Reklama

Marzy mi się

18/10/2011 00:00
Na widok kolekcji bagnetów niejednemu z ust wyrwało się niecenzuralne słowo. Poza tym tysiące dokumentów zalegających szafy, zdjęcia, drobne przedmioty, a nawet pruski mundur. Szkoda, że możliwość obejrzenia tego ma tak niewiele osób

Tuż za drzwiami mieszkania Dariusza Górznego z Jastrowia wchodzimy w całkiem inny, niemalże bajeczny świat. Wszędzie stylowe meble przez niego odrestaurowane, na ścianach pożółkłe fotografie. Jednak dumą gospodarza jest kolekcja bagnetów, jedna z większych w tej okolicy. Dla kolegów z „branży” jest autorytetem w tej dziedzinie, ma o nich ogromną wiedzę, którą dzielił się ze słuchaczami Szkoły Policyjnej w Pile. Oto co o swojej pasji mówi Dariusz Górzny.

Najstarszy bagnet…

…austriacki pochodzi z roku 1842. Ograniczam się jedynie do bagnetów wyprodukowanych Polsce, Francji, Niemczech, Rosji i Austrii do II wojny światowej. Jest to tematyka tak rozległa, że nie sposób zbierać wszystkich, jeśli się chce coś osiągnąć. Najcenniejszym jest pierwowzór bagnetu saperskiego wyprodukowany w bardzo małej serii i używanych w I wojnie światowej. Po jakimś czasie uznano, że jest za ciężki i niezbyt poręczny, dlatego został zastąpiony przez inny, bardziej finezyjny. Jak widać każdy z nich ma ząbki podobne do tych w pile, służyły do ścinania gałęzi do budowy umocnień polowych czy schronów. W 1917 roku zaprzestano produkcji bagnetów z ząbkami, ponieważ rany nimi zadawane nie goiły się.

Zaczęło się dzieciństwie…

U moich dziadków mieszkających w Skrzatuszu było bardzo dużo starych przedmiotów, zawsze mi się one podobały. Tak naprawdę przygoda z bagnetami zaczęła się w szkole podstawowej za sprawą dyrektora tej szkoły. Miał on kolekcję, a właściwie kolekcyjkę, składającą się z kilkunastu bagnetów. Byłem tym zafascynowany. Trochę to dziwne, bo przedmiot służący do zabijania, a wzbudza takie pozytywne emocje. Mój pierwszy bagnet, który mam zresztą do dziś - w sumie jest on w kiepskim stanie - był używany na początku I wojny światowej. Od tego się zaczęło. Kolejne eksponaty zdobywało się w różny sposób, na początku byle była to sztuka. Dzisiaj jestem na tym etapie, że stałem dość wybredny jeżeli chodzi o stan i jakość bagnetu.

Eksponaty się po prostu kupuje…

…jeździ się po różnych giełdach staroci. Mam też kolegów, którzy zbierają co innego, więc wymieniamy się. Ciężko jest czasami rozstać się z niektórymi eksponatami, mamy coś wartościowego, ale podoba nam się coś jeszcze bardziej atrakcyjnego, więc z żalem się z tym rozstajemy. Ale to są zwykłe dylematy kolekcjonera. Jest to hobby dość kosztowne, bagnet kosztuje od stu pięćdziesięciu do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Żona znosi to dzielnie, ale staram się nie ingerować w budżet domowy, moim zadaniem jest zarobić na życie. Nigdy nie usłyszałem z ust żony zarzutu, że ważniejszy jest zakup firanek niż jakiegoś bagnetu. Dla mnie najważniejsza jest rodzina, hobby jest na drugim miejscu.

Trochę ludzi się przez ten pokój przewija i większość z nich na widok mojej kolekcji reaguje tak jak Pan, no może trochę bardziej zdecydowanie.

Kilka lat temu miałem wykład w Szkole Policyjnej w Pile na temat białej broni, dostałem zaproszenie, wydaje się, że coś na ten temat wiem.

Wiedzę o bagnetach czerpię…
[[reklama]]
…z podręczników. Stary przedmiot to jedna rzecz, a cała otoczka dotycząca jego historii, sposobu wyprodukowania, użytkowania czy zdobycia – to druga. Dobra literatura na ten temat jest równie droga jak eksponaty. Polskich książek o bagnetach jest może z 7-8, zachodnie pozycje są trudne do zdobycia, a do tego kosztowne. Język? Z angielskim radzę sobie nieźle, gorzej z niemieckim, a większość pozycji z tego zakresu jest w języku francuskim. Dla mnie francuski to bariera nie do przeskoczenia.

Uzupełnieniem tej kolekcji są stare zdjęcia żołnierzy z różnych armii z bagnetami, które mam na ścianie. Staram się, żeby było widać, w jaki sposób był noszony bagnet, po której stronie, na czym był zaczepiony. Nie chwaląc się dla niektórych kolegów jestem w dziedzinie bagnetów autorytetem. Dzwonią do mnie, przysyłają zdjęcia, konsultują się. W sumie mam bagnetów około 130. Nie jest to największa kolekcja w Polsce, ale jedna z większych w tych okolicach.

Drugą moją pasją…

…jest zbieranie przedmiotów związanych z Jastrowiem. To są na przykład losy końskiej loterii z 1882 roku, mam ich około trzydziestu, jest tu sygnatura króla Pruskiego. Tu są znowu kartki żywnościowe wydane przez jastrowski magistrat. Mam też sygnaturki apteczne z 1873 roku, na podstawie których robiło się leki, zresztą wówczas leków gotowych w ogóle nie było. Jest na niej napis, dla kogo ten lek, nazwa i skład. Wystawiła je jastrowska apteka Gilbertów.
To jest na przykład rachunek za zabicie świni, wystawiony na rodzinę Radtke, bardzo znaną jastrowską rodzinę, taka usługa kosztowała wówczas cztery marki. W tej gablocie mam również wiele ciekawostek dotyczących miasta. To są na przykład buteleczki apteczne z apteki, która znajdowała się w miejscu, gdzie dzisiaj jest Bank Spółdzielczy. Mam też ciekawe łyżki do butów z napisami. Ten obraz to pamiątka Pierwszej Komunii z 1932 roku.

Niemcy byli bardzo skrupulatni…

…te metalowe tabliczki umieszczane na wozie i uprzęży konia służyły do tego, że jak koń padła na wojnie, właścicielowi było wypłacane odszkodowanie. Już wtedy wymyślono coś na kształt dzisiejszych identyfikatorów dla psów, każde zwierzę musiało nosić przy obroży tabliczkę z numerem, w księgach w magistracie natomiast było zapisane, do kogo ten pies należał. Ten znaczek natomiast wydali przed wojną członkowie stowarzyszenia hodowców ptaków. A to jest rachunek za wynajęcie dyliżansu w roku 1853.

Z uwagi na to, że po wojnie z papierem było krucho, zdarzało się, że na niektórych przedwojennych dokumentach sprzed wojny po drugiej stronie pisano podania do magistratu. Na tej niemieckiej kartce z 1934 roku po drugiej stronie jest wpis o zameldowaniu. To są z kolei kartki pocztowe przysyłane przez syna z frontu mamie, która mieszkała na dzisiejszej ulicy Kilińszczaków. Matka również takie kartki mu wysyłała, wpisana była nazwa jednostki i trafiała ona na front bez problemów. To jest bardzo ciekawy spinacz do bielizny, wypisane jest na nim nazwisko właściciela. To jest druk reklamowy firmy Grunwalda, który miał w Jastrowiu salon opla. Już wtedy produkowano m.in. opla kadeta. Na tym znowu dokumencie Józef Stalin dziękował jakiemuś rosyjskiemu żołnierzowi za udział w walce na froncie.

Z zawodu jestem stolarzem artystą…

…zajmuję się również renowacją starych mebli, jest to bardziej pasja niż zawód. Część odrestaurowanych mebli znajduje się w moim mieszkaniu. Najcenniejszym nabytkiem jest szafka z roku 1850, która imituje komodę.

Zbieram też zdjęcia i pocztówki dotyczące Jastrowia. Na tym zdjęciu z 1929 roku jest Otto Lanke przed swoim sklepem, dzisiaj w tym miejscu jest zakład fryzjerski. Jak widać specjalnie nic się nie zmieniło. To jest egzemplarz wydawanej w Jastrowiu od 1897 roku gazety „Jastrow Zeitung”, w sumie mam takich gazet z osiem. Najstarszy mój dokument dotyczący Jastrowia pochodzi z 1807 roku, jest to jakieś pismo urzędowe.

Skąd otrzymuje te wszystkie dokumenty? Głównie są to znaleziska na strychach. Mam też kilku facetów, którzy szukają po śmietnikach. Jak znajdą coś cennego, to już wiedzą, do kogo mają się z tym zgłosić.

Mam też sporo drewnianych wieszaków, na których są wypisane nazwiska właścicieli firm, ten na przykład był własnością Schultza, miał on wielki sklep w miejscu, gdzie dzisiaj jest Lewiatan.
Z kolei te książki to białe kruki, rzecz niemal genialna. Ta na przykład to śpiewnik księdza Henglera, miejscowego proboszcza, wewnątrz za zapisane nazwiska wszystkich organistów, którzy przewinęli się przez parafię.

Na tym znowu niemieckim dokumencie z drugiej strony jest przydział 10 ha ziemi jakiemuś żołnierzowi za wyzwalanie tych ziem. To są zeszyty, wiem nawet, gdzie mieszkał ich właściciel, a to jego świadectwa. Mam też dziennik lekcyjny z 1882 roku. To są recepty z 1877 roku, rachunek za gazety, rachunek za drewno. Mam również kolekcję kilkudziesięciu rowerów, trzymam je u teściów. Najstarszy pochodzi z 1903 roku.

Marzę o tym…

…żeby te wszystkie eksponaty znalazły się w jakimś jednym miejscu, coś na kształt małego muzeum czy izby pamięci. Ja mam to gdzie trzymać i mogę to dalej robić, ale szkoda, bo to powinni oglądać inni. Większość ludzi nie wie zapewne, do czego służyły niektóre przedmioty. Samymi narzędziami stolarskimi mógłbym zapełnić muzeum. W kartonach mam sporo dokumentów, które wymagają jeszcze przejrzenia, oczyszczenia, wyprostowania.
Najcenniejszym moim nabytkiem, oczywiście oprócz kolekcji bagnetów, są cztery elementy serwisu porcelanowego Rosnethala, który został zrobiony z okazji 300-lecia Jastrowia. Miał to mój kolega, nie chciał mi za nic tego odsprzedać, chociaż ciągle powtarzał, że i tak to kiedyś do mnie trafi. Trafiło, oddałem mu za to stylową szafę. Oddałbym nawet pięć takich szaf, taki to cenny nabytek.W szafie mam też pruskie i niemieckie mundury, jestem członkiem Grupy Rekonstrukcyjnej z Piły.

Mimo że do Jastrowia przeprowadziłem się piętnaście lat temu, to myślę, że jestem bardziej jastrowianinem niż ludzie mieszkający tu od dziesiątków lat. Dla mnie mieszkają tu dziwni ludzie…

Wysłuchał i spisał
Ryszard Mikietyńsk
i
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama