Pracownik Zespołu Szkół Ekonomicznych oskarżył dyrektora o mobbing, a sprawę łamania praw pracowniczych skierował do Państwowej Inspekcji Pracy. Sytuacja w szkole miała wywołać u niego myśli samobójcze, więc z pracy rezygnuje. - Moje życie i zdrowie jest ważniejsze - mówi złotowianin. Dyrektor ZSE zarzuty mężczyzny uważa za absurdalne
Litania skarg
27. grudnia 2011 Robert S. wystosował pismo do pilskiego oddziału Państwowej Inspekcji Pracy. Podniósł w nim 23 zagadnienia, które, jego zdaniem, nie były w szkole realizowane właściwie bądź też realizowano je z jawnym naruszeniem prawa. Szkolny woźny wskazał m.in. na mobbing i dyskryminację w zatrudnieniu, nakaz wykonywania prac bez odpowiednich zabezpieczeń i uprawnień czy nieuzasadnione zmiany w funduszu płac. [[reklama]] Nowy dyrektor, nowe traktowanie
Robert S. pracę woźnego w Zespole Szkół Ekonomicznych rozpoczął 2. kwietnia 2002 roku. Niejako przejął ją po teściu, który również był tzw. złotą rączką w popularnym Ekonomie. - Z początku, jak był dyrektor Kuźmicz, to było bardzo dobrze – mężczyzna wspomina wydarzenia sprzed 10 lat. – Później, jak nastał pan Skórcz, z początku szło się dogadać. Był szacunek i za wykonaną pracę było zapłacone – woźny ma na myśli prace dodatkowe na terenie szkoły. Problemy w kontaktach z Markiem Skórczem miały się rozpocząć 6 lat temu. - Obiecywał na przykład, że za daną pracę zapłaci i nie płacił. Miała być premia za 3 miesiące, a była za 2. Już o 1 miesiąc było oszukane – pracownik z II stopniem niepełnosprawności wskazuje na aspekty ekonomiczne owych nieporozumień. - Jak chciałem godzinę wcześniej wyjechać np. do lekarza, to tę godzinę później odrobiłem. A nasz dyrektor udawał cwaniaka. Wiedział, że odrobiłem, a jeszcze wspominał, że jest nieodrobione – mieszkaniec Złotowa ma takich uwag wiele. Najbardziej jednak doskwierać miał mu brak szacunku. - Mój pracodawca do człowieka takiego jak ja czy sprzątaczka nie umie powiedzieć „dziękuję” – utrzymuje woźny zatrudniony w ZSE. Marek Skórcz stanowczo zaprzecza tym twierdzeniom. – Świadkowie mogą powiedzieć, że to nieprawda. Uważam, że ten Pan miał tu bardzo dobrze – dyrektor powyższe oskarżenia odrzuca w całości.
Praca bez uprawnień
Podobnie większości zarzutów podniesionych przez Roberta S. nie uznała Państwowa Inspekcja Pracy. Z pisma datowanego na 13. lutego tego roku wynika, że kontrolerzy za zasadne uznali skargi na: brak w komisji socjalnej pracownika obsługi, błędnie opisywany czas pracy (Robert S. jako osoba niepełnosprawna pracuje 1 h krócej), brak napojów dla pracownika w okresie letnim, a także źle określone ryzyko zawodowe. Najpoważniejszym zarzutem jest jednak praca woźnego na wysokościach bez stosownych uprawnień. - Jak przychodził śnieg, to szedłem z synem o 5 rano i odśnieżałem. Dyrektor powiedział: wejdzie Pan na dach i będzie Pan odśnieżał. Ja odpowiedziałem, że mogę, ale nie tam… - mężczyzna miał bronić się przed pracą na wysokości, którą miał wykonywać od 2010 roku. – Dachy zacząłem odśnieżać jak się ta hala zarwała w Katowicach - wspomina podwładny M. Skórcza. Dyrektor przyznaje, że prawo w tym zakresie zostało złamane. – Ten Pan miał pewne dokumenty, które wskazywały, że jest niepełnosprawny. Wychodziłem więc z założenia, że jeśli wyślę go na badania do pracy na wysokości, to on ich nie dostanie i straci pracę – mówi wprost pedagog. – Bo ja potrzebowałem kogoś, kto wejdzie na te 2-3 metry.
Mimo to, co zauważyła także inspekcja pracy, dyrektor nie zakupił sprzętu, który gwarantowałby podwładnemu bezpieczeństwo przy pracy na wysokości.
Co z tym mobbingiem?
O ile Marek Skórcz przyznał, że Robert S. wykonywał pracę bez wymaganych prawem zezwoleń, o tyle z oskarżeniem o mobbing nie może się już zgodzić. – Nigdy nie stosowałem mobbingu i wiele osób to potwierdza – przekonuje dyrektor. – Jest mi przykro, że taka sytuacja zaistniała, bo ja zawsze staram się bardziej ludziom pomagać niż szkodzić. Woźny jednak odwraca sytuację. - Dyrektor powiedział, że jak mogłem napisać, że dyskryminacja, mobbing pracowników. No jak nie, jak tak. Powiedziałem mu: Pan to widzi tak, a ja inaczej. Niech Pan spojrzy z innej strony jak to wygląda… - pracownik szkoły wspomina niedawną rozmowę z przełożonym i dodaje: - Odstawiano nas na boczny tor. Jak zebrania były, jakieś wyjazdy, to myśmy nigdy nie wiedzieli. Nie byliśmy równo traktowani – mężczyzna mówi o pracownikach obsługi Ekonoma.
Wypowiedzenie ze strachu o życie
23. grudnia Robert S. wypowiedział umowę o pracę z zachowaniem 3–miesięcznego okresu wypowiedzenia. - Wystraszyłem się o własne życie – twierdzi człowiek, który przez 10 lat wykonywał w szkole prace budowlane, kładł instalacje elektryczne i centralnego ogrzewania. - Miałem dość wykorzystywania. Chociaż nie mam tego wykształcenia, ale nie jestem głupi – dorzuca.
Strach, o którym mówi pracownik gospodarczy ZSE w Złotowie tylko pośrednio wynika z wykonywanych bez uprawnień zadań. Wpływ na niego ma także słaba psychika mężczyzny i jego myśli o odebraniu sobie życia. - Najpierw poszedłem do lekarza rodzinnego. Powiedziałem, że mam myśli samobójcze – złotowianin opisuje wydarzenia, które nastąpiły po rezygnacji z pracy. – Lekarz rodzinny dał mi skierowanie do psychiatry i od początku września się leczę. Praca mnie załamała. Robię to samo, ale kiedyś człowiek był szanowany – podkreśla jeszcze raz ojciec trójki dzieci. W Zespole Szkół Ekonomicznych Robert S. pracował będzie do końca marca. Później zarejestruje się w Powiatowym Urzędzie Pracy jako osoba bezrobotna. Jako że mężczyzna sam zrezygnował z pracy, zasiłek otrzyma po trzech miesiącach od rejestracji. Sam zainteresowany uważa jednak, że podjął słuszną decyzję. - Warto było. Moje życie i zdrowie jest ważniejsze. Postaram się dać sobie radę… Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze