Wrócił, bo uważa, że zarówno w powiecie jak i w Okonku potrzeba zmian. Obecne władze ocenia bardzo surowo. Romuald Duszara bierze się do roboty
Półtora roku temu, po przegranych przez Pana wyborach na burmistrza Okonka i porażce SLD w powiecie zrezygnował Pan z funkcji przewodniczącego struktur powiatowych. Mówił Pan, że idzie na polityczną emeryturę. Co się stało takiego, że Pan wrócił?
Mówiąc szczerze, to nie myślałem, aby kandydować. Nie było chętnego do podjęcia się tego trudnego zadania. W pewnym momencie zaczęli mnie namawiać członkowie w Okonku, potem w Jastrowiu, ale kiedy w Złotowie mówiło się o mnie jako o kandydacie, to trzeba było się zdecydować. Ja myślałem o kimś młodszym.
O Aleksandrze Antoniewiczu?
Tak, ale on mówił, że jeszcze jest za wcześnie. Usłyszałem natomiast oficjalnie, że Jaskólski nie będzie startował, że Złotów nie wystawia nikogo.
Dziwne, bo kiedyś w Złotowie mówili, że Duszara rządzi w powiecie.
Z tym rządzeniem to nie całkiem prawda. Ja sam nie rządziłem, może raczej współrządziłem.
Jak Pan ocenia działalność SLD na terenie powiatu?
Całkowity marazm. Miałem pretensję do Mirka nawet jako szefa klubu radnych SLD, że nie angażuje się w pracę. Działał przez pryzmat własnej osoby: żeby się nikomu nie narazić, bo chciał być dyrektorem szkoły. Jeżeli powstała koalicja, to bierze ona całą odpowiedzialność za swoje działania. My mamy być konstruktywną, ale jednak opozycją.
Ten marazm najlepiej chyba widać na przykładzie Okonka. W kołach doszło do poważnych konfliktów, część członków odeszła.
Zadaliśmy wszystkim członkom SLD w gminie Okonek pytanie, czy chce należeć do partii. Część z nich powiedziała, że nie. Przez to dwa koła, w Węgorzewie i Glinkach, uległy likwidacji. W sumie odeszło z partii około 40 osób, razem z tymi, którzy rok temu podpisali listę o wystąpieniu. Wbrew obawom, koło Nr 1, czyli to do którego należał Andrzej Jasiłek, istnieje, ma dwudziestu członków. Zresztą nie jest prawdą, że tylko Duszara ściągał do partii, wielu z nich przyszło z rekomendacji Jasiłka.
Byłem również zdziwiony frekwencją na zebraniach przedwyborczych, wynosiła ona czasami ponad 60 procent. Chcę dodać, że złotowska organizacja SLD jest drugą pod względem liczebności w województwie. Również dzięki kołom w Okonku, które liczą niemal 140 osób. Jedynie Poznań ma więcej członków, bo około 280. Mam głęboki sentyment do SdRP. Tam nie było żadnych podchodów, żadnych „spółdzielni”. Nikt niczego nie tworzył, nie mieszał. Ale mogę się pochwalić, że w ostatnim czasie pięć osób, bez żadnego nacisku, zadeklarowało wstąpienie do SLD. Mam nadzieję, że będzie ich więcej.
Każda partia chce zdobyć władzę. Jak już ją zdobędziecie, to co najpierw w powiecie chcecie zrobić?
Najpierw trzeba przywrócić SLD należne miejsce w powiecie. Mieliśmy się przez te dwanaście lat rządzenia czym pochwalić. Wiele zrobiono dobrego, chcemy, żeby marazm zniknął. Chcemy większych aktywności radnych z SLD. Członkowie partii mają być aktywni, mają się więcej angażować. I głównym celem jest powrót do władzy za dwa i pół roku.
Jak Pan ocenia obecną koalicję Platforma Obywatelska – Polskie Stronnictwo Ludowe?
Negatywnie. Jedno co robią, to administrują. Podzielili się władzą, potworzyli stanowiska dla siebie. Mnie to aż tak bardzo by nie zbulwersowało, ale trochę „przegięli”. Na przykład utworzyli inspektora do spraw inwestycji, w roku, w którym niemal inwestycji w ogóle nie było. Trudno ich oceniać, bo ja nie wiem, co oni robią. Na sesjach są tylko informacje, informacje, informacje.
Ale każdy kto zdobędzie władzę obsadza stanowiska swoimi ludźmi.
Ja to rozumiem, kiedy rządziliśmy z PSL to w umowie napisaliśmy, ile procentowo i kto obejmie stanowisk. Ale było zapisane, że w momencie, kiedy stanowisko takie się zwolni. Nie było to na zasadzie zwalniania nagminnego ludzi. Oni poszli bardzo daleko: co pozwalniali, to pozwalniali, a dla kogo zabrakło miejsc, to utworzyli. Dziwię się, że po takich konkursach wszystko to tak spokojnie przeszło.
Z jakimi konkursami?
Wszystkie trzy stanowiska: Pachockiego, Massela, Maliszewskiego były naciągane, że aż hej. Jeżeli ja wiem przed konkursem, kto zostanie zwycięzcą, to o czym mówimy…
Chcecie objąć władzę w powiecie. A co z Okonkiem?
Kiedy mnie jeden z dziennikarzy zapytał, co sądzę na temat Okonka, to powiedziałem, że jest to żenujący spektakl, który obraża polskie prawo. Mogłem zrozumieć i rozumiałem Jasiłka, kiedy chciał się oczyścić z posądzenia o bycie konfidentem SB. Jest na to odpowiednia droga i on ją wykorzystał, doszło do złożenia kasacji w Sądzie Najwyższym. Ale jeśli Sąd tę kasację odrzucił, to czego tu jeszcze bronić? Przecież wojewoda nie rozpatrywał tego, czy Jasiłek jest konfidentem bezpieki, czy też nie. Wojewoda stwierdził, że rada miejska nie wykonała tego, co miała wykonać, więc on wygasił mandat Andrzeja Jasiłka. Dalszego jego postępowania nie rozumiem.
Burmistrz Andrzej Jasiłek tłumaczy, że chce doprowadzić do końca reformy, które wprowadził.
Jakie reformy? Jaki program naprawczy? Chce wszystko polikwidować i nic więcej.
Nie posądzałbym Andrzeja Jasiłka o takie przemyślane działania, w sumie na szkodę gminy.
To jak to inaczej nazwać? Dla mnie jest to niszczenie budżetu i ludzi. Gdyby miał trochę odwagi i honoru, to by powiedział „dość”. Byłem święcie przekonany, że pod koniec lutego, po odrzuceniu kasacji, zrezygnuje. Z tego co do mnie dociera, to ruszyła akcja referendalna o odwołanie rady i burmistrza.
Być może będą wybory, bo praktycznie została tylko kasacja w Naczelnym Sądzie Administracyjnym. Gdyby doszło do nich, będzie Pan startować na burmistrza?
Właściwie to nad tym do tej pory nie myślałem. Zobaczymy, co będzie, bo kilka miesięcy pewnie jeszcze zostało. Przyznam się, że coraz więcej ludzi namawia mnie, żebym wystartował. Tylko z tą radą nie widzę, w razie mojej wygranej, współpracy.
A jak znowu ktoś będzie miał ochotę wystartować obok Pana z ramienia SLD?
O tym decyduje rada SLD i na jej wynik nie trzeba się obrażać. To, że Andrzej wystartował, było wbrew głosowaniu, bo to ja wygrałem. Nie podejrzewam, że sytuacja się powtórzy.
Od czego chcielibyście zacząć?
Od przywrócenia normalności, od szanowania ludzi. Hasło Andrzeja Jasiłka „Bliżej ludzi” to jest rechot historii. Trzeba będzie „podziękować” ludziom, którzy nic nie robią. Zlikwidować stanowiska, które powstały pod konkretnych ludzi. Przywrócić normalną pracę w urzędzie, żeby na załatwienie prostych spraw nie trzeba było czekać tygodniami. Danie szansy nauczycielom, że jest stabilność, a nie żeby myśleli na okrągło, kogo będą zwalniać. I wbrew temu co mówi mój następca – danie kierownikom większej możliwości podejmowania decyzji. Mówiło się, że to ja wszystkim steruję i że beze mnie nic się nie dzieje, to tak może powiedzieć ktoś, kto nic nie robił. Znałem takiego, który bez mojego pchnięcia nic nie robił, bo tak było wygodnie. Dać normalnie ludziom pracować, ale i wymagać.
Pytano kiedyś Pana, czy gdyby Pan wrócił na fotel burmistrza masowo zwalniałby ludzi?
W urzędzie ludzie ciężko pracują z wyjątkiem nielicznych. Moja córka nie ma pracy, moja synowa również. Ale w życiu by mi nie przyszło do głowy, żeby ich w instytucjach gminnych zatrudnić. A Andrzej Jasiłek z rodziny pozatrudniał. Ale masowych zwolnień nie przewiduję, bo większość z nich pracowała za mnie. Pewne roszady jednak muszą nastąpić, bo księgowość jest rozwalona w drobny mak, skoro jeździ się po innych gminach, żeby się uczyć.
Zdrowia na to wszystko starczy?
Ja mam sześćdziesiąt lat, więc trochę oszczędzać się muszę. Jednak pewnie na zdrowiu odbija się trochę teraźniejsza bezczynność. Ja się pracy nie boję. Jadę do sanatorium, więc nabiorę sił.
Rozmawiał Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze