Marek K. nie został zatrzymany przez prokuraturę, przebywa pod opieką mamy. Dopiero specjalistyczne badania mają zdecydować o jego losie. Nam udało się ustalić, że mężczyzna już po całym zajściu dalej dzwonił bez nadzoru
Od feralnego telefonu z informacją o tym, że w budynku szpitala specjalistycznego w Pile przy ul. Rydygiera podłożony został ładunek bombowy, minęły dwa tygodnie. Policji niemal natychmiast udało się ustalić, że sprawcą telefonu, który naraził życie i zdrowie kilkuset pacjentów, był 23-letni mieszkaniec Łobżenicy Marek K. Do tej pory nie są znane konsekwencje, które mogą spotkać sprawcę tego zdarzenia.
Prokuratura Rejonowa w Pile postawiła mężczyźnie dwa zarzuty, w tym wywołania fałszywego alarmu bombowego. – Tą czynnością mężczyzna wywołał podjęcie działań przez wiele służb takich jak pogotowie ratunkowe, pogotowie energetyczne, gazowe, straż miejska, straż pożarna, policja. Spowodowanie zbędnego działania służb jest przestępstwem – mówi prokurator Maria Wierzejewska–Raczyńska. Przypomnimy, że fałszywy alarm wywołał konieczność ewakuacji blisko tysiąca osób, które znajdowały się w szpitalu, w tym 357 pacjentów i ponad 500 osób personelu. Stąd drugi zarzut, przedstawiony przez prokuraturę, narażenia życia i zdrowia pacjentów przebywających w szpitalu.
Czeka na badanie
Marek K. nie został zatrzymany przez prokuraturę. Jak tłumaczy prokurator Wierzejewska–Raczyńska, ustalono, że mężczyzna jest osobą niepełnosprawną, stąd decyzja o przekazaniu sprawcy pod opiekę matki. – Mężczyzna złożył wyjaśnienia w ograniczonym zakresie, kontakt z nim był utrudniony, mimo że jest to osoba dorosła, dlatego prokurator nie zastosował wobec niego żadnych środków zapobiegawczych, mimo ogromu negatywnych skutków wywołanych tym działaniem – wyjaśnia prokurator. Marek K. wrócił do Łobżenicy pod opiekę mamy. Teraz czeka go badanie, które ma wyjaśnić, czy był poczytalny w chwili wykonywania tego przestępstwa. Badanie zaplanowano na 25 kwietnia. Od jego wyniku będzie uzależnione dalsze postępowanie prokuratury. Prokuratura albo skieruje przeciw mężczyźnie akt oskarżenia, w myśl którego będzie groziło mu pozbawienie wolności do lat ośmiu, albo postępowanie zostanie umorzone, a prokurator będzie wnioskował o umieszczenie 23-latka w zakładzie leczniczym. Dodatkowo prokurator przy tego typu zdarzeniach może obciążyć sprawcę kosztami działania wszystkich służb ratowniczych. Trwa szacowanie strat. Monitorowany jest także stan zdrowia pacjentów, którzy na skutek fałszywego alarmu zmuszeni byli opuścić szpital. – Jest to przedmiotem śledztwa, ale niewątpliwie już teraz znamy kilka przypadków, gdzie wystąpiły ciężkie powikłania z tytułu przemieszczania pacjentów – potwierdza prokurator, dodając, że każdy kolejny przypadek pogorszenia stanu zdrowia pacjenta będzie rozszerzał przestępczy zarzut 23-latka.
Telefon dalej dzwoni
Marek K. jest osobą niepełnosprawną, ale nie ubezwłasnowolnioną. Jeszcze rok temu był uczestnikiem Warsztatu Terapii Zajęciowej w Liszkowie, na początku 2011 roku złożył rezygnację. Co był jej powodem? Nieoficjalnie udało nam się ustalić, że zachowanie Marka było na tyle uciążliwe, że niektórzy uczestnicy warsztatu chcieli zrezygnować z udziału w zajęciach. Odbyło się kilka rozmów z opiekunem Marka. Po nich 23-latek, po dwóch latach w warsztacie, złożył pisemną rezygnację. Mieszkańcy często widują go w Łobżenicy. Czasami zatrzymywał samochody, próbując zabrać się na stopa, innym razem prosił ludzi o złotówkę. Ale zdarzały się także trudniejsze sytuacje, gdy wchodził na prywatne posesje i odpowiadał agresywnie na prośbę opuszczenia prywatnego terenu. Znany jest w lokalnym środowisku z częstego kontaktu telefonicznego. Potrafił w jedno miejsce dzwonić nawet kilka razy dziennie. Co gorsze, jak udało nam się ustalić, podobne telefony wykonywał już po całym zajściu, około10 kwietnia, nadal bez kontroli. O dalszym losie mężczyzny zadecyduje teraz badanie zaplanowane na koniec kwietnia.
W lokalnym środowisku ludzie domagają się ukarania sprawcy tego zdarzenia. Jaki by nie był wynik badania trzeba pamiętać, że jest to osoba poważnie chora, ale nie ubezwłasnowolniona, która jakoś nauczyła się funkcjonować w społeczeństwie. Pytanie, na ile zachowanie to może być społeczne aprobowane i na ile jego postępowanie jest kontrolowane przez jego opiekunów?
A. Głyżewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze