Reklama

Chyba tu zamarzniemy

20/02/2012 00:00
Po przekroczeniu progu mieszkania pani Jolanta przeżyła szok - oblodzone ściany, nieszczelne okna, dziury w podłodze i ponad 4 metry do sufitu. -Płakałam cały dzień, a razem ze mną dzieci - wspomina. Z upływem godzin było tylko gorzej - w nocy z pieca zaczął się wydobywać czad - trzeba było uciekać

Rodzina Kasprowskich mieszka w Pieczynie, w mieszkaniu socjalnym, które w lutym ubiegłego roku przydzieliła im gmina. Warunki lokalowe są naprawdę spartańskie.

W kaflowym piecu migocze ogień, jednak o bijącym z niego cieple mówić nie można. Jest zimno. -Jak palimy cały dzień i włączymy farelkę, to temperatura podnosi się maksymalnie do 19 stopni – opowiada pan Marcin. Na dowód swoich słów pokazując termometr. Piec, z którego prawie rok temu zaczął się wydobywać zabójczy czad nie jest w stanie ogrzać czterech pomieszczeń, które z dwóch pokoi wydzielił mężczyzna. W kuchni woda zamarza. Państwo Kasprowscy wzięli się na sposób i kiedy tak się stanie podgrzewają rury suszarką.

Czasami stawiają na noc w kuchni farelkę, wiadomo jednak, że tego typu urządzenie jest bardzo energochłonne więc starają się nie przesadzać. -Ostatnio dostaliśmy rachunek za prąd na ponad 350 zł – opowiada pan Marcin dodając, że miesięcznie rodzina ma do dyspozycji trochę ponad 500 zł. Wsparcia w postaci zasiłku okresowego (384 zł) udziela im Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej, 136 zł to zasiłek rodzinny. Dochodów własnych państwo Kasprowscy nie mają. Mężczyzna, budowlaniec, niedawno stracił pracę, jego żona zajmuje się wychowaniem pięcioletniej Oliwki oraz trzyipółletniego Kamila. W dniu w którym ich odwiedziliśmy kobieta dowiedziała się, że jest w ciąży z trzecim dzieckiem. Ucieszyła się, zaraz jednak dotarło do niej, że teraz będzie jeszcze ciężej. -Nie planowaliśmy więcej dzieci, wszystkie ubranka i mebelki oddałam, znowu musimy zaczynać od zera – martwi się pani Jola. -Nie wiem jak teraz będzie, małe dziecko trzeba kąpać, przewijać, chyba tu zamarzniemy.

Po buźkach dzieci, a szczególnie Kamilka widać, że chłód im doskwiera. Mały cały czas ma różowe policzki. -Odkąd się tutaj przeprowadziliśmy, dzieci zaczęły chorować – opowiada ich mama.

Załamanie

Kiedy pani Kasprowska po raz pierwszy zobaczyła przyznane im mieszkanie kompletnie się załamała. Drzwi wejściowe, całkowicie podziurawione, nadawały się tylko do wymiany. Zawilgocone i zamarznięte ściany, bielone wapnem chyba jeszcze na początku lat 90` przedstawiały obraz nędzy i rozpaczy.-Wysoko było jak w kościele, kompletna ruina – wspomina pani Jola. Poza tym przez pierwsze trzy miesiące w mieszkaniu nie było prądu. Miesiąc upłynął natomiast nim podłączono wodę. Wcześniej pan Marcin piechotą nosił w plecaku baniaki aż z Pieczynka. Nikt nie wierzył, że Kasprowscy będą chcieli tam zostać i podjąć się przeprowadzenia remontu, który naturalnie wiąże się z ogromnymi kosztami. Oni jednak zaparli się i postanowili, że skoro i tak nie mają się gdzie podziać to zrobią wszystko, by w tym ponurym mieszkaniu stworzyć swoim dzieciom dom. Robią co mogą.

Pan Marcin oprowadza mnie po mieszkaniu, pokazuje „łazienkę” a raczej małą klitkę, w której kiedyś ma się ona znajdować. Póki co są tam odrapane ściany, nieszczelne okno, popękana podłoga i rury do wody. Pralki nie ma – zepsuła się wskutek zbyt niskich temperatur. Pytam panią Jolę jak robi teraz pranie. -Częściowo rzeczy zabierają rodzice męża, resztę piorę ręcznie – odpowiada pokazując odmrożone dłonie. Kasprowscy mają w mieszkaniu tylko zimną wodę. Na bojler chwilowo ich nie stać, zresztą rachunki, które musieliby płacić za jej elektryczne podgrzewanie mogłyby zrujnować rodzinny budżet. Najlepszym rozwiązaniem byłoby założenie ogrzewania centralnego. Pan Marcin zaplanował już nawet którędy mogłyby przebiegać rury i ile kaloryferów trzeba by zawiesić, musi jednak poczekać aż znajdą się pieniądze. Wracając do łazienki – o wannie, umywalce, baterii i wszystkich innych rzeczach koniecznych do wyposażenia takiego pomieszczenia rodzina może póki co tylko pomarzyć.

Kuchnia nie jest w wiele lepszym stanie. Zniszczone meble otwarcie domagają się wymiany. Tutaj szczególnie mocno czuć bijące od drzwi wejściowych i od piwnicy zimno. Mały Kamilek, który poszedł z nami pędem wpada do pokoju do mamy żeby się ogrzać. „Zimno!” - krzyczy. Jeśli chodzi o pokoje – w jednym mamy łóżko, w drugim łóżko, komodę, ławę, prowizoryczną szafkę i telewizor. Tutaj rodzina spędza najwięcej czasu.

Zmiany widać gołym okiem

Jak opowiadają moi rozmówcy, w ciągu ostatnich miesięcy naprawdę wiele się u nich zmieniło. Pan Marcin obniżył sufit, na ścianach zamontował płyty regipsowe, potem je odmalował. -Żona pracowała za granicą i trochę pieniędzy przywiozła – mówi mężczyzna dodając, że zrobili tyle, na ile starczyło im funduszy. Ich lokum to jednak studnia bez dna. Całe szczęście, że nasz rozmówca ma do budowlanki smykałkę – praktycznie wszystko potrafi zrobić sam, gdyby tylko miał środki na materiały budowlane mieszkanie wyglądałoby o wiele lepiej. -To złota rączka – potwierdza pracownik GOPS Bogumiła Bindek dodając, że za każdym razem kiedy odwiedza rodzinę Kasprowskich widzi jak coś się u nich zmienia.

Kasprowskim dużo pomogła gmina, która na siebie wzięła wykonanie przyłącza elektrycznego i doprowadzanie wody. Zgodnie z obietnicą wójta Piotra Lacha, wymieniony został również dach. -Wcześniej robiłem remont i na głowę mi kapało – wspomina pan Marcin – teraz jest dużo lepiej. -Chcielibyśmy bardzo wójtowi podziękować. Obiecał, że da nam mieszkanie i tak zrobił, mamy się gdzie podziać – dopowiada jego małżonka. Trzeba nadmienić, że o mieszkanie socjalne M. Kasprowski wnioskował w gminie zaraz po tym, gdy razem z bliskimi wrócił z Tczewa, rodzinnego miasta swojej małżonki. Pojechał tam za pracą, kiedy został jednak zwolniony a pieniądze na utrzymanie zaczęły topnieć Kasprowscy podjęli decyzję o powrocie.
Czy w tym roku samorząd planuje przeznaczyć środki na remont tego budynku w Pieczynie? Jak mówi wójt, ma on świadomość stanu w jakim dom się znajduje, jednak możliwości finansowe gminy są ograniczone.

Potrzeba wszystkiego

Nie dowiedzielibyśmy się o ciężkiej sytuacji Kasprowskich, gdyby nie kolega, który rzucił w redakcji hasło. Pojechaliśmy zobaczyć i rzeczywiście – niedostatek widać u nich gołym okiem.
Potrzeba naprawdę wielu rzeczy. Od pralki, przez kuchenkę, meble, łóżka aż po ubranka dla dzieci. Z pewnością przyda się również wyprawka dla maluszka, który już za kilka miesięcy pojawi się na świecie.

Jeśli ktokolwiek z państwa zechciałby wesprzeć naszych rozmówców prosimy o kontakt z redakcją (67 263-56-63) albo pod numerem telefonu 516-789-506. Każdy gest dobrej woli będzie na wagę złota.

Patrycja Koplin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama