Reklama

Listy z frontu

30/01/2012 00:00
Ciężko sobie wyobrazić, co czuje człowiek oderwany od swojej rodziny i rzucony w wir działań wojennych. Jakie scenariusze układa w swej głowie, gdy nie dostaje wieści od bliskich? Dzięki spuściźnie Wacława Szeląga choć częściowo możemy się dowiedzieć, jaką ofiarę ponosili walczący za ojczyznę żołnierze

Pozostało po nim siedem listów datowanych od czerwca do listopada 1944 roku. Niektóre rękopisy są zachlapane, niektóre pisane na radzieckich drukach. – Każdy z tych listów jest bardzo sentymentalny – opowiada Grzegorz Tyluś, organizator 67. Rocznicy Powrotu Ziemi Złotowskiej do Macierzy. – Wacław usiłuje się dowiedzieć, co dzieje się z jego rodziną, z jego żoną Józią i córką Terenią. Dlaczego nie wie, co z nimi jest? Bo na wysyłane przez niego listy nie otrzymuje odpowiedzi – dodaje. Listy pisane przez jego żonę nie docierają do adresata. Podłamany brakiem odpowiedzi ciągle pyta o zdrowie i sytuację rodziny. – W jednym z nich docieka, czy Józia nie znalazła sobie kogoś innego i prosi, żeby mu o tym napisała, bo chce jedynie wiedzieć, czy jest cała i zdrowa. Ta niepewność boli go najbardziej – relacjonuje G. Tyluś. – Nie pisze dużo o tym co robi, gdzie się znajduje. Raz wspomina, że jest 40 km od domu. Najprawdopodobniej idzie w froncie białoruskim. Niestety nie dochodzi do Berlina...
[[reklama]]
Prośba Tereni
- Inscenizacje, które robiliśmy rok i dwa lata temu umieściliśmy na YouTube. Obejrzała je i skontaktowała się z nami pani, której ojciec zginął w Złotowie – wspomina G. Tyluś. Okazało się, że jest nią nie kto inny jak córka Wacława Szeląga, Terenia. – Kiedy udało nam się spotkać z tą panią, powiedziała nam, że jest w posiadaniu listów od ojca, który tutaj poniósł śmierć – relacjonuje Tyluś. - Skąd wiemy, że akurat tu? Jej matka otrzymała list z dowództwa na początku lutego z informacją, że jej mąż zginął w Złotowie - opowiada. Nie ma go jednak na żadnym spisie poległych tutaj żołnierzy. Prawdopodobnie jest jednym z tych wielu nieznanych - dodaje.
Pomimo tego, iż dorosła już Terenia nie zapamiętała swojego ojca, była na cmentarzu w Złotowie, złożyła kwiaty i zapaliła symboliczny znicz pod głównym pomnikiem. Tylko tyle pozostało po człowieku, którego zabrała wojna. Smutne, że zginął, nie wiedząc, czy ktoś na niego czeka i czy komuś na nim jeszcze zależy.

- Józia już nie żyje, tuż przed śmiercią przekazała listy córce i prosiła, aby ta o nie zadbała – wspomina G. Tyluś. – Pani Teresa zaufała nam i przekazała listy, gdyż nie chciała, by kurzyły się w szufladzie - dodaje. Zgodnie z życzeniem Tereni prezentujemy ich fragmenty poniżej.

Marta Lasota


List pisany dnia 20 czerwca 1944 roku
Kochana Józiu! Wcale się nie spodziewałem, że otrzymasz te listy i dostanę odpowiedź. Dostałem 3 listy, za które ci szczerze dziękuję, choć mnie zasmuciły i do żalu przyprowadziły, że aż mi wypadły z rąk i tak mi się pomazały, bo było bardzo błoto. Nie gniewaj się i nie obraź, że na brudnym papierze piszę, bo wiesz, że u nas brak papieru. (...)Zielone Święta miałem takie same jak i Wielkanocne, chorowałem na tyfus. (…) Na Zielone Świątki jak się wzięła gorączka na przeszło 40 i 8 kreski to już myślałem, że umrę. Dawno byłem u spowiedzi, więc kazałem kolegom, żeby jakoś powiadomili księdza do spowiedzi i w sobotę przed Ziel. Świątki w południe przyszedł, wyspowiadałem się, ale komunji św. nie przyjmowałem, bo było już późno. (…)

List pisany dnia 21 lipca 1944 roku
Kochana moja Józiu!!! Nie mogę sobie miejsca znaleźć, nie mogę tej tęsknoty znieść, nie mogę się doczekać od ciebie żadnej wiadomości przez tak długi czas. Nie wiem co to jest, czy żeś o mnie zapomniała (...) Już drugi miesiąc jestem w tym uzdrowińcu. Nic się nie robi, na żadne ćwiczenia nie chodzi to mam czas na wszystko. (…) Piszę list za listem, a żadnej odpowiedzi od ciebie nie otrzymuję. (...) Teraz już jestem o połowę bliżej jak byłem to listy powinny prędzej dochodzić, a tu na odwrót, bo wcale nie przychodzą. Inni otrzymują wiadomości, nawet do nich przyjeżdżają żony, a ja taki nieszczęsny nawet listu nie otrzym (…) Spodziewam się, że jeszcze bliżej ciebie będę, to ja do was się dostanę choć na parę dni, to już dowimy się o co chodzi, dlaczego te listy nie dochodziły?(…)

Do widzenia moja kochana Józiu i Tereniu do prędkiego się zobaczenia. W. Szeląg

List pisany dnia 5 września 1944 roku

Kochana Józiu!!!
Kreślę do ciebie list za listem, z tęsknoty i ciekawości za wamy moi drodzy żonko i córuniu, a od was nie mam żadnej wiadomości (…) Jestem w podróży już drugi tydzień, chłopcy śpiewają, a ja myślę wciąż o was jak wy się beze mnie gospodarzycie w takich trudnych czasach i nie we swojem domu. Tego nie mogę przenieść i przetłumaczyć sobie. Jak wyjechałem z miejsca w stronę domu to mi trochę ulżyło, bo myślałem, że wstąpię do was choć na parę godzin i byłem już niedaleko, ale nie było możliwości bo pojechałem dalej. Bardzo się zasmuciłem, że znów oddalam się od ciebie w przeciwną stronę na zachód. Obecnie znajduje się na odległość do 300 km. Jeszcze nie na miejscu, bardzo mi trudno teraz dostać się będzie do ciebie moja kochana, chyba po skończonej wojnie. Jak Bóg da zdrowie to dalej będziemy biedę gonić jak poprzednio tylko swobodniej i weselej. Ciekaw jestem jak tam żyjecie, jak tam nasza córunia teraz, jak ona wygląda na pewno podrosła za tych prawie 8 miesięcy? (…) Jak tam twoje zdrowie, czy się poprawiło, czy dalej chorujesz? Bardzo mnie to ciekawi. Opisz mi czy nasze z Równego się przebrały, gdzie mieszkają, czy wszyscy w domu, czy zbierają ze swego pola (…) Zacząłem pisać list jeszcze w drodze, a kończę już na miejscu. Nie mogę pisać gdzie z powodu, że to jest tajemnica wojskowa. Blisko mam teraz do miasta, mogę wszystko kupić, żeby było za co. To miasto, z którego byli Amarowicze po Sidorskim, powinnaś wiedzieć (…)
Szczery i kochający cię Józiu i naszą córeczkę. Daj wam Boże jak najlepiej. Pozostaje twój kochający cię.
W. Szeląg

List pisany dnia 24 września 1944 roku
Kochana Józiu!!!
W pierwszych słowach mego listu pozdrawiam Cię oraz i naszą kochaną córeczkę, jak się wam powodzi, czyście zdrowe i co tam u was słychać, że nie mam o was żadnej wiadomości, czy już nie mieszkacie w Międzyrzeczu, czy moje listy do was nie dochodzą i wy nie wiecie dokąd pisać (…)Gdzie wy się obracacie i jak się wam żyje, pisałaś, że się poderwałaś i że tam ludzie u was na tyfus chorowali, więc bardzo mnie to martwi, że nie wiem co tam u Ciebie. Może chorowałaś na tyfus czy córunia nie daj Boże, o kto by się wami opiekował w tak krytycznem położeniu? (…) Teraz jestem w Polsce. Byłem już 4 razy w kościele, 24 byłem u spowiedzi. Wesołe tu strony, ale mnie nie wesoło (…) Jak Bóg da zdrowie to na Boże Narodzenie się zobaczymy (…)

Kochający was i szczery dla was W. Szeląg

List pisany 14 października 1944 roku

Kochana Józiu!!!
W pierwszych słowach mojego listu pozdrawiam Cię oraz i kochaną naszą córunię i donoszę Ci o swoim zdrowiu i powodzeniu. Z łaski Pana Boga jestem zdrów czego i wam życzę z całego serca. Tylko mi bardzo przykro, że nie mam od Ciebie żadnych wiadomości przez tak długi czas mej nieobecności z wami (…) Nie będę dużo pisać to może prędzej zajdzie, a Ty jak otrzymasz ten list to dużo czego nie pisz (…)
Pozdrawiam Cię i córunię. Twój mąż. A córunię to też i całuje mocno. Szczery i kochający Cię Twój Wacek.

List pisany 24 października 1944 roku
Kochana Józiu!!!
W pierwszych słowach mego listu pozdrawiam Cię oraz i naszą kochaną córunię (…) Pisze list za listem, a odpowiedzi żadnej nie mam (…) Ja dzięki Bogu jestem zdrowy czego i wam życzę z całego serca. Żyje mi się nieźle. Przeszedłem szkołę i jestem już kapralem. Mam pod sobą dziewięć ludzi, których ćwiczę, ale nie chciałbym żadnej szarży byleby się z wami moi kochani zobaczyć, chociaż na parę dni (…) Opisz mi ile tych żniw nazbierała, zboża, kartofli, w ogóle wszystkiego. Czy Ci wystarczy na zimę? Jak tam z drzewem? Na pewno trudno (…)
Natem kończę te parę słów. Pozdrawiam krewnych i znajomych, a osobliwie Ciebie i kochaną córunię. Szczery i kochający was W. Szeląg

List pisany dnia 2 listopada 1944 roku
Kochana moja żono…
W pierwszych słowach mego listu Niech będzie Pochwalony Jezus Chrystus, a spodziewam się, że mi odpowiesz Na wieki wieki wieków Amen (…) Bardzo mi przykro, inni otrzymują listy, nawet żony przyjeżdżają, a ja jeden jak ta sierota. Nie mam nawet wiadomości, gdzie się teraz znajdujecie (…) Zasyłam Ci w tym liście, tero druczek, który ma Ci służyć jako świadectwo, że znajduję się w polskiej armii od jakiego czasu. Z tym druczkim pójdziesz do gminy i muszą Ci dawać utrzymanie i opał, bo inaczej na pewno byś nie przezimowała (…) Radbym się z wami zobaczyć, ale trudno, żebym miał chociaż fotografię z was to bym się popatrzył na waszą podobiznę. Więc proszę Cię jeżeli masz możność i gdzie to zrób fotografię i przyślij mi na pamiątkę. Ja również będę się starał to samo zrobić i posłać (…)

Pozdrawiam Cię i kochaną córunię, matki, siostrów, w ogóle wszystkich kuzynów. Kochający Cię Twój Wacek.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama