Pomysł przeciwstawienia sobie w walce kosmitów z kowbojami mógłby wydawać się mocno abstrakcyjny, ale przecież całe amerykańskie kino akcji opiera się właśnie na absurdach. Wybierając się na Kowboje i obcy trzeba zdawać sobie sprawę, że to połączenie akcji i sci-fi, a nie dramat psychologiczny o XIX wiecznym Dzikim Zachodzie
Akcja i science-fiction wraz z całym spektrum efektów specjalnych podczas oglądania Kowboje i obcy wprost wylewa się z kinowego ekranu i to już od samego początku. W pierwszej scenie widzimy Jake Lonergana (w tej roli Daniel „James Bond” Craig) leżącego pośrodku pustyni, z dziwną bransoletą na ręce i totalnym zanikiem pamięci. Kim jest, skąd się tu wziął i dlaczego u licha ma na ręce to dziwne coś? Tego nie wie nikt łącznie z głównym bohaterem, ale czasu na zastanowienie się nie ma zbyt wiele, ponieważ już za chwilę Jake ładuje się w pierwsze tarapaty i w znanym nam z James Bonda stylu pozbawia życia trójkę kowboi. I tak właściwie jest przez cały czas – absurdalnie, ale efektownie i niesztampowo, pomijając ogólne ramy rządzące hollywoodzkimi filmami akcji. Chwilę później okazuje się bowiem, że bransoleta na ręce jest dosłownie „kosmiczna”, a kowboje muszą stanąć do walki z oddziałem kosmitów, ponieważ w innym wypadku zagrożone jest (a jakże by inaczej…) istnienie całej planety.
Reżyser John Favreau (nakręcił m.in. obie części Iron Mana) do swojego filmu zebrał naprawdę dobrą obsadę. Oprócz Craiga z wielkoformatowych gwiazd pojawiają się także Harrison Ford w roli Woodrowa Dolarhyde’a – postaci niekonsekwentnej, choć zagranej w ciekawy sposób – oraz piękna Olivia Wild, która zagrała Ellę, wspomnianą przeze mnie na początku mieszkankę innej planety, która przybyła na ziemię by ocalić ją przed zagładą ze strony bezwzględnych kosmitów. Całość dzieje się w XIX wiecznym Dzikim Zachodzie i do pewnego momentu idealnie udaje typowy western.
Film jest przyjemny i wciągający, obserwujemy w nim wiele ciekawie zrealizowanych scen walki, jednak żeby dobrze się na nim bawić trzeba przymknąć oko na absurdy i głupoty. To typowy film akcji, nadaje się do tego, żeby usiąść w kinie, wkręcić się w klimat i spędzić miło dwie godziny. Polecam go tym, którzy lubią miło spędzić czas, bez narzekania i doszukiwania się tego, co mogło zostać zrealizowane lepiej. Jeżeli jednak kogoś rażą ewidentne niekonsekwencje czy głupoty fabularne to Kowboi i obcy może sobie spokojnie odpuścić – to nie jest gatunek dla niego. Ode mnie zasłużone 6,5/10.
P. Pochowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze