Wejść do tego lokalu, zainwestować pięć złotych i wyjść z milionami - to marzenie każdego. Niestety taka szansa trafia się bardzo rzadko. Ale to nic, chętnych chcących wyjść szczęściu naprzeciw nie brakuje
Modli się Żyd do Pana Boga o wygraną w Toto Lotka. Trwa to już kilka ładnych lat. Wreszcie Bóg nie wytrzymuje i mówi z Nieba: – Mosiek, ty daj mnie szanse, ty kup chociaż los! Podobnie do wygranych w różnego rodzaju loteriach podchodzi większość ludzi; nie grają, ale chcieliby wygrywać. Są jednak tacy, którzy kolekturę Toto Lotka w Okonku odwiedzają niemal codziennie. Każda większa wygrana „napędza” nowych klientów. [[reklama]]
Dotychczasowa najwyższa wygrana to ponad 60 tys. zł w zdrapce. Wcześniej, kiedy punkt Totka był jeszcze w sklepie „Małgośka” ponad 75 tys. zł wpadło w Multi Lotka i 60 tys. zł w zwykłych zakładach. - Kiedyś z Bydgoszczy przychodziły informacje, że w tym punkcie padła taka i taka wygrana. Dzisiaj tego zaniechano. Czasami przychodzi ktoś i pyta, czy to prawda, że jakaś osoba wygrała jakąś pokaźną sumę, ale nie mogę tego ani potwierdzić, ani zaprzeczyć – tłumaczy właściciel kolektury Jerzy Grochowski.
Jego zdaniem liczba grających jest mniej więcej na tym samym poziome od kilku lat. Ostatnio może modniejsze stały się zdrapki. Dlaczego? – Ludzie stali się niecierpliwi. Po co czekać ze złudzeniami kilka dni czy godzin, kiedy zdrapując można od razu dowiedzieć się, czy staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami grubszej gotówki – twierdzi.
Oczywiście najwięcej grających jest w momencie, kiedy jest kumulacja kilku, kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu milionów złotych. Chociaż nie ma czegoś takiego co można zaobserwować w dużych miastach – długie kolejki przed kolekturami. Zdaniem Jerzego Grochowskiego średnia grających w miesiącu jest jednak stała, bo po rozczarowaniu po takiej kumulacji wielu na dłuższy czas rezygnuje z grania. – Ludzie po prostu trzeźwieją – mówi. Większość grających to jednak stali klienci, niektórzy przychodzą tu od kilkunastu lat. Ale nawet wśród nich są różni, jedni grają systematycznie za kilkanaście złotych dziennie, inni na kumulacje wydają fortuny. – Są wśród nich tacy, którzy chwalą się, że jak wygrają, to wszystkim wtedy „pokażą”, np. kupując Okonek. Tylko po co komu Okonek? – śmieje się właściciel kolektury.
Jest wielu, którzy mają swoje stałe liczby, inni znowu mają w domu „maszynę losującą” i sami próbują wyjść szczęściu naprzeciw. Są też tacy, którzy przychodzą w ostatniej chwili przed zamknięciem kolektury, wierząc w to, że już teraz nikt w jego numerach „nie namiesza”. – Zdecydowaną większość stanowią jednak grający na „chybił trafił”. Ja również wychodzę z założenia, że maszyna z maszyną lepiej się dogada niż z człowiekiem – twierdzi Jerzy Grochowski. Śmieszą go również ogłoszenia w gazetach, że ktoś zna jakiś specjalny system, który pozwoli skreślić właściwe numery. Gdyby tak było, to ten ktoś wygrywałby fortunę i leżał sobie na plaży w Turcji, a nie oferował innym „złoty środek”. Ale, jak się okazuje, naiwnych nie brakuje. Właściciel kolektury zna osobę, która kupiła taki system, tyle że straciła na niego ponad 400 zł i nic z tego nie wyszło.
Jerzy Grochowski uchodzi za dowcipnisia, ale przy niektórych ludziach grających w totka lepiej ugryźć się w język, zanim coś się powie. – Czasami w kolekturze jest pełno ludzi, wchodzi mój znajmy, a ja mówię: „że też musiałeś przyjść akurat ty, który przynosisz zawsze pecha”. Wśród obecnych konsternacja i zamieszanie, ci co mnie znają to się uśmiechną, ale są tacy, co wychodzą. Poza tym jest część takich, którzy nie wysyłają kuponów, kiedy ja jestem, a robią to, kiedy jest moja żoną. Ale bywa też i odwrotnie – przyznaje. Obowiązuje jednak jedna zasada: nie wolno sprzedać kuponów czy zdrapek osobie niepełnoletniej. Chyba że przyjdzie ktoś z dzieckiem i każe mu wyciągnąć zdrapkę, bo „maluch ma szczęście”.
Każdy kto mija kolekturę Toto Lotka w Okonku z utęsknieniem spogląda w jej kierunku. Czasami waha się, czy wejść i wysłać kupon. Kiedy padnie duża wygrana żałuje, że tego nie zrobił, bo a nuż właśnie tego dnia miałby szczęście. Z kolei ci, co wysłali i wydali pieniądze nie mogą odżałować, że po raz kolejny dali się ponieść złudzeniom. Ale, znając życie, i tak tu przyjdą za kilka dni. Przecież szczęściu trzeba wyjść naprzeciw…
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze