Reklama

Malwa upadnie przez świnie?

06/12/2011 00:00
To już nie są tylko konflikty sąsiedzkie. Padają poważne oskarżenia pod adresem władz gminy, swoim torem toczą się rozprawy sądowe, a właściciel ośrodka wypoczynkowego "Malwa" oświadcza, że kończy działalność. Ludzie stracą pracę, gmina ośrodek. Mleko się rozlało

Z jednej strony właściciel ośrodka wypoczynkowego "Malwa" w Luchowie Marek Tomaszewski i mieszkańcy Walentynowa, z drugiej rolnicy, którzy czasami łapią się ostatniej deski ratunku, żeby zarobić na utrzymanie rodziny. Wtorkowa sesja Rady Miejskiej w Łobżenicy była najgorętszą sesją ostatnich lat. Wszystko za sprawą bezściołowego tuczu trzody chlewnej, coraz bardziej popularnego w gminach rolniczych. Ludzie przerwali milczenie i sprawiedliwości zaczęli szukać u radnych, zarówno ci z jednej jak i z drugiej strony.

Ludzie stracą pracę

O planach zakończenia działalności gospodarczej poinformował radnych oraz burmistrza właściciel ośrodka wypoczynkowego "Malwa" w Luchowie Marek Tomaszewski na wtorkowej sesji. Powód? Uciążliwe dla prowadzenia działalności turystycznej sąsiedztwo hodowli świń. Takim oświadczeniem znany w gminie restaurator i właściciel ośrodka turystycznego wprawił w osłupienie wszystkich obecnych na sali sesyjnej. Po zamknięciu "Malwy" w gminie nie będzie żadnego ośrodka, który mógłby zaoferować noclegi i wyżywienie dla tak wielu osób. - Decyzję podjąłem wspólnie z rodziną i jest ona ostateczna - oświadczył Marek Tomaszewski. - W bieżącym roku nie będziemy świadczyć usług turystycznych, natomiast działalność gastronomiczną będziemy prowadzić do jesieni przyszłego roku - dodał właściciel, przekonując radnych, że jeśli nadal będą mieli w sąsiedztwie hodowlę, nie ma co marzyć o prowadzeniu działalności turystycznej. - Jeśli sytuacja się nie zmieni, zamykamy "Malwę", dziesięciu naszych pracowników zwalniamy, pakujemy walizki i opuszczamy teren gminy. Takie są decyzje rodzinne.
O całe nieszczęście, jakie spotkało ośrodek oraz o odpływ gości Marek Tomaszewski obwinia powstałą kilkadziesiąt metrów od budynku hodowlę świń i smród, jaki towarzyszy tej działalności.

 Właściciel publicznie oświadczył, że sytuacja, która go spotkała jest o tyle przykra, że z jednej strony na jednej szali postawiono usługową hodowlę z zagranicznym kapitałem, z drugiej firmę, która dziesięć lat pracowała na swoją pozycję i która odprowadza niemałe podatki dla gminy i zatrudnia ludzi. - Przez ośrodek przewinęły się tysiące ludzi, organizowane były imprezy o zasięgu międzynarodowym i w momencie, kiedy doszło do wydania decyzji legalizujących tę hodowlę ze strony gminy, gmina trzymała stronę świniarni - mówił poruszony właściciel, stawiając publicznie poważne oskarżenia pod adresem władz gminy, takie jak wydawanie zaświadczeń nie do końca zgodnych z obowiązującym planem zagospodarowania przestrzennego. Sprawa pozwolenia przebudowy zastałych zabudowań na fermę przeszła przez trzy etapy. Zakończyła się półtora miesiąca temu przed Sądem Administracyjnym w Poznaniu i, jak poinformował radnych Marek Tomaszewski, na jego korzyść. - Było mi bardzo przykro słuchać uzasadnienia wyroku. Sędziowie nie zostawili suchej nitki na kompetencjach urzędników gminnych i powiatowych, ale uzasadnienie wyroku nie przesądza sprawy, czekam na decyzję i opinię pana starosty - oświadczył radnym, dodając, że na kolejnej sesji będzie w stanie przedstawić dokumenty w tej sprawie.

Koniec dżentelmeńskiej umowy

Prawdziwa bomba wybuchała, gdy Marek Tomaszewski odczytał listę pytań do rady i burmistrza, a tym samym, jak mówił, zerwał dżentelmeńską umowę zawartą kiedyś w gabinecie pana przewodniczącego. Wśród sześciu pytań były te o zagospodarowanie dochodów z działalności gospodarczej prowadzonej w remizach strażackich i świetlicach, o kwotę podatku dochodowego i VATu odprowadzonego z tego tytułu do skarbu państwa, o podatek od nieruchomości, od którego, decyzją rady, świetlice są zwolnione (pod warunkiem nie prowadzenia w nich działalności gospodarczej). Kierując wszystkie pytania do rady i burmistrza, zaznaczył, że nie ma nic przeciwko świetlicom, ale chce, aby zasady konkurencji były dla wszystkich równe. Wyraźnie zaskoczeni takim obrotem sprawy byli burmistrz oraz jego zastępca Tadeusz Perliński, który swego czasu podjął się mediacji między stronami konfliktu w Luchowie.

Do wystąpienia właściciela "Malwy", jak przyznał Tadeusz Perliński, był przekonany, że mediacje doprowadziły do pewnego rozwiązania: zaprzestania tuczu od maja do końca sierpnia. Marek Tomaszewski oświadczył, że mediacje odbyły się półtora roku za późno. Zaskoczony wyrokiem był burmistrz Cerlak, który przyznał, że gmina nie była poinformowana o jakiejkolwiek sprawie, która odbyła się w Sądzie Administracyjnym. Tym większe było zaskoczenie burmistrza że, jak przed chwilą usłyszał, zapadł w tej sprawie wyrok i gmina ma być w to zamieszana. Natomiast co do prowadzenia działalności gospodarczej w świetlicach burmistrz oświadczył, że sołtysi mają zakaz wydzierżawiania sal, natomiast nie ma prawa wtrącać się w sprawy wewnętrzne stowarzyszeń, takie kompetencje ma jedynie starosta. Z burmistrzem nie zgodził się radny Mojsiewicz, przypominając burmistrzowi, że świetlice są mieniem gminnym i nie może być tak, że gmina inwestuje, a śmietanę spija kto inny. Za oddzielaniem działalności społecznej od komercyjnej był przewodniczący rady Edward Starszak, który brak regulaminu określającego zasady korzystania ze świetlic potraktował jako osobistą porażkę. - Nie potrafiłem przekonać rady - przyznał Edward Starszak. Czy w tej kadencji przewodniczącemu uda się przekonać radę do ustalenia jasnych i przejrzystych zasad korzystania z świetlic?

A. Głyżewska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama