Reklama

Król na śmieciach

21/05/2013 00:00
Zbiera śmieci i zamiata ulice, chociaż nigdy nie pracuje miotłą i łopatą. Czego się boi w obliczu nowej ustawy śmieciowej i dlaczego uważa, że to MZUK powinien odbierać nasze odpady? Rozmowa z Krzysztofem Łabędziem

Mój sześcioletni siostrzeniec powiedział kiedyś, że będzie się bardzo dobrze uczył i zostanie śmieciarzem, a jak się nie uda, to policjantem. Kim Pan chciał zostać, gdy był Pan dzieckiem?


To były jeszcze ośle lata. Poważnie zacząłem o tym myśleć w ósmej klasie. Myślałem o samochodach, bo chciałem jeździć, coś zwiedzić. Poszedłem do zawodówki za mechanika i od razu w 1979 roku przyjąłem się tu do zakładu. A wybór zakładu pracy był wtedy bardzo duży.


Co pamięta Pan z pierwszych dni spędzonych w zakładzie komunalnym?
Graty. Bardzo dużo mieliśmy gratów. Był star 25, stare żuki, nysy – tabor był wiekowy. Często się to psuło, więc mechanicy mieli co robić. Ja sam zawsze byłem usmarowany po łokcie, ale chętnie przychodziłem tu na praktyki, a później do pracy.


Mechanikiem był Pan jednak krótko.
Ciągnęło mnie za kółko. Po szkole zrobiłem prawo jazdy, potem przez wojsko prawko „dwójkę”, ale jak porobiłem uprawnienia to zgarnęło mnie wojsko. Trafiłem do WOP-u – Bałtyckiej Brygady Wojsk Ochrony Pogranicza w Koszalinie. Fuchę miałem dobrą, bo jeździłem z zastępcą dowódcy brygady. Nazywali nas taksiarzami. Polonez to był wtedy cud motoryzacji, chociaż najpierw to woziłem szefa wołgą.


[[reklama]]

Czarną? Tymi w tamtych czasach straszyło się dzieci.
Oryginalnie była siwa, ale szefowi się nie podobała i kazał ją całą przemalować na czarno. Tak to było, że gdzie się kończyła logika, tam się zaczynało wojsko.

Gdy Pan wrócił do MZUK-u, to była już inna firma?
Dostałem się na stara. Wie pan, byłem młody, czułem się jak król szosy, bo siedziałem wysoko, za dużą kierownicą, a w Złotowie ruch na ulicach był mały.
W ogóle mnie to duże auta pociągały, dlatego raz opuściłem MZUK – wziąłem urlop bezpłatny i miesiąc jeździłem tirem po kraju. Nie odszedłem stąd jednak, bo dzieci były małe, a ja w domu byłem przez ten czas dwa razy.

Pracuje Pan w tym zakładzie trzydzieści cztery lata. Naprawdę nigdy nie chciał Pan z niego uciec?
Ale po co? Tyle lat tu jestem i wrosłem w tę firmę jak w rodzinę. Bardzo dużo jest tu starych pracowników, jeszcze starszych ode mnie. To o czymś świadczy. Poza tym zakład zaczął się zmieniać. W końcu lat 80–tych przyszła nowa zamiatarka, nowa beczka asenizacyjna, a te stare graty szły na złom.

Śmieciarz to zawód wstydliwy?
Nie mamy w pensji czegoś takiego jak wstydliwe, jest szkodliwe. Powiem panu, że ci młodzi pracownicy chętnie by pracę zmienili, bo to nie jest dla nich, ale w Złotowie ciężko o etat.

Jeździ Pan śmieciarką, zamiatarką. Jak się nimi pracuje w Złotowie?
Zamiatarką ciężko, bo ma kierownicę po prawej stronie, a naszym kierowcom trochę brakuje kultury jazdy. Mogliby czasami wpuścić ten sprzęt, ale tego nie robią. Albo się wepchniesz, albo się ktoś zlituje. W ogóle teraz po mieście bardzo ciężko się jeździ, bo ruch jest duży.


Wszyscy chcą mieć czysto, ale nie wszyscy są zadowoleni z obecności sprzętu na chodnikach i ulicach, tak?
Kiedyś zamiataliśmy w dzień, bo był mały ruch. Potem sprzątaliśmy w nocy, ale ludzie dzwonili, że hałasujemy. Teraz zaczynamy tak o piątej, by rano główne ulice były sprzątnięte.
Ale są ludzie, którym zawsze coś nie pasuje, a zamiatarka jedzie szybkością pieszego. Ludzie trąbią, podjeżdżają za blisko. A co ja na to mogę? Ja tylko sprzątam.


Podobnie zimą z odśnieżaniem. Często ludzie nie ułatwiają Wam pracy.
Natura ludzka potrafi być bardzo przekorna. Czasem postawią na złość samochód i każą mi go omijać, a ominąć się nie da i warstwę śniegu, która jest pod pługiem podepchnę im pod auto. Nie da się inaczej. Jest tak często, bo Złotów jest ciasny, a ludzie zamiast się przejść, jadą do Biedronki samochodem. Jak przychodzą święta, to dopiero jest kocioł.


Czeka nas zmiana systemu zbierania odpadów. Jako praktyk uważa Pan, że mieszkańcy powiatu są przygotowani do tego, by segregować odpady?
Troszeczkę kultury by się przydało, bo i teraz do pojemników na plastik czy szkło ludzie pakują wszystko co przejdzie przez otwór. Jak czyszczą piwnice, to nie wyrzucą najpierw zawartości słoika, tylko wrzucą go w całości. Tak samo z plastikami – jest w tych koszach gros śmieci.


Potem MZUK musi rozdzielić plastik od śmieci.
Tak. W firmie pod wiatą pracują kobiety, które dzielą plastiki na kolory, oddzielają chemię gospodarczą, nakrętki muszą być odkręcone albo przecięta butelka, bo prasa nie zgniecie butelki z powietrzem.


Dlaczego MZUK utrzymuje się na rynku?
Myślę, że jesteśmy bardzo operatywni, solidni i punktualni, mamy nowy sprzęt. To się kumuluje i z roku na rok wizerunek firmy się poprawia.


Ma Pan w tym swój udział?
Myślę, że tak. Przez tyle lat chyba coś dla niej zrobiłem. Zleconą pracę staram się wykonywać sumiennie. Myślę, że szefostwo jest zadowolone, bo na liście premii nigdy nie zostałem pominięty.


Nadchodzą duże zmiany w gospodarce śmieciowej. Kiedy jest Pan w terenie, to ludzie pytają o nowy system odbioru i segregacji odpadów?
Wszyscy o to pytają, bo nikt dokładnie nie wie, co to będzie. Odpowiadam, że informacje można znaleźć na stronie Związku Gmin Krajny, ale ludzie chcą, żeby im to przełożyć z polskiego na nasze. Poza tym są zawiedzeni kosztami, bo będzie dużo drożej.


MZUK to jedyny Pański zakład pracy. Myśli Pan, że dotrwa w tej firmie do emerytury?
Na to pytanie Panu nie odpowiem. Chciałbym, ale nie wiem, co przyniesie los.


11 maja MZUK będzie obchodził Dzień Komunalnika. Co będziecie Państwo świętować?
Dzień śmieciarza – sami tak mówimy. Będziemy się cieszyć, że miniony rok dobrze minął, w dobrym zdrowiu. To okazja by się spotkać, podyskutować, podziękować.


MZUK startuje w przetargu na odbiór odpadów z terenu gmin należących do Związku Gmin Krajny. Pan i Pańscy koledzy boicie się tego, co się wydarzy za kilka tygodni?
Każdy się boi o byt swój i rodziny. Część pracowników na pewno zostanie, ale część, siłą rzeczy, będzie musiała odejść. Kto? Nie wiemy, co nowe nam przyniesie. Dobrze by było, żeby firma wygrała ten przetarg, bo wtedy byśmy się rozwinęli. Do nowych działań przygotowani jesteśmy na sto procent, jeśli wygramy to ruszymy do pracy pełną parą
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama