Reklama

Jesteś szalonym księdzem

08/03/2012 12:09
Jeszcze nie tak dawno nosił dredy, grał na bongosach i żył rytmem ulicy. Dzisiaj na punkcie Boga dostał "hopla". Jak do tego doszło? - z księdzem Marcinem Gajowniczkiem z parafii pw. Św. Michała Archanioła w Jastrowiu rozmawia Ryszard Mikietyński

Bardziej ksiądz przypomina zakonnika albo misjonarza, takiego znanego z literatury czy filmów, niż „normalnego” księdza. A to za sprawą brody, i co tu kryć, niewielkiej łysinki.
Nie, nie. Jestem księdzem diecezjalnym, aczkolwiek misje mi się marzą. A broda jest, bo podobno wyszczupla. Włosów natomiast nie ma przez grzechy młodości, bo miałem dredy.

To jednak z tymi dredami to prawda?
No tak, prawda.

Młodość była chmurna i durna?
Bardziej chyba durna, ale jak patrzę dzisiaj na tych młodych, to staram się ich zrozumieć, bo czasami sam to robiłem w młodości. Nie zawsze byłem dobrym człowiekiem – tak bym to określił.
[[reklama]]
Dawno to było, kiedy ksiądz był „niezbyt dobrym człowiekiem”?
Nie od razu po maturze poszedłem do seminarium. A tamte czasy, to czasy muzyczne i uliczne i początek lat dziewięćdziesiątych.

Muzyczne? To grał kiedyś ksiądz w jakiejś „kapeli”, bo nazwy „zespół” już się dzisiaj raczej nie używa?
Byłem u początków powstania jednego z zespołów reggae w Słupsku. Na początku była to grupa ludzi, która spotykała się aby wspólnie grać. Po jakimś czasie przekształciło się w poważne przedsięwzięcie. Ale mnie już z nimi nie było. Wiem, że niedawno ta grupa otrzymała Fryderyki. Ja grałem na bongosach. Generalnie moje życie kręciło się wokół muzyki. Było organizowanie koncertów, wyjazdy i wszystko z tym związane. Pracowałem też jako prezenter w radiu. Jak przebiega takie życie muzyczno-imprezowe, to nie jest tajemnicą. Ale było też szukanie Pana Boga. Wreszcie Bóg powiedział do mnie „chodź”.

Ale granie to chyba nic takiego. To gdzie ta „durna” młodość?
Może samo granie nie, ale otoczka.

Znam muzyka w dredach i wiem, że jest bardzo gorącym katolikiem. Mam na myśli Darka Malejonka, muzyka zespołów Armia, Izrael, Moskwa, a teraz Arki Noego. Czy Wasze drogi do Boga były podobne?
Poznałem Darka bodajże w 1993 roku, kiedy on szukał dopiero Boga. Do dzisiaj nie zapomnę naszej rozmowy, kiedy on mówił „Bóg tak, Pismo święte tak, ale Kościół nie!”. Po roku nastąpiła w nim całkowita przemiana. Darek trafił do grupy Neokatechumenalnej. Odnalazł się w Kościele, ale dalej nosi dredy, dalej gra muzykę. Artysta wielkiego formatu.

Ale obserwując takich jak Darek Malejonek, Robert Tekieli czy innych „nawiedzonych”, nie ma ksiądz wrażenia, że oni epatują teraz tym swoim katolicyzmem. Że może wydają się w tym wszystkim nieco sztuczni? Czy można faktycznie tak dostać „na głowę”?
Powiedziałbym tak – można faktycznie dostać na punkcie Pana Boga „hopla”. Jak Pan Jezus „dotknął” świętego Pawła, to ten aż spadł z konia. Dostał po prostu hopla, wszyscy pukali się w czoło, że gościu, który jeszcze przedwczoraj zabijał chrześcijan, staje na rynku i mówi, że nie ma innego zbawienia, niż przez Jezusa. Ale ma pan trochę racji, bo jak na początku śledziłem ruch tych nawróconych muzyków, to inni też pukali się w głowy. Pamiętam, jak Darek mówił mi w wywiadzie, że żaden biskup nie będzie mu mówił, co ma w łóżku robić. Po roku patrzę, a Darek przyjmuje chrzest, bierzmowanie, bierze ślub z Elą i żyją do dzisiaj wiarą.

A księdza jak Pan Bóg dotknął? Nie spadł ksiądz z konia?
U mnie to był raczej proces. Pochodzę generalnie z katolickiej rodziny, mój śp. wujek był księdzem. Zawsze dobrze się czułem w kościele, poczynając od ministranta, aż do dorosłego.
Św. Paweł nazywał to wiarą „letnią”, mówił, że lepiej już być zimnym albo gorącym.
Tak. Zresztą Pismo Święte tłumaczy to trochę niedosłownie. W oryginale brzmi „Jak jesteś letni, to chcę cię wyrzygać z moich ust”. Bardziej dosadnie. W pewnym momencie znalazłem się na ulicy, rytmem ulicy się żyło: imprezy, młodzież. Potem było reggae i początki czytania Pisma Świętego. W pewnym momencie powiedziałem „tak, Panie Jezu” i poszedłem do seminarium. Jak się moi znajomi dowiedzieli, to w Słupsku była istna poruta. Ale jak się dzisiaj spotykamy ze starą gwardią, to myślę, że oni się cieszą, że mają znajomego księdza który chodzi w glanach czy martensach. Czasami oczywiście zdarzają się słowa „ a wy to księża” i tu następuje litania żalów, ale generalnie miło spędzamy czas. Szanują, że wybrałem taką, a nie inna drogę. Mam nadzieję, że kiedyś Bóg mi powie, że się nie pomyliłem.

A to, że chodzi ksiądz w glanach i bojówkach, to jest to celowe, aby zbliżyć się do młodzieży?
Ja nie chcę się do młodzieży zbliżać, chciałbym, żeby młodzież się do mnie zbliżyła. Ja się w takim stroju dobrze czuję i niczego nie udaję. Nigdy nie chodziłem w garniturach, to jest mój styl, któremu pozostałem wierny. Co nie oznacza, że źle się czuje w sutannie. Kiedy jest taka konieczność czy potrzeba, to ją wkładam. Do babć – z całym szacunkiem – różańcowych, bym nie podszedł ubrany w bojówki. Ale czasem sutanna wśród młodzieży stanowi „blokadę”. Nieraz zabieram na stopa ludzi, rozmawiamy, leci muzyka nie tylko reggae i nagle ktoś mnie pyta, co robię, gdzie pracuję, Mówię, że jestem księdzem. Następuje szok, pewne niecenzuralne słowo pada z ust i pytają „jak to, takiej muzyki słuchasz”? A dlaczego nie, odpowiadam. I jeszcze pytanie czy jestem księdzem w Kościele Katolickim, bo chyba u nas pokutuje nieco skrzywiony stereotyp księdza. Potem rozmawiamy o Panu Bogu i czasami jest bardzo fajnie.

Czy to działa na młodzież szkolną? Ten styl ubrania i bycia?
Trzeba by się ich zapytać, ale pewnie tak. Mówię na lekcjach, że próbuję zorganizować w Jastrowiu jakieś koncerty z muzyką chrześcijańską, ale nie będzie to z całym szacunkiem, „kościółkowe” śpiewanie, ale hip – hop, reggae, śpiewające o Panu Bogu. Są zespoły grające wspaniałą muzykę, jednocześnie są to chrześcijanie. Podam przykład z górnej półki, zawsze się tym chwalę przed młodzieżą – osobiście poznałem założyciela słynnej amerykańskiej grupy metalowej Korn, Briana Welsha.Odszedł od niej kiedy się nawrócił. Był dwa lata temu na koncercie w Warszawie, spotkałem się z nim po koncercie, pogadaliśmy, modliliśmy się wspólnie we dwóch. „Jesteś szalonym księdzem” – powiedział do mnie. Do dziś wymieniamy e-mail"e. Wiem, że młodzieży się to podoba. Ale wtedy mówię do nich, że ten czy tamten artysta codziennie czyta pismo święte, modli się. Pytam ich, ile razy oni czytają, jak się modlą? Mówią, że nie potrafią się modlić. To pytam z kolei czy próbowali po prostu do Boga mówić, rozmawiać...

...A nie tylko klepać pacierze.
O mój Boże, wybacz, że wzywam Cię nadaremno. Ale miałem kiedyś przejście w Szczecinku, kiedy powiedziałem na kazaniu, że „klepiecie różańce, a modlitwa was nie przemienia, skoro po wyjściu z kościoła, obmawiacie swoją sąsiadkę, plotkujecie. To jest klepanie różańca, a nie modlitwa”. Po mszy zaczepiły mnie i oznajmiły, że co to ze mnie za ksiądz, że one nie klepią różańca. Wytłumaczyłem, że mnie po prostu nie zrozumiały.

Trudno się dzisiaj tak po prostu modlić.
Ja wiem, ale trzeba próbować. Trzeba czasami nawet powiedzieć „Panie Boże, kurcze, nie czuję Ciebie” i może się okazać, że Bóg wtedy powie mi „No nareszcie ze mną gadasz, nareszcie jesteś prawdziwy”.

Gajowniczek to znane nazwisko. Ojciec Kolbe poszedł w Oświęcimiu do komory gazowej za Gajowniczka. Czy to jakaś rodzina?
Mój świętej pamięci ojciec mówił, zwłaszcza w czasach komuny, że jak ci się to do czegoś przyda, to mów że tak. A tak na serio, to chyba żadna rodzina, chociaż od jakiegoś jednego Gajowniczka wszyscy wyszli.

Bóg zapłać za rozmowę.
Ja też dziękuję. I życzę wszystkim „Kochajcie Boga i Go szukajcie, bo On Was kocha i zawsze szuka” Amen!



Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama