Reklama

Czteroletni chłopiec wyskoczył z okna

08/02/2012 16:32
Dziecko złapała kobieta, która była w pobliżu. 4-latek przeżył upadek! Niewiarygodne, ale prawdziwe

Do dramatycznych scen doszło w poniedziałek 6 lutego, około godziny ósmej rano w Łobżenicy. - Musiało być kilka minut przed ósmą - relacjonuje kobieta, która zdecydowała się na rozmowę z nami tylko dlatego, aby przestrzec innych rodziców do czego mogą być zdolne dzieci. Tego dnia spieszyła się do pracy. - Było ślisko, więc jechałam wolniej, bałam się, że nie zdążę. Na parkingu przed szkołą czekała na mnie mama ucznia, chciała o nim porozmawiać. Podczas rozmowy usłyszałyśmy płacz dziecka - mówi wciąż bardzo poruszana całą sytuacją kobieta, pracująca w łobżenickiej podstawówce jako surdopedagog. Ich oczom ukazał się przerażający widok.

Na pierwszym piętrze domu wielorodzinnego w otwartym oknie, na wewnętrznym parapecie stał mały chłopiec. Płakał. W pierwszej chwili zszokowane widokiem kobiety były przekonane, że coś się stało mamie dziecka. - Myślałam, że dziecko wzywa pomocy - opowiada 28-latka. Kobiety podbiegły do okna. Nie mogły zrozumieć co woła chłopiec. Jedyne słowa, które powtarzał to: mama i przedszkole. Po chwili zorientowały się, że w domu jest także drugie dziecko, młodsze. Zdezorientowane kobiety nie wiedziały w pierwszej chwili co robić. Uspakajały chłopca stojącego przy oknie i przekonywały, że zaraz przyjdą do nich na górę, że ma się cofnąć. Niestety drzwi do mieszkania były zamknięte, a 4-latek nie dał się przekonać, aby wejść do środka. Młoda nauczycielka nie czekała na dalszy rozwój wydarzeń, zadzwoniła pod 112, nie wiedząc na dobrą sprawę, jakie służby wzywać.

Jedna noga, druga i skoczył

- Tyle teraz się mówi o zaczadzeniu. W głowie miałam różne scenariusze - wyznaje, dodając, że wszystko działo się bardzo szybko. Ale 4-latek nie czekał na przyjazd służb ratowniczych. Przełożył najpierw jedną nogę, potem drugą, usiadł na parapecie i... skoczył. Wprost w ręce 28-latki. Dzisiaj kobieta nie wie, jakim cudem udało jej się złapać dziecko. Pamięta tylko, że chwyciła je za brzuch, w ten sposób, że głowa i ręce trzymała przy sobie. - Jedyne szczęście w tym wszystkim, że chłopiec usiadł na parapecie. Nie wiem jak by to się skończyło, gdyby ześlizgnął się z niego. Siła upadku była bardzo duża. Na tyle, ile było to możliwe kobieta zamortyzowała upadek, próbując złagodzić uderzenie o wysoki o murek, który znajduje się przy schodach.

 Dziecko nie straciło nawet przytomności. Natychmiast wstało, próbując wyrwać się z rąk kobiety. W międzyczasie hałas usłyszeli sąsiedzi. Jedna z kobiet zabrała chłopca z kilkunastostopniowego mrozu do domu. 28-latka nie odeszła od okna, bała się, że za chwilę skoczy drugie dziecko. Była gotowa, żeby je złapać. W tym samym czasie druga kobieta, która od początku była świadkiem wydarzeń, pobiegła po pomoc do przychodni znajdującej się kilkadziesiąt metrów od budynku, w którym rozgrywał się dramat. Lekarz natychmiast zajął się chłopcem. Prawdopodobnie w tym samym czasie sąsiedzi powiadomili kogoś z rodziny. Gdy strażacy z Łobżenicy, pogotowie i policja dotarli na miejsce, drzwi były już wyważone przez jednego z członków rodziny.  

Rodziców nie było domu

Dopiero po wyważeniu drzwi okazało się, że oprócz 4-latka i jego młodszego brata w domu nie było osoby dorosłej. Matka, która opiekowała się dziećmi poszła zaprowadzić najstarszego syna do przedszkola, zostawiając kilkuletnie dzieci bez opieki. Ojca też nie było w domu. Aż strach pomyśleć, co mogłoby się stać, gdyby nie obecność trzeźwo myślących kobiet, które przypadkiem znalazły się w pobliżu domu.

Sprawą zajęła się policja. We wtorek, jak informuje rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Pile Tomasz Wojciechowski, sprawa została przekazana Prokuraturze Rejonowej w Złotowie. Jeszcze tego samego dnia, jak potwierdza prokurator Anna Pacholik, przesłuchana została matka dzieci, jej mąż, rodzina, sąsiedzi oraz świadkowie zdarzenia. - Można mówić w tej sprawie o zaniedbaniu ze strony osób powołanych do opieki nad tym dzieckiem - powiedziała prokurator, dodając jednak, że okoliczności wskazują na to, że był to nieszczęśliwy wypadek. W ciągu najbliższych dni złotowska prokuratura podejmie decyzje o tym, czy kobiecie zostanie postawiony zarzut narażenia dzieci na niebezpieczeństwo przez pozostawienie ich bez opieki. Prokuratura oczekuje na przekazanie oryginalnych akt przez policję. Decyzja o postawieniu zarzutów matce dzieci ma być podjęta w ciągu najbliższych dni. 

A. Głyżewska
 
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama