Reklama

Decyzja jeszcze nie zapadła

13/02/2012 16:10
- Likwidacja szkoły to dla nas nóż w plecy - mówił podczas środowego spotkania jeden z mieszkańców Stawnicy. Sugerował wójtowi oraz radnym, by się nad zamknięciem szkoły zastanowili, ponieważ jeszcze w tej kadencji mogą swojej decyzji pożałować

Stawnicka społeczność nie odpuszcza. Od spotkania w urzędzie gminy minęło już trochę czasu, wydawać by się mogło, że emocje (a wraz z nimi opór) nieco ustąpiły, tymczasem jest odwrotnie. Stawniczanie stanęli do dyskusji uzbrojeni w rzeczowe argumenty i wzmocnili linię obrony – za szkołą stoi nie tylko cała wieś, ale i mieszkańcy sąsiednich miejscowości. Odbywające się w sali wiejskiej zebranie dobitnie pokazało, że nikt łatwo skóry nie odda.

Zmiany są konieczne

Przewodniczący zebrania Sławomir Czarnowski, który na początku poprosił o zachowanie spokoju i rzeczową dyskusję, jako pierwszemu głos przekazał wójtowi Piotrowi Lachowi. - Reforma oświaty w gminie wydaje się być nieuchronna i tylko czas pokaże, kiedy to będzie musiało nastąpić. Myślę, że to nie jest kwestia jakiegoś długiego czasu, ale to wcale nie znaczy, że musi zniknąć szkoła w Stawnicy – mówił szef gminy, dodając, że w oświacie coś w końcu będzie musiało się zmienić i to jest pewne. – Padały sugestie, że skoro mówimy o Stawnicy, to również Kleszczynę i Sławianowo trzeba zlikwidować, ale szeroka reforma oświaty polegająca na likwidacji wielu szkół nie ma sensu – wyjaśniał wójt. Jak mówił, analiza finansowa, którą poczyniono w gminie jasno wskazuje na to, że ewentualne zamknięcie szkół w Zalesiu i Stawnicy oraz przeniesienie uczniów do placówki w Górznej jest dla budżetu samorządu optymalnym rozwiązaniem. – Oświata to mniej więcej połowa naszego budżetu – tłumaczył P. Lach. W sumie gmina dokłada do oświaty jakieś 3 mln zł rocznie. W kwocie tej zawierają się również koszty zadań niesubwencjonowanych (np. dowozów).

Ze wstępnej kalkulacji wynika, że gdyby placówki w Zalesiu i Stawnicy zlikwidować, w gminnej kasie zostałby ok. 1 mln zł. – Nie wierzę w to, że likwidacja naszej szkoły uratuje gminny budżet – mówił obecny na sali mężczyzna.

Nauczycielka Ilona Biedak pytała natomiast, czy przeprowadzono konsultacje z gminami, w których likwidacja szkół została przeprowadzona i czy można wskazać inwestycje, które w ramach tych pieniędzy udało się tam przeprowadzić. – Efektów ekonomicznych w postaci gotówki na koncie nie będzie – odpowiadał uczciwie wójt Lach. – Zaoszczędzone środki zostaną ulokowane w innych zadaniach.

Odbijanie piłeczki?

W trakcie wszystkich przeprowadzonych ostatnio rozmów zarówno wójt jak i radni nie ukrywali, że byłoby najlepiej, gdyby szkołą zaopiekowało się stowarzyszenie. Mieszkańców otwarcie informowano, że byłoby dobrze, gdyby szkoła wciąż funkcjonowała, ale w innym systemie organizacyjnym. – Jest mnóstwo przykładów na to, że szkoły, którymi zajmują się stowarzyszenia dobrze funkcjonują – mówił P. Lach na dowód swych słów przywołując artykuły z prasy ogólnopolskiej. – Przekazanie szkoły stowarzyszeniu nie jest rozwiązaniem problemu, tylko jego pozbyciem – ripostował później przewodniczący zebrania Sławomir Czarnowski.

Nie jednostka a zbiorowość

– Podstawowym problemem związanym z tą kwestią jest pytanie: czy nam chodzi o szkołę, czy o miejsca pracy, bo to są dwie różne kwestie. Osobiście wolałbym, żeby te zmiany nie musiały następować, przemawia jednak za nimi ekonomia. Jesteście Państwo emocjonalnie związani ze szkołą, ale osoby, które zadecydują o tym, czy szkoła zostanie, czy nie raczej patrzą z perspektywy całej gminy – kontynuował wójt. – Musimy dbać o dobro wszystkich mieszkańców gminy, a jest nas 10 tysięcy – przypominał później przewodniczący rady Sławomir Czyżyk.

Karta wiąże nam ręce

Wójt starał się uświadomić wszystkim, że niestety Karta Nauczyciela mocno nadwyręża budżety samorządów. Tłumaczył, że nauczyciel, który pracuje w zaleskiej czy stawnickiej szkole i ma na lekcji pod opieką np. pięcioro uczniów zarabia tyle samo co ten, który uczy w radawnickiej placówce i musi zapanować nad trzydzieściorgiem dzieci. A trzeba wiedzieć, że subwencja nie jest naliczana na konkretną szkołę, lecz na każdego ucznia i większe szkoły częściowo utrzymują te mniejsze. - Oświatę zwalono na karb samorządów i nikt nie martwi się tym, jak mamy sobie poradzić – kontynuował P. Lach, nadmieniając, że to nie premier Tusk musi się teraz przed ludźmi tłumaczyć, tylko on sam.

W stowarzyszeniu Karta Nauczyciela nie obowiązuje, nie ma 18-godzinowego pensum, więc nauczyciel – chcąc zarobić te same pieniądze – po prostu musi pracować więcej. Rzecz jasna nauczyciele nie podchodzą do takiej ewentualności z entuzjazmem. – Jest mi przykro, że moja płaca i płaca moich współpracowników jest powodem tego, że nie tylko w naszej gminie ale w całym kraju sytuacja w oświacie jest tak tragiczna – podsumowywała usłyszane tego dnia słowa dyrektor stawnickiej szkoły Jadwiga Zbiżek. – Wierzę, że nasi radni i wszyscy zgromadzeni są tutaj po to, by nas wysłuchać. […] Wiem, że pieniądze grają pierwszoplanową rolę, ale może nie najistotniejszą – mówiła, zanim zaprosiła zebranych do obejrzenia prezentacji przedstawiającej rys historyczny szkoły. – Szkoła to nie jest miejsce, w którym ja dzisiaj pracuję. Na sali są osoby, które poświęciły znacznie większy kawałek życia, by ten kaganek oświaty nieść. Tego co robię nie robię dla glorii i chwały, ale po to, żeby młodzi ludzie, moje dzieci, moje wnuki chciały tu wrócić – podsumowała.

Wyników można pozazdrościć

J. Zbiżek zwróciła również uwagę na wcześniejszą wypowiedź wójta, w której zaznaczył, że nie należy łączyć wyników w nauczaniu z wielkością szkoły. – W dużej szkole można osiągnąć wysokie wyniki, ale w małej też – my takie mamy i my się tym chwalimy. Uznajemy je za nasz atut – mówiła. - Zastanówcie się, proszę, czy nie warto mieć w gminnym systemie oświaty takiej szkoły jak nasza.

Na potwierdzenie słów dyrektor nauczycielka Agnieszka Juszczak pośród wielu liczb i przykładów podała informację, że nie pierwszy już raz uczniowie ze stawnickiej szkoły zdobyli w tym roku bardzo dużą liczbę punktów na egzaminie szóstoklasistów. Dodała, że na świetne wyniki składa się nie ostatni rok nauki, ale systematyczna praca od przedszkola, przez nauczanie początkowe, aż do klas IV-VI.

Molochom mówimy „nie”

Zaproszona do udziału w spotkaniu psycholog Hanna Olencka zwracała radnym i wójtowi uwagę na to, że lepiej jest zapobiegać niż leczyć. - Od kilku lat zajmuję się młodzieżą trudną i wierzcie mi Państwo, że wśród dzieci, które mam pod opieką nie ma żadnego dziecka z małej szkoły – opowiadała, dodając, że niewielkie placówki nie borykają się z problemami anonimowości, zachwianego poczucia bezpieczeństwa i bylejakością w stosunkach międzyludzkich.

Jej słowom poparcia udzielała jedna z mieszkanek Stawnicy. - Duże szkoły, szczególnie te miejskie są dla naszych dzieci większym zagrożeniem. Tam jest alkohol, papierosy, narkotyki – mówiła. W kwestii przejęcia szkoły przez stowarzyszenie jej obawy skupiały się wokół myśli, czy nauczyciele – ze względu na mniejsze zarobki – nie zdecydowaliby się poszukać pracy w innej placówce, a wiążąca się z taką sytuacją zmiana kadry mogłaby przynieść obniżenie jakości nauczania. Ten niepokój podzielała inna z pań. Pytała radę, czy w przypadku kiedy nauczyciele odejdą będzie im ona w stanie zorganizować nauczycieli, którzy za pieniądze, jakie może zaoferować stowarzyszanie będą dbali o rozwój dzieci na równie wysokim poziomie?

Stawniczanie są nieprzejednani

Społeczeństwo stoi za szkołą murem. – Zastanówcie się, bo jeszcze za waszej kadencji możecie likwidacji pożałować – mówił jeden z mieszkańców, tłumacząc, że Stawnica to wieś rozwojowa i w szybkim tempie przybywa tutaj nowych budynków. – Domów buduje się masa, za 3 lata może się okazać, że przybyło 20 dzieci i jest ich już nie 50, a 70 i wtedy będziecie żałować, że zamknęliście szkołę. Chcę być dumny z rady i z wójta, na którego oddałem swój głos – mówił, nadmieniając, że mieszkańcy rzeczywiście pytali P. Lacha przed wyborami o to, czy zamierza likwidować szkoły, a robili to właśnie dlatego, by wiedzieć, na kogo głosować.
Uczestnicy zebrania dementowali informacje, jakoby na utrzymaniu szkoły zależało tylko nauczycielom, ich rodzinom oraz rodzicom uczących się tam dzieci. - Moje dzieci już dawno wyrosły z tej szkoły, wnuki też, nikt z mojej rodziny tutaj nie pracuje, nie pobiera pensji.

Szkoła jest ośrodkiem kulturalnym, a społeczeństwo pozbawione kultury to społeczeństwo ubogie i tego się na żadne pieniądze nie da przeliczyć – przekonywała jedna z pań. Inna zastanawiała się nad podziałem rady gminy. – Jest północ-południe, a Stawnica nie leży ani tu, ani tu – mówiła, zwracając uwagę na to, że w innych miejscowościach prowadzone są inwestycje, a w ich wsi nie ma placu zabaw, chodnika, kanalizacji czy nawet porządnej sali. - Na dodatek rada chce zamknąć szkołę, by Stawnica zniknęła z powierzchni ziemi – ubolewała. – Jeśli swoje wioski będziemy ogradzać i sadzić kwiatki, to ja dziękuję za taką radę. To trzeba ją odwołać – podsumowała. Przewodniczący Czyżyk zapewniał później, że w radzie nie ma żadnych podziałów – ani politycznych, ani geograficznych.

Czekać godzinami nie pozwolą

Poruszony został również temat dowozów. Mieszkańcy Stawnicy i okolicznych miejscowości ostro sprzeciwiają się temu, by ich dzieci (szczególnie najmłodsze) wychodziły z domu z samego rana i późno do niego wracały. - Nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby moje dzieci jeździły autobusami i czekały w szkole po 2 - 3 godziny na powrót – denerwował się jeden z nich. Zwrócił uwagę na jeszcze jedną rzecz – ze Stawnicy jest bliżej do Złotowa niż do Górznej, w związku z czym wielu rodziców zapewne zdecyduje się dowozić swoje dzieci do miasta, a więc subwencja do gminy nie trafi. W kwestii dowozów wójt poinformował, że w najbliższym czasie system dowozów dzieci do szkół ma zostać zreformowany.

Wiemy, że nic nie wiemy

Jak można się było spodziewać środowe spotkanie nie przyniosło żadnego rozwiązania ani deklaracji. Jasno określił się tylko wójt, który stwierdził, że Stawnicę powinno się zostawić w spokoju. Oczywiście podobnego zdania jest mieszkająca w Stawnicy radna Jolanta Klóska.
Nie warto się jednak martwić na zapas – póki co żadna wiążąca się z ideą likwidacji szkół decyzja jeszcze nie zapadła. Obrońcy szkoły mają nadzieję, że rada przychyli się do ich próśb i zgodzi się, by placówka dalej funkcjonowała na tych samych zasadach. Wójtowi i wszystkim radnym przekazano w tej sprawie list otwarty.

Patrycja Koplin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama