Reklama

Mam Was gdzieś

23/10/2012 00:00
Bunt, zmienne nastroje i negacja zastanego porządku. Taki jest nastolatek w okresie dojrzewania. Jak z nim przetrwać radzi psycholog Karolina Bajor

Pani psycholog, kim według Pani jest nastolatek?
Nie jest to dziecko i nie jest to dorosły. To jest ktoś pośrodku, bardzo skomplikowany młody człowiek. Trochę zagubiony, bo czasem chciałby być traktowany jak dziecko, a czasem już jak dorosły.

Powiedzieć „dziecko” do 13-latka znaczy poważnie się mu narazić?
To jest słowo wypisane w jego głowie na czerwono. Podobnie jak stwierdzenia: „ja w twoim wieku...”, „masz to zrobić bo ja tak mówię...”, „tak, bo tak”.

Czyli kategoryczne powoływanie się na władzę rodzicielską jest w okresie dojrzewania dziecka błędem?

Rodzic zawsze będzie rodzicem, ale, i to jest trudne dla rodziców, nie wystarczy mówić: „nie bo nie”. Tu trzeba podawać argumenty, trzeba z dzieckiem rozmawiać już trochę jak z dorosłym. To trudno rodzicom przyjąć.

Rozumiem, że okres dojrzewania to czas zmian nie tylko dla dziecka, ale również dla rodzica.

Tak, bo rodzic musi zmienić swój sposób myślenia. W sensie społecznym jego dziecko zmienia się w dorastającego młodego człowieka. Dojrzewanie jest najtrudniejszym okresem rozwoju i od tego, jak rodzic będzie postępował z nastolatkiem zależy, jak ukształtuje się jego charakter. Jeśli zaczniemy wspierać nastolatka w tym niełatwym także dla niego okresie, to wychowamy dojrzałego, zahartowanego człowieka, który sporo się nauczył na swoich błędach.

I tu pojawia się pierwszy błąd, na który wskazują specjaliści – próba ochronienia dziecka przed popełnianiem... błędów.
Ale jak dziecko nie popełni własnych błędów, to się nie nauczy. To jest tak proste, że aż najtrudniejsze do zrozumienia dla rodziców. Często oni, powołując się na własne doświadczenia, chcą ustrzec dziecko przed błędami. Czasami zwyczajnie brakuje im odwagi, by pozwolić dziecku robić rzeczy, których dorośli się boją.

Ale ta wolność wyboru musi mieć granice. Jak je wyznaczyć, by nastolatek nie czuł się osaczony?

Nie można zgadzać się na wszystko. Natomiast każde „nie” musi być poparte uzasadnieniem. Nastolatek chce dyskutować, spierać się, wiedzieć, dlaczego świat jest tak urządzony jak jest. A rodzicom często tych argumentów brakuje i mówią: „idź do swojego pokoju”. Na tym często kontakt się urywa.

[[reklama]]

To jest trochę tak, że rodzic musi oddać dziecku nieco swojej władzy?

Oddanie władzy nie jest dobrym słowem. Bardziej chodzi o pozwolenie na oddalenie się od mamy, od taty. Rodzic musi nauczyć się pytać dziecko o zdanie i na nowo ustalić zasady, jakie panują w domu.

Spotkałem się ze stwierdzeniem, że nastolatek to taki „kosmita” – bardzo chce się wyróżnić.
Tak trochę jest, bo zaznacza swoją odrębność przez strój, muzykę której słucha, kolczyk... Nastolatek buduje swoją tożsamość w opozycji do tego co zna, czyli najczęściej do rodziców. Całym sobą zdaje się krzyczeć: „Staję się dorosły, mam swoje zdanie i swoje potrzeby”.
W tym okresie młody człowiek myśli, że jest bogiem. W wieku 12-13 lat w mózgu zachodzą zmiany powodujące, że człowiek ma bardzo dużo energii.

Jak rodzic ma sobie radzić z takimi zmianami? Sama Pani mówi, że zgłaszają się do Pani rodzice, którzy mówią, że dotąd mieli złote dziecko, a teraz mają diabła...
Sytuacje są bardzo różne, ale zasada jest jedna: zawsze należy rozmawiać. Jeżeli np. dziecko słucha muzyki z wulgaryzmami, to szybka reakcja na zasadzie: „nie podoba mi się, nie wolno ci tego słuchać” daje gwarancję, że dziecko puści ją jeszcze głośniej. Natomiast jeżeli zapytamy, dlaczego tego słucha, co mu się w niej podoba i umówimy się, że takich słów nie używamy w domu, to mamy szansę podtrzymać kontakt z dzieckiem.

[[nowa_strona]]

Umowa w domu to jedno, ale tego co dziecko robi poza nim nie da się kontrolować. To kolejny stres dla rodziców.
Zawsze trzeba starać się poznać znajomych dziecka. Jeżeli mamy podejrzenia, że dziecko ma kontakt z grupą zakrawającą na przestępczą, to zgłaszamy problem np. do pedagoga szkolonego. Natomiast jeśli to są znajomi, którzy po prostu nam się nie podobają, to trzeba powiedzieć: „cieszę się, że masz znajomych, co takiego fajnego w nich jest? Może ich poznam?” Im więcej rozmawiamy z nastolatkiem, tym zwiększa się szansa na zmianę jego sposobu myślenia, uporządkowanie myśli. A jeżeli postawimy zakaz, to na pewno tych znajomych nie poznamy, stracimy kontrolę. Zakazany owoc smakuje lepiej.

A jak radzić sobie z pyskówkami dziecka? Często dla nastolatka każda okazja do sprawdzenia, na ile może sobie pozwolić, jest nie do przecenienia.
Nie dziwmy się, gdy dziecko wybuchnie, bo jest to na ogół przejaw zmiennych nastrojów. Przede wszystkim nigdy nie odpłacajmy tym samym. Nie wolno wdawać się w przepychankę słowną. Rodzic ma, co jest bardzo trudne, zawsze wykazać opanowanie, zrozumienie, zaproponować rozwiązanie.

Tylko jak to zrobić?
Czasami dobrze jest poczekać aż opadną emocje i odłożyć taką rozmowę na później. Nie mówmy: „uspokój się”, bo nastolatek jeszcze bardziej może się pobudzić. Ale zapytanie, czy tak powinien wyglądać kontakt między nami, może pomóc. Warto wiedzieć, że odpowiedź „nie” np. na hasło „posprzątaj pokój” jest sprawdzeniem reakcji rodziców. Odpuścić nie można, ale warto wtedy usiąść, zrobić listę obowiązków i zapytać dziecko, które rzeczy z tej listy będzie wykonywać. Mówiąc to pokazujemy, że szanujemy jego zdanie, a z drugiej strony kierujemy jego uwagę bardziej na wybór niż na bunt.

Spryt rodzica to jest to słowo klucz?

Rodzic trochę musi dopasowywać się do nastrojów nastolatka, ale musi to robić bardzo mądrze. Musi też nauczyć się mówić o sobie i to dla rodziców jest bardzo trudne. Ale warto powiedzieć: „jest mi ciężko, nie daję rady ze wszystkimi obowiązkami i potrzebuję twojej pomocy”. To są proste słowa, ale trudno je powiedzieć rodzicom do swych dzieci.

Może rodzice mają przed tym opory, bo to wygląda tak, jakby okazywali słabość?
Tak się to kojarzy, bo rodzicom wydaje się czasami, że przed dzieckiem muszą być jak osoby wszechmogące, że nie wolno im okazać słabości, ale tak nie jest. Jeżeli pokażemy dziecku, że też mamy uczucia, że mamy słabsze dni, to ono odbierze nas po prostu jako człowieka.

Na zasadzie: tata nie jest idealny, więc dziecko też nie musi? Takie zdjęcie presji z nastolatka?
Trochę tak i wtedy jest większa szansa na dogadanie się. Oczywiście, że pomimo tych „złotych rad” zawsze dziecko może powiedzieć: „mam cię gdzieś” i wyjść z domu, ale mimo to warto próbować.

Mówiła Pani, że na spotkaniach z rodzicami i dziećmi spisuje Pani z nimi kontrakt. Na czym on polega?
Zwykle znam zdanie rodzica na dany temat, potem pytam o to wprost dziecka, a na wspólnym spotkaniu jestem mediatorem i pomagam spisać kontrakt – umowę. Czasami sporządzamy go pisemnie, czasem ustnie, np. na temat godzin powrotu dziecka do domu czy nauki. Na kolejnych spotkaniach weryfikujemy, co się udało zrobić.

Z tego co Pani mówi wynika, że dojrzewanie to najtrudniejszy czas dla rodziców.
Może jeden z najtrudniejszych, ale też i jeden z najważniejszych. Jeżeli rodzi się dziecko, to rodzicowi wydaje się, że to niemowlęctwo jest stanem najtrudniejszym. Natomiast w przysłowiu: „małe dziecko mały kłopot, duże dziecko duży kłopot” jest dużo prawdy.

[[nowa_strona]]

Co w tym czasie czuje rodzic buntującego się nastolatka?
Czuje bezradność, bezsilność i strach przed tym, co będzie. Trudno też przyznać mu się do błędu.

To jak przetrwać czas dojrzewania dziecka? Jest na to złoty środek?

Złotego środka nie ma. Na pewno ważne jest, by dziecka słuchać. Jeśli my będziemy go słuchać, to jest duża szansa, że ono będzie słuchać nas. I uważać na słowa, bo krytyka, ośmieszanie, wydawanie bezwzględnych zakazów i nakazów może spowodować zerwanie kontaktu. Ważna jest rozmowa i szacunek.
Ale nie o przetrwanie tu chodzi. Co prawda dojrzewanie kiedyś się kończy, ale im rodzice będą mieli większą wiedzę na temat, jak postępować z nastolatkiem, tym łagodniej może ten proces przebiegać i może szybciej się on skończy, aczkolwiek na to nie ma co za bardzo liczyć.

To teraz wystraszyła Pani rodziców...
Nie ma co się stresować, bo każdy z nas popełnia błędy. Po to też są psycholodzy, pedagodzy i nauczyciele, żeby się ich poradzić. Wiele rzeczy w relacjach z dzieckiem jest do poprawienia.

Kiedy jest dobry moment, żeby przyjść z problemem wychowawczym do psychologa?
Wszystko co niepokoi rodzica a propos własnego postępowania z dzieckiem czy w ogóle rozwoju dziecka jest warte spotkania z psychologiem. My w Poradni nikomu nie odmawiamy pomocy. Jeżeli ktoś chce mieć poczucie sprawczości jako rodzic powinien się do nas zgłosić.

Ale to się jeszcze źle kojarzy – psycholog…
Niestety tak. Pokutuje opinia, że spotkanie z psychologiem to przyznanie się do błędu, słabości, ale z drugiej strony są rodzice, którzy sami się do nas zgłaszają i proszą o pomoc.

Rozmawiał Łukasz Opłatek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama