Zdaniem burmistrza Jan Szwalgun nie gwarantował wyjścia z sytuacji. Rozbudowa basenu to nie żadna fanaberia, a potrzeba poparta ekonomią. Z budżetem nie jest źle, ale w przyszłym roku podatki wyraźnie mają pójść w górę. Co z halą Sparty? Ze Stanisławem Wełniakiem rozmawia Piotr Steffen
Jakie korzyści przyniósł naszemu miastu fakt, że przez ostatnie lata mieliśmy swojego posła?
Konkretnych korzyści z tego faktu, jako samorząd, nie odnieśliśmy. Natomiast trzeba jasno powiedzieć, że gdyby Stanisław Chmielewski, będąc posłem, nie był jednocześnie wiceministrem sprawiedliwości, prawdopodobnie byłby kłopot z kontynuacją przebudowy złotowskiego aresztu. Dzięki wstawiennictwu Stanisława Chmielewskiego trwa remont tego obiektu i niewątpliwie jest to jego zasługa.
A były sytuacje, w których oczekiwał Pan wsparcia od naszego posła?
O niektórych rzeczach rzeczywiście pisemnie go informowaliśmy, poseł dawał odpowiedź o stanie realizacji tych petycji, ale sądzę, że możliwości jego działania były na tyle ograniczone, że nie mogliśmy oczekiwać od Stanisława Chmielewskiego niczego szczególnego. Gdyby był premierem czy choćby czołowym posłem Platformy Obywatelskiej, możliwości działania miałby na pewno zdecydowanie większe.
Pytam dlatego, bo jestem ciekawy, na którego z kandydatów do Sejmu zagłosował Pan w niedzielę?
Poglądów nie zmieniam i zawsze, choć niekiedy z zaciśniętymi zębami, głosuję na lewicę.
Mirosław Jaskólski, czy ktoś inny z listy lewicy?
Mirosław Jaskólski.
Wiemy już, co było przyczyną skażenia wody w złotowskim wodociągu?
Powodów było kilka i nikt nie jest w stanie wskazać jednej, konkretnej przyczyny. Na pewno można założyć, że jednym z powodów takiego stanu był brak, lepszej od obecnej, stacji uzdatniania wody. Innym powodem może być stan sieci wodociągowej. Niewątpliwie też, i to rada nadzorcza jasno wykazała po kontroli Zakładu Wodociągów i Kanalizacji, zarząd tej spółki dopuścił się ewidentnych zaniedbań. [[reklama]] Jakich zaniedbań?
Nie chciałbym mówić o szczegółach, mogę natomiast powiedzieć, że nie przestrzegano procedur, które absolutnie powinny być przestrzegane. Mogę też dodać, że w pewnym momencie miało tam miejsce po prostu złe zarządzanie, które niewątpliwie miało wpływ, i to bezpośredni, na problemy z wodą, jakie pojawiły się w ostatnich miesiącach. Powiedziałbym, że wcześniejsza dobra sytuacja naszych wodociągów, jaka była do czasu wystąpienia znanych problemów, bo przecież przez wiele lat nie było większych uwag do stanu wody w Złotowie, najzwyczajniej uśpiła czujność zarządu i pracowników zakładu.
Odwołanie Jana Szwalguna było konieczne, czy była to decyzja wyłącznie mająca na celu wskazanie kogokolwiek, kto osobowo poniesie konsekwencje takiego stanu – powiedziałbym, głowa poświęcona dla społecznego uspokojenia i zadowolenia?
Do dzisiaj nie mam żadnej wątpliwości, że była to słuszna decyzja i nie miała ona żadnych przesłanek poza czysto merytorycznymi. Kontrola rady nadzorczej wykazała jasno, że doszło do ewidentnego niedopełnienia obowiązków.
Mówi Pan cały czas o radzie nadzorczej, ale nie wierzę, że nie miał Pan wpływu, i to kluczowego, na tę decyzję.
Zgodnie z kodeksem handlowym organem powołanym do kontroli zarządu jest rada nadzorcza. Natomiast ja, poprzez radę nadzorczą, mam możliwość oddziaływania i nie ukrywam, że skorzystałem z tego prawa. Po pierwszym posiedzeniu rady nadzorczej, w którym uczestniczyłem, doszedłem do wniosku, że kierownictwo MZWiK nie panuje nad sytuacją. Na tym posiedzeniu nikt nie potrafił odpowiedzieć, jakie należy podjąć działania, żeby doprowadzić do poprawy sytuacji, nikt też nie odpowiedział, jakie są przyczyny pogorszenia jakości wody.
W Pana ocenie niezbędne było krótkie cięcie?
Nie było innego wyjścia, ponieważ Jan Szwalgun nie gwarantował wyjścia z sytuacji. Miarka przebrała się, kiedy na sesji rady miejskiej prezes odpowiadał na pytanie radnych, zapewniając, że stan wody jest poprawny, podczas gdy później okazało się, że dwa dni wcześniej otrzymał informację z Sanepidu, że jest wręcz odwrotnie, że sytuacja się pogarsza.
Były prezes niejednokrotnie zgłaszał potrzebę budowy stacji uzdatniania wody. Dlaczego wcześniej nie słuchano jego głosu? Nie ma Pan wyrzutów sumienia, że wcześniejsza reakcja i decyzja o wykonaniu inwestycji mogłaby nie doprowadzić do obecnej sytuacji?
Rzeczywiście budowę stacji uzdatniania wody mieliśmy w planach jeszcze w poprzedniej kadencji, ale zawsze, i tak jest do chwili obecnej, jej wykonanie było uwarunkowane zdobyciem na ten cel środków unijnych. Nie chcieliśmy wykonywać tej inwestycji wyłącznie z pieniędzy budżetowych, co w latach wcześniejszych miało miejsce przy budowie oczyszczalni ścieków czy kanalizacji sanitarnej, a na co obywatele Złotowa ponieśli naprawdę spore wydatki. Dlatego zależało nam, żeby tę inwestycję wykonać z udziałem unijnych środków. A ponieważ to zadanie nie było wpisane w Wielkopolskim Regionalnym Programie Operacyjnym, inwestycja była odsuwana w czasie.
Ostatnie problemy z jakością wody spowodowały, że na najbliższej sesji zapadnie decyzja o budowie nowej stacji uzdatniania wody, której zakończenie przewidujemy w pierwszym półroczu 2013 roku.
Jaką rolę przewiduje Pan teraz dla Jana Szwalguna, który, jak wiemy, pozostanie pracownikiem wodociągów?
To nie jest pytanie do mnie, o tym będzie decydować wyłącznie nowa pani prezes. Uważam natomiast, że trzeba pamiętać o tym, że Jan Szwalgun jest fachowcem w tej dziedzinie, ma wykształcenie i doświadczenie.
Nie było przez wiele lat pieniędzy na stację uzdatniania wody, ale będziemy za to niebawem mieli rozbudowany basen. Szumnie mówi się o SPA...
I to zdecydowanie za szumnie, bo nie oszukujmy się, że do SPA tym naszym nowym atrakcjom będzie daleko.
Niemniej swoje też będą one kosztować. Jak to jest? Te basenowe atrakcje to wyłącznie Pańska fanaberia, na którą z jakiegoś powodu uparł się Pan, czy stoi za tym rzeczywista potrzeba lokalnej społeczności?
Zapewniam, że nie jest to ani żadna moja ambicja, ani nawet potrzeba, bo osobiście nie korzystam raczej z takich rzeczy.
Przed przyjściem na nasze spotkanie zerknąłem na wynik sondy, którą przygotowaliśmy kilka dni wcześniej na portalu zlotowskie.pl. 35% głosujących poparło pomysł, 59% jest jemu przeciwnych, a 6% nie ma w tej kwestii zdania.
Moim zdaniem te 35% poparcia to bardzo dobry wynik, prawdę powiedziawszy nie spodziewałem się, że aż tyle procent mieszkańców może popierać ten pomysł.
Ale to zaledwie 1/3 głosujących...
Ja powiedziałbym, że aż 1/3. Założę się, że remontu boiska na ulicy Mickiewicza też nie popiera większa liczba mieszkańców, ale w tej kwestii nikt nie zgłasza jakoś zastrzeżeń, że jest to rzecz niepotrzebna. A przecież koszt wykonania tej inwestycji jest porównywalny z nakładami potrzebnymi do rozbudowy basenu. Powiem więcej – 1/3 popierających tę ideę w przeprowadzonej przez was sondzie jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że ta inwestycja jest potrzebna.
A rzeczywiście jest potrzebna?
O takim kształcie pływalni mówi się od dawna, a konkretnie od chwili, gdy budowany był nasz basen, bo przecież pierwotny plan zakładał, że będzie on większy. Tyle, że na tamtym etapie projekt został okrojony. Ale gdy budowaliśmy sąsiednie korty, od razu zastrzegłem, żeby zostawić miejsce na rozbudowę pływalni. [[reklama]] Dlaczego?
Ponieważ zdawałem sobie sprawę z tego, że może przyjść taki moment, kiedy trzeba będzie uatrakcyjnić ofertę i ten moment właśnie nadszedł.
Jeśli tego nie zrobimy, za chwilę ludzie nie będą chcieli korzystać z basenu. Mało jest osób, które przez 45 minut są w stanie pływać, bo najzwyczajniej nie mają na to kondycji. Dotyczy to także ludzi młodych, którzy w wielu przypadkach po przepłynięciu kilku długości basenu, muszą odpocząć, a nikt nie będzie stał w tej wodzie tylko po to, żeby wykorzystać 45 minut, za które zapłacił. Stąd uważam, że dla korzystających z basenu trzeba poszerzyć ofertę, tym bardziej, że naokoło pojawia się coraz więcej innych pływalni, chociażby nowa w Pile.
A ile złotowski samorząd dokłada do pływalni w skali roku?
Jeśli dobrze pamiętam, za ubiegły rok była to kwota około 90 tys. zł.
Przyjmując, że średnio dofinansowanie takich inwestycji kosztuje samorządy kilkaset tysięcy złotych, a nawet ponad milion, ta kwota brzmi wręcz... niewiarygodnie.
A trzeba pamiętać, że w ostatnich kilkunastu miesiącach radykalnie wzrosły koszty energii i chemii basenowej, a zatem koszty związane z bieżącą eksploatacją. Bo przecież w latach wcześniejszych były to jeszcze mniejsze pieniądze, przypomnę, że w pierwszym roku wyszliśmy nawet na niewielki plus.
Czyli mamy najbardziej racjonalnie funkcjonujący basen w regionie, a może i w Polsce?
Nie chcę się chwalić, ale na wszelkich spotkaniach stawiani jesteśmy za wzór budowania i eksploatowania „na miarę”. Miesięcznie odnotowujemy 11-12 tys. wejść na pływalnię, co daje naprawdę imponującą średnią, wskazującą, że w ciągu miesiąca przychodzi sporo ponad połowa mieszkańców miasta. Z drugiej strony trzeba też podkreślić, że i tak odnotowaliśmy spadek frekwencji, bo swego czasu te statystyki były jeszcze korzystniejsze. Dlaczego frekwencja spada? Po pierwsze dlatego, że wzrosły ceny biletów – początkowo średnia cena wynosiła ponad 4 zł, obecnie blisko 7 zł. Po drugie, basen jest mniej atrakcyjny niż kilka lat temu i dlatego tak zależy nam na uatrakcyjnieniu jego oferty.
Są wyliczenia mówiące o tym, ile więcej trzeba będzie dokładać do basenu po jego rozbudowie?
Wierzę, że nic. Podstawowy i największy wydatek to oczywiście koszty płac, a ponieważ my pozostaniemy przy 16-osobowej obsadzie, tutaj wzrostu kosztów nie będzie. Na pewno większe będzie zużycie energii i koszty chemii basenowej. Sądzę jednak, że ten wzrost powinien zostać sfinansowany wpływami z biletów.
Co z międzygminnym składowiskiem odpadów, na które tak czekamy? Wiemy już, na jaką wysokość dofinansowania tej inwestycji będą mogły liczyć okoliczne samorządy?
Nie mamy jeszcze tej informacji. Po pierwszej weryfikacji wniosków był czas na składanie poprawek i my kilka dni temu złożyliśmy odpowiednie dokumenty. Wedle informacji, jakie do nas docierają, ostateczną decyzję, co do wysokości dofinansowania powinniśmy otrzymać jeszcze w tym miesiącu.
Co z halą Sparty Złotów?
W inwestycji przebudowy stadionu przy ulicy Mickiewicza nadal przewidziany jest też remont tej hali, ale czy zrealizujemy tę koncepcję, na dzisiaj trudno jest mi powiedzieć. Bo być może wyremontujemy wszystko i przeznaczenie hali będzie takie samo jak dotychczas.
Nadal jestem jednak zwolennikiem wyremontowania wyłącznie mniejszej sali i pozostawienia jej jako części obiektów Orlika, a sprzedania dużej hali. Uważam, że ta część mogłaby być podzielona na dwie kondygnacje. Na dolnej widziałbym idealne miejsce na kręgielnię z prawdziwego zdarzenia, natomiast w górnej możliwości adaptacji jest kilka, np. na boisko do gry w squasha, w elektronicznego golfa czy przebudowa na sportową strzelnicę.
Jest zainteresowanie prowadzeniem takiej działalności?
Ogłosiliśmy swego czasu przetarg, ale nikt chętny się nie zgłosił.
Do kiedy jesteście w stanie czekać na potencjalnego inwestora?
Jeszcze kilka miesięcy, bo gdyby żaden nabywca nie znalazł się, w przyszłym roku powinniśmy zacząć remont.
A rzeczywiście, intensywnie szukacie chętnych?
Przy każdej możliwej okazji.
Ile musiałby mieć inwestor?
Wycena tej większej części mówi o sprzedaży za około milion złotych, do tego trzeba mieć około 1,2 mln złotych na wyremontowanie i zaadaptowanie obiektu, więc sądzę, że mówimy o łącznym wydatku około dwóch milionów złotych. Jestem przekonany, że to idealny interes dla kogoś, kto dysponuje nadmiarem gotówki, a nie ma pomysłu na to, gdzie ulokować pieniądze.
Dostrzega Pan takich w samym Złotowie?
Oczywiście.
Może ich trzeba zachęcać w pierwszej kolejności?
Próbujemy, ale nie każdy chce inwestować akurat w coś takiego. Na razie pozostaje powiedzieć szkoda, bo byłaby to kolejna atrakcja w naszym mieście.
Panie Burmistrzu, okoliczne gminy mocno zaciskają pasa, funkcjonują niemal na granicy możliwości, a jak Złotów?
Nie jest tak źle, mamy jeszcze zapas do granicy możliwego zadłużenia.
Jak planuje Pan zwiększyć w kolejnym roku wpływy do budżetu?
Głównie poprzez wzrost podatków, co raczej będziemy musieli wykonać, ponieważ spadł udział w podatku dochodowym od osób fizycznych, który wcześniej umożliwiał nam utrzymywanie innych podatków na niższym poziomie. Dlatego od kolejnego roku będziemy chcieli zwiększyć podatki, przede wszystkim ten od nieruchomości, który wedle propozycji miałby wzrosnąć od kilku do 15%. Owszem, taki wzrost byłby znaczący, ale i tak w ten sposób tylko dorównamy do poziomu innych gmin, bo przez wiele lat u nas podatki lokalne były na stosunkowo niskim poziomie.
Brakuje Panu w obecnej radzie Wiesława Fidurskiego, z którym toczyliście tak zażarte boje?
Osiągnięcia Pana Fidurskiego w radzie poprzedniej kadencji zostały ocenione przez wyborców, którzy w 90 % pokazali mu czerwoną kartkę. Ogłaszając się po takiej klęsce społecznym radnym miasta wykazał brak pokory, a jego próby walki z obecnym przewodniczącym Rady Miejskiej są groteskowe.
Spokojne życie ma Pan w tej kadencji. Swoja większość, pozostali radni nie wojują. Żyć nie umierać...
Zapewniam, że ta rada jest zdecydowanie lepsza merytorycznie od poprzedniej. I nie mówię tego dlatego, że w tamtej nie miałem większości. Chodzi o to, że w tamtej kadencji zbyt wiele czasu traciliśmy na bezproduktywne dyskusje, które powodowane były wyłącznie chęcią „dołożenia” Wełniakowi. Dzisiaj dyskusje też są, bardzo często są one nawet bardziej zażarte niż w minionej kadencji, z tą różnicą, że obecnie mają one sens, bo rozmawiamy o rzeczach, które nie blokują, a mają ma celu znalezienie najlepszego rozwiązania.
To może skusi się Pan jednak na kolejną kadencję rządów w Złotowie?
Absolutnie nie. Zdania nie zmieniam, po tej kadencji kończę. Za trzy lata będę miał swój wiek, a też chcę trochę odpocząć.
Kogo widzi Pan na swoim miejscu?
Miasto to nie monarchia, a funkcja burmistrza nie jest dynastyczna. Obowiązują tu reguły demokracji, trzeba stanąć do wyborów i te wybory wygrać.
Pomogę we wskazaniu następcy – ograniczmy się do trzech obecnych kandydatów na posłów. Cała trójka do Sejmu się nie dostała, a całkiem możliwe, że przegrani spośród nich za trzy lata będą chcieli powalczyć o schedę po Stanisławie Wełniaku. Kto, Pana zdaniem, nadaje się do tego najbardziej – Mirosław Jaskólski, Stanisław Chmielewski czy Jerzy Podmokły?
Może zabrzmi to mało wiarygodnie, ale w ostatnim czasie ja naprawdę mam z tymi panami mało kontaktów samorządowych, nawet prywatnych, więc trudno mi o nich mówić. Po dotychczasowych doświadczeniach mógłbym ewentualnie pokusić się o ocenę, odnosząc się do ich zalet i wad, które mniej lub bardziej pomagałyby lub przeszkadzały wspomnianym osobom w sprawowaniu funkcji burmistrza.
To kto ma najwięcej zalet, a najmniej wad?
Pozwoli pan, że nie będę publicznie dzielił się takimi ocenami.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze