjęło się decyzje, to trzeba wziąć za nie odpowiedzialność. Chodzi mi też o wcześniejsze sprawy, m.in. ze skarbnikiem czy innymi osobami. Ma pan prawo dobierać sobie współpracowników, ale powinien im pan powiedzieć to otwarcie, wezwać, powiedzieć: „słuchaj stary, nie chcę z tobą pracować, nie nadajesz się, nie lubię cię”, ale nie robić takich rzeczy, jakie zostały zrobione – mówił Marek Matysiak.
Zostałem sam z problemami
Natychmiast do jego słów odniósł się dyrektor szkoły podstawowej Janusz Sendłak. Przyznał, że sytuacja, która powstała w szkole po zwolnieniu wicedyrektor może być przez media, radnych czy zwykłych obywateli różnie oceniania. - Delikatnie mówiąc ta chora sytuacja pomiędzy wicedyrektorem a dyrektorem szkoły zaczęła się już w 2008 roku. Wtedy to kontrole nadzoru pedagogicznego wydały pewne zalecenia pokontrolne. Sam zostałem z tymi problemami, bo czy wyobrażacie sobie państwo, że mógłbym podjąć decyzję o jej zwolnieniu w poprzednim okresie? Chyba że byłby to strzał samobójczy – tłumaczył dyrektor. Wyjaśnił, że rada pedagogiczna odbyła się nie w kwietniu tylko w maju, natomiast pod koniec kwietnia był sporządzony projekt organizacyjny pracy szkoły na przyszły rok szkolny. Projekt ten został przyjęty potem przez radę pedagogiczną zdecydowaną większością głosów.
- Wydawało się, że wszystko jest dobrze do czasu, kiedy odbyła się kolejna rada 30 maja, na której padły moje słowa, ale nie sensu stricte o przyczynach politycznych, można to sprawdzić w protokółach rady – mówił dalej dyrektor. - Na pytanie, czy powinienem przepraszać, czy też nie, to panie radny Matysiak - tak, powinienem przeprosić. Czy emocje ludzkie mogą być mi obce? Zostałem sprowokowany do czegoś, czego w spokojnej atmosferze nie zrobiłbym. Przy okazji „wmanewrowałem” w tę sprawę kilka osób, które nie mają z tym żadnego związku. (…). Czy ja mógłbym pracować z osobą, która nie była do końca ze mną szczera w sprawach, o których nie chciałbym tu mówić. Ja sobie nie wyobrażałem dalszej współpracy z tą panią – zakończył Janusz Sendłak.
Ja tu jestem burmistrzem
Burmistrz Stefan Kitela swoje wystąpienie rozpoczął również od specyficznych porównań. - Radny Marek Matysiak chciał dokonać czegoś, co jest niemożliwe. My nie jesteśmy na wojnie i trzeba działać w takich strukturach, jakie przewiduje prawo – stwierdził. Dodał, że jeśli chodzi o panią Renatę Lorek, to może ona czuć się w ostatnim czasie rozgoryczona zarówno sytuacją z Maryńcem, jak i zwolnieniem z funkcji wicedyrektora szkoły. Przypomniał, że dyrektor szkoły może odwołać wicedyrektora po zasięgnięciu opinii organu prowadzącego, czyli gminy oraz po zasięgnięciu opinii rady pedagogicznej. W obu wypadkach opinia była taka sama. Jego decyzja zapadła w oparciu o dokumenty pracy pani wicedyrektor. Poza tym wcześniej Renata Lorek pracowała w nadzorze pedagogicznym i podlegała służbowo Stefanowi Kiteli jako kuratorowi oświaty. – Gdybyście państwo przejrzeli niektóre dokumenty, to doszlibyście do wniosku, że plan naprawczy w szkole podstawowej w Krajence musiał się pojawić. Moja opinia o odwołaniu wicedyrektora była pozytywna, podobnie jak rady pedagogicznej – oświadczył.
Stefan Kitela nawiązał też do sprawy odwołania m.in. skarbnika gminy, kierownika Krajeńskiego Ośrodka Kultury i innych osób. Oświadczył, że to on jest burmistrzem gminy i wszelkie sprawy personalne na szczeblu kierowniczym są z nim konsultowane. – Chyba nie wyobrażacie sobie państwo, że odchodzi ta czy inna osoba, bo tak chciał sekretarz. Jeśli chodzi o skarbnika, to część decyzji podejmowaliście państwo sami, akceptując jego odwołanie. Motywowałem to utratą zaufania. Byłoby dobrze, gdyby ktoś przyszedł powiedzieć: „nie akceptuję wyników wyborów, nie mogę współpracować z panem i w związku z tym muszę odejść”. Taka sytuacja nie miała miejsca; pierwszą osobą, do której podszedłem po wyborach był skarbnik, którego wprost zapytałem, czy chce współpracować. Usłyszałem: „tak”. Podobnie było z Piotrem Gniotem. Sprawy potoczyły się inaczej i to państwo odwołaliście ich ze stanowiska, to była wasza decyzja. Gmina to nie jest Cesarstwo, każdy musi robić to, co do niego należy – zakończył burmistrz.
Tak było, tak jest i tak będzie
Również radna Smodis odniosła się do sprawy Renaty Lorek. Dziwiła się, że kogoś, do kogo nie ma się zaufania, trzyma się na tym stanowisku kilka lat. – Gdyby wtedy odwołano panią wicedyrektor, to miałoby to inny wydźwięk niż dzisiaj – mówiła.
Stefan Kitela ponownie tłumaczył, że protokoły, które na temat Renaty Lorek wychodziły z kuratorium, trafiały również do poprzedniego burmistrza. - Dlaczego tak się stało, niech pani sama odpowie sobie na to pytanie – stwierdził krótko burmistrz. Odniósł się również do pytania radnego Anatola Najmowicza, czy jest prawdą, że sekretarka w szkole podstawowej otrzymała z okazji Dnia Edukacji Narodowej nagrodę. Stefan Kitela stwierdził, że jest to nie tylko święto nauczycieli, lecz wszystkich pracowników oświaty, dlatego w jego kompetencji jest przyznawanie takich nagród. – Tak było, tak jest i tak będzie – zakończył burmistrz, z zawodu również nauczyciel.
Na czwartkowej sesji powołano również ławników, z trzech kandydatur radni w tajnym głosowaniu wybrali Ryszarda Borunia na ławnika w Sądzie Rejonowym w Złotowie i Violettę Zabiegło na ławnika w Sądzie Pracy w Pile.
Znaczną część sesji zajęła sprawa budowy farmy wiatrowej na terenie gminy Krajenka oraz konsekwencji, jakie niesie nowa ustawa śmieciowa, która wejdzie od nowego roku. O tych ważnych dla lokalnego środowiska kwestiach napiszmy w najbliższym numerze „Aktualności Lokalnych”.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze