- Wypowiedź pana Bednarka była zwykłym oszczerstwem - mówi Bernard Kaczmarek. O tym, a także o zamieszaniu wokół niedawnego szkolenia, o oddziale dla sześciolatków, o reorganizacji gminnej oświaty i innych szkolnych problemach, z dyrektorem Zespołu Szkół w Lipce rozmawia Piotr Steffen
Panie dyrektorze, w ubiegłym roku niejednokrotnie narzekano na funkcjonowanie systemu dowożenia uczniów, najczęściej za sprawą przewoźnika. W tej chwili temat jest dograny, czy jest więcej takich miejsc jak Czyżkowo-Konradowo, gdzie do teraz mieszkańcy skarżą się na kłopoty w tym względzie?
Obecnie nie mamy żadnych sygnałów o nieprawidłowościach w systemie dowożenia uczniów. Jeżdżą stali kierowcy, stali opiekunowie i te same pojazdy. Jeśli nie ma złych warunków pogodowych wszystko funkcjonuje należycie, zgodnie z harmonogramem. Były problemy, gdy przez kilka dni mieliśmy silne mrozy i autobusy nie odpalały. Wtedy jeździły 18-osobowe busy, które ze względu na ograniczoną ilość miejsc wykonywały podwójne kursy i wiadomo, że w takiej sytuacji były opóźnienia. Jeśli chodzi o wspomniane Czyżkowo-Konradowo, rzeczywiście jest tam problem techniczny związany ze stanem drogi powiatowej. Niedawno sołtys wsi przedstawiła mi pismo ze starostwa, którego doczekała się po kilku miesiącach, gdzie władze powiatu informują, iż koszt wykonania nawierzchni drogi oszacowano na około 480 tys. zł. Ponieważ w tej chwili takich pieniędzy nie ma, wykonanie inwestycji nie jest możliwe. W piśmie jest natomiast stwierdzone, że kiedy tylko pozwolą na to warunki pogodowe, nastąpi naprawa aktualnej nawierzchni. [[reklama]] Jeszcze kilkanaście miesięcy temu przewoźnik toczył z Panem ostry spór, swego czasu doszło nawet do wizyty CBA w Lipce. Zarzuty pana Kobrynia uznano za bezpodstawne, rozumiem, że sprawa definitywnie się zakończyła? Jakie relacje są dzisiaj między panami?
Sprawa rzeczywiście została umorzona, spotykamy się i rozmawiamy, ale wyłącznie o sprawach merytorycznych. Dawne kwestie, które należało wyjaśnić, zostały wyjaśnione na protokołowanych spotkaniach.
Po ostatnim zebraniu w sprawie reaktywacji drużyny piłkarskiej, które odbyło się w Lipce kilkanaście dni temu, zaostrzyły się chyba Pana relacje z Markiem Bednarkiem. Nauczyciel wychowania fizycznego wyjaśniał, że młodzież z Lipki zdobyłaby więcej pucharów w ostatnich miesiącach, gdyby dyrektor Kaczmarek nie zabronił, ze względu na finansowe oszczędności, uczestnictwa w zajęciach sportowych w weekendy. Pan Bednarek miał rację, czy się pomylił?
Pomylił się, i to nie po raz pierwszy. Wypowiedź nie była zgodna z prawdą, jedyne obostrzenie dyscypliny finansowej, jaka nas obowiązuje dotyczy tego, że w soboty nie odbywają się wyłącznie eliminacje szkolne do zawodów sportowych, i to jest jedyna rzecz, której nie realizujemy. Wszystkie inne wyjazdy od września do dnia dzisiejszego, które wynikają z różnych kalendarzy imprez, są w naszej szkole realizowane, zarówno w przypadku konkursów przedmiotowych, artystycznych, jak i sportowych, także w weekendy. W mojej ocenie wypowiedź pana Bednarka była zwykłym oszczerstwem.
Na tym sprawa się zakończy, czy będzie Pan wyciągał konsekwencje?
Dotychczas znałem jedynie wersję z artykułu w Aktualnościach sprzed kilkunastu dni, gdzie powołując się na wypowiedź Marka Bednarka, w dość łagodny sposób napisał Pan, że dyrektor znacząco ograniczył możliwość wyjazdów młodzieży. Dopiero teraz wiem, że wypowiedź była bardziej ostra, a młodzież rzekomo za moją sprawą nie osiągnęła lepszych wyników sportowych. Tak jak powiedziałem, to mija się z prawdą, jest kłamstwem i oszczerstwem, wobec tego dalsze działania z mojej strony zostaną podjęte po szerszym rozeznaniu sprawy.
Sporo dyskusji w Lipce wzbudziły szkolenia dla nauczycieli i pracowników administracji, jakie odbyły się kilka dni temu. Po pierwsze padają pytania, dlaczego szkolenie nie odbyło się w okresie ferii, tylko na drugi dzień po wznowieniu nauki?
W czasie ferii, a więc w okresie wolnym od pracy, pracodawca nie może zorganizować szkolenia w zakresie bezpieczeństwa higieny pracy. Takie szkolenie bezwzględnie musi się odbyć w godzinach pracy, o czym mówi kodeks pracy. Uczestniczyli w nim wszyscy nauczyciele z placówek oświatowych w gminie Lipka, a także pracownicy administracji.
Pytania o szkolenie argumentuje się tak: podczas gdy w gminie mówi się o szukaniu oszczędności, dzieci przyjeżdżają na dwie-cztery lekcje, zwalniane są do domu, więc po co w ogóle było ponosić koszty dowozu, lepiej było w ogóle odwołać zajęcia, albo też szkolenie zorganizować w godzinach popołudniowych, żeby nie skracać lekcji.
Braliśmy pod uwagę możliwość całkowitego odwołania zajęć w tym dniu, pamiętajmy jednak, że w szkoleniu uczestniczyły również panie z przedszkoli, a mimo to przedszkola pracowały przez cały dzień zgodnie ze swoim harmonogramem. Co miałoby się stać z najmłodszymi, gdybyśmy na cały dzień zamknęli jedno czy drugie przedszkole? Oprócz tego, wszystkie dzieci szkolne, które korzystają z posiłków, otrzymały go również w tym dniu. A to także niezmiernie ważne, bo dla wielu uczniów, którzy korzystają z pomocy socjalnej w postaci dofinansowania z GOPS-u, ten posiłek jest jedynym ciepłym w ciągu dnia. Zarówno u nas jak i w Zespole Szkół w Łąkiem. Dodam, że szkolenie zorganizowane było w jednym bloku godzinowym, od 12.00 do 17.00. Nauczyciel zobligowany jest do świadczenia stosunku pracy do godziny 16.00, tak więc nauczyciele byli dłużej w pracy tylko o jedną nadgodzinę, więc dla budżetu, ale również organizacji pracy, były to najmniej kosztowne rozwiązania. Podsumowując temat powiem, że przede wszystkim ze względu na funkcjonowanie przedszkoli, a także dożywianie uznaliśmy, że taka koncepcja organizacji szkolenia będzie optymalna i najkorzystniejsza.
Wiemy już, że obowiązek szkolny dla sześciolatków przesunięty ma być do września 2014 roku. W murach szkoły przy ulicy Gajowej jest oddział przedszkolny z najstarszymi dziećmi. Oddział zorganizowano kilka miesięcy temu ze względu na ograniczone możliwości lokalowe przedszkola, ale jednocześnie miał on być swego rodzaju testem na to, że obowiązkowo sześciolatkowie mieli iść do szkoły już w tym roku. Jak będzie wyglądała sytuacja oddziału od września, skoro obowiązek pójścia sześciolatków ma być przesunięty do 2014 roku?
Wszystko leży w gestii rodziców, na dzień dzisiejszy nie będę dywagował na temat tego, co się dalej stanie, ilu rodziców zdecyduje się posłać sześcioletnie dzieci do szkoły, a ilu do przedszkola. Zobaczymy, jakie rodzice podejmą decyzje, a głębiej będziemy się temu przyglądać, gdy będzie się zbliżał czas przygotowania projektu organizacyjnego na nowy rok szkolny, a więc pod koniec kwietnia. Chociaż nie ukrywam, że po rozmowach z panią prowadzącą oddział przedszkolny w szkole, mamy już pewne, ale tylko bardzo wstępne rozeznanie.
Jak znam życie żaden z rodziców nie pośle sześciolatka do szkoły, jeśli nie zmusi go to tego prawo oświatowe. Czy w takiej sytuacji nadal będzie funkcjonował oddział przedszkolny w budynku na ulicy Gajowej?
To zależy od organu prowadzącego, czyli pana wójta.
Szkoła jest gotowa dalej użyczać pomieszczenie pod taki oddział?
Jeśli byłaby taka potrzeba, będziemy nad tym się zastanawiać.
Skoro mowa o ulicy Gajowej nie sposób nie zapytać o okna w tym budynku. Co z ich wymianą, o którą od wielu lat zabiegacie?
W obecnej sytuacji budżetowej, szans na wymianę okien w tym roku, nie ma w mojej ocenie żadnych. Natomiast na pewno dojdzie do ich uszczelnienia. Już jesteśmy zresztą na takim etapie, że budynek jest dogrzany, nawet podczas niedawnych mrozów nie dochodziło do jakiegoś znacznego spadku temperatury.
Wspomniał Pan o ograniczeniach budżetowych – kilka miesięcy temu radni mówili o konieczności dokonania bilansów związanych z kosztami ogrzewania obiektów oświatowych za ostatnie lata, zwłaszcza, że wykonywano inwestycje związane z remontami i termomodernizacją. Takie finansowe porównania zostały sporządzone?
Na chwilę obecną nie chciałbym wypowiadać się na ten temat, nawet wstępnie. Poczekajmy do zakończenia sezonu grzewczego. Inne są ceny oleju, na przestrzeni ostatnich lat zwiększyła się kubatura naszego obiektu, poczekajmy, bo trzeba to precyzyjnie policzyć.
W kontekście szukania oszczędności nieśmiało zaczyna się mówić, czy na razie właściwie głośno zastanawiać, nad możliwościami reorganizacji gminnej oświaty.
Uważam, że obecnie oświata w gminie Lipka funkcjonuje w optymalnej strukturze. Należy niezmiernie cieszyć się, że przed obecnym kryzysem udało nam się doprowadzić w placówkach do wielu zmian. Jeśli chodzi o same szkoły, gimnazjalistów i dzieci z klas I-III mamy w osobnych budynkach. Osobny jest też obwód szkolny dla Zespołu Szkół w Łąkiem, który to obiekt spełnia nie tylko rolę dydaktyczną, ale też kulturalną i środowiskową. Uważam, że to wręcz idealny układ dla oświatowej struktury.
Nie mówię o zamykaniu jakiejkolwiek placówki, a jedynie pytam o zmiany w administracji – np. jeden dyrektor dla całej gminy plus pozostali dla konkretnych placówek. Byłyby z tego oszczędności?
Naprawdę nie chciałbym się wypowiadać, wykracza to poza moje kompetencje.
Kogo pytać, jeśli nie fachowca od oświaty?
Takie decyzje leżą w gestii władz gminy.
Owszem, pytam jedynie o opinię.
Możemy się cieszyć, że nie musimy borykać się z takimi problemami, jak wiele innych samorządów, które nie podejmowały stosownych, a przede wszystkim śmiałych, odważnych decyzji w odpowiednim czasie. Trudne, często niepopularne decyzje podjęte w naszym samorządzie pięć, a nawet dziesięć lat temu, dzisiaj procentują. My już wtedy wyszliśmy przed szereg, dlatego uważam, że od strony organizacyjnej i zarządzania obecna struktura oświaty w naszej gminie jest optymalna i najkorzystniejsza.
A od strony finansowej?
Były już zakusy w poprzedniej kadencji, żeby zmienić tę strukturę, jednocześnie dokonywano pewnych symulacji finansowych. O ile mi wiadomo, z symulacji tych nie wynikały znaczące, czy wręcz żadne oszczędności.
Co stanowi Pana zakres obowiązków, a czym zajmują się dyrektorki szkoły podstawowej i gimnazjum? Czy to typowo edukacyjno-admnistracyjny podział?
Z grubsza mówiąc tak, choć część obowiązków na pewno się dubluje. Jesteśmy dużym zespołem, dwa budynki, 18 zespołów klasowych, a to pociąga za sobą ogrom problemów, zarówno organizacyjnych jak i wychowawczych.
Na koniec pozostaje zapytać o to, czy opadły już emocje związane z dodatkami mieszkaniowymi?
Temat rzeczywiście długo się przewijał, pomimo zrozumienia ze strony nauczycieli sytuacji finansowej gminy. Pewne emocje z pewnością towarzyszyły tej dyskusji, ale czas leczy rany. Zwłaszcza, że na co dzień oświata musi się borykać z dużą liczbą znacznie istotniejszych problemów.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze