Na posiedzeniu wspólnych komisji Rady Miejskiej wróciła sprawa nauczyciela z Zespołu Szkół w Sypniewie. Zbigniew Koczenasz ponownie otrzymał wypowiedzenie umowy o pracę
Burmistrz Piotr Wojtiuk tłumaczył radnym, że Zbigniew Koczenasz nie chciał przyjąć zaproponowanych mu warunków pracy, stąd taka decyzja dyrektora szkoły. Sprawa nauczyciela ze szkoły w Sypniewie wypłynęła podczas czwartkowego posiedzenia komisji, kiedy to radny Michał Kruszyński zapytał, kto w Zespole Szkół Samorządowych w Sypniewie pełni funkcję wicedyrektora.
– W tej chwili w szkole nie ma funkcji wicedyrektora, jeśli natomiast chodzi o ubiegły rok, to o ile pamiętam również nikt nie sprawował tej funkcji – odparł krótko Piotr Wojtiuk. - To dziwne, bo mam przed sobą kopię arkusza organizacyjnego i jest w nim umieszczona funkcja zastępcy dyrektora, który ma czternaście godzin lekcyjnych – stwierdził radny Kruszyński.
Zarówno Piotr Wojtiuk jak i zastępca burmistrza Jerzy Klimczak pytali, skąd radny ma kopie arkusza, ich zdaniem bowiem naniesione są na nim poprawki, których na pewno nie było na oryginale – Ja mam w stosunku do tej kopii poważne wątpliwości – przyznał burmistrz Piotr Wojtiuk. [[reklama]]
Okazało się, że Michał Kruszyński kopię tę otrzymał od Zbigniewa Koczenasza, nauczyciela w ZSS w Sypniewie, który przyszedł na posiedzenie komisji.
Przewodniczący komisji budżetowej Władysław Cielas na jego prośbę udzielił mu głosu. – To ja przekazałem kopię radnemu i jest ona zgodna z oryginałem, otrzymałem ją z Sądu Pracy w Pile, w którym to sądzie toczy się sprawa z mojego powództwa przeciwko Zespołowi Szkół Samorządowych w Sypniewie – oświadczył.
Zbigniew Koczenasz przypomniał, że w ubiegłym roku w Sądzie Rejonowym w Złotowie, a następnie w Sądzie Okręgowym w Poznaniu wygrał sprawę o niezgodne z prawem zwolnienie z pracy. 18 kwietnia Sąd w Poznaniu dodatkowo wydał orzeczenie o przywrócenie go do pracy. – 12 maja odbyło się posiedzenie rady pedagogicznej, na której to zaproponowano mi ograniczenie godzin pracy, na co się nie zgodziłem. W związku z tym ponownie złożyłem do Sądu Pracy zawiadomienie o niezgodne z prawem zwolnienie mnie. I to z tego sądu mam ten arkusz, który przekazała dyrektor szkoły – tłumaczył nauczyciel Koczenasz.
Co radni mają do tego?
Przewodniczący Rady Jan Przybylski pytał, po co w ogóle radni zajmują się tą sprawą, skoro dotyczy ona relacji pomiędzy dyrekcją szkoły w Sypniewie a Zbigniewem Koczenaszem.
- Panie przewodniczący, szkoła podlega burmistrzowi i chyba mamy prawo o to pytać – odparł radny Kruszyński. – A Panu zadałem pytanie, że skoro widnieje pod arkuszem pana podpis, to chyba musi pan wiedzieć czy w szkole w Sypniewie jest ktoś zatrudniony na etacie zastępcy dyrektora, czy też nie – zwrócił się do burmistrza.
Piotr Wojtiuk po raz kolejny zapewnił, że w szkole tej na pewno nie ma zastępcy dyrektora. – A jeśli chodzi o pana Koczenasza, to nie przyjął on zaproponowanych mu warunków, do czego miał prawo. Jeżeli sąd pracy uzna, że pan Koczenasz ma rację, to przywrócimy go do pracy. To są relacje pomiędzy pracownikiem a pracodawcą – tłumaczył burmistrz.
Jerzy Klimczak dodał, że według tego arkusza gdyby w szkole był zastępca dyrektora to miałby 14 godzin, ale fizycznie nikt tej funkcji nie sprawuje.
- Moje ubiegłoroczne zwolnienie z pracy kosztowało gminę około 35 tysięcy złotych. Jakie skutki finansowe może spowodować sytuacja, w której próbuje się ukryć, iż w tej szkole jest zastępca dyrektora? – pytał Zbigniew Koczenasz. [[reklama]]
Dodał też, że w 2007 roku zastępca dyrektora został formalnie powołany, nigdy z tej funkcji nie zrezygnował i nigdy nie został odwołany zgodnie z przepisami ustawy o systemie oświaty. Wyliczył też, że skoro w arkuszu organizacyjnym jest zapisane, iż zastępca dyrektora ma mieć 14 godzin, a pensum nauczyciela wynosi 18 godzin tygodniowo, w takim razie przy stawce 30 zł za godzinę, miesięcznie da to 480 zł. Ile przez cztery lata, to zdaniem Zbigniewa Koczenasza, łatwo sobie obliczyć. Do tego dojdą jeszcze ustawowe odsetki i dodatek funkcyjny.
Obie strony w dalszym ciągu pozostawały przy swoich zdaniach więc Jan Przybylski uznał, że dalsza dyskusja na komisji nie ma sensu, sprawę trzeba po prostu zbadać i czekać na wyrok sądu
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze