Czy przewodniczący rady ma apetyt na funkcję wójta? Do kogo i o co ma pretensje? Czy radni się czegoś boją? Kiedy trzeba ująć się honorem? Czy szkoła w Zalesiu zostanie zamknięta? - radnego Rady Gminy Złotów Sławomira Czyżyka pyta Patrycja Koplin
Mandat radnego sprawuje Pan już 20 lat, funkcję przewodniczącego powierzono Panu po raz drugi. Rozważa Pan to w kategoriach awansu, rozwoju kariery samorządowca?
Może i tak, ale na razie wyżej nie mierzę. Nie interesuje mnie stanowisko wójta, zadowalam się tym co mam. Wszystkie plany, których realizację założyłem sobie wcześniej powoli wcielam w życie. Rada mi zaufała. Cieszę się z tego powodu i staram się dobrze wypełniać swoją funkcję.
Miałam okazję spotkać się z opinią, że gminą rządzi Czyżyk, a nie Lach. To prawda?
Szefem gminy jest wójt, decyzyjnym ciałem jest rada, a ja staram się nią jak najlepiej kierować. Dbam o to, żeby wszyscy radni brali odpowiedzialność za podejmowane przez siebie decyzje, za gminę, jej rozwój i dobro mieszkańców. Przeciwstawiam się systemowi spychologii i bierności. Trudno, żeby wójt brał wszystko na swoje barki, nie po to jest rada. [[reklama]] Więc możemy oficjalnie zdementować tę informację?
Tak, rządzi Piotr Lach.
Jak się układa współpraca z wójtem?
Bardzo dobrze. Razem pracujemy już trzecią kadencję, nie mam żadnych zastrzeżeń.
Wszystko idzie tak gładko czy jednak pojawiają się jakieś tarcia?
Gładko wszystko wygląda tylko na sesji, ponieważ problemy sporne – a jest ich niemało – omawiane są na komisjach. Aby być na bieżąco uczestniczę prawie we wszystkich.
Odnosząc się do całokształtu współpracy – lepszym partnerem był Kazimierz Trela czy jest Piotr Lach?
Nie będę różnicował. Jeden był dobry, drugi jest dobry, tylko dwa różne charaktery. Jako gospodarzom nie mam im nic do zarzucenia – to odpowiedni ludzie na odpowiednich stanowiskach.
Więc może inaczej: którego z nich trudniej jest odwieść od jakiegoś pomysłu lub do niego przekonać?
Od zawsze współpraca z wójtem Trelą odbywała się na zasadzie wzajemnego zaufania. I z wójtem Lachem jest tak samo. Trzeba wziąć pod uwagę, że w poprzednich latach klimat do rządzenia gminą był zupełnie inny niż teraz. Dzięki temu mieliśmy szansę rozwinąć się jak żadna inna gmina. Wiele inwestycji zostało już wykonanych, wiele jest w trakcie realizacji. Obecnie czasy mamy trudne, ale mimo wszystko staramy się nie tylko kończyć wszystkie zadania, ale i stwarzać warunki do dalszego rozwoju.
Z moich obserwacji wynika, że jest Pan mistrzem szybkich sesji. Skąd takie tempo?
Najważniejsza sprawa – u nas nigdy nie było, nie ma i mam nadzieję, że nigdy nie będzie żadnych podziałów politycznych. W moim odczuciu jest to najgorsza rzecz jaka się może radzie przytrafić. Żadne decyzje nie powinny być podejmowane przez wzgląd na interes jakiegoś ugrupowania.
Jest Pan bardzo wyrazistą osobą, ma Pan ekspresywny charakter. Czasami odnoszę wrażenie, że radni za często nie odzywają w trakcie sesji w obawie, że Pan na nich huknie.
Absolutnie nie. Wszystkich radnych traktuję jak koleżanki i kolegów i myślę, że oni mają do mnie podobny stosunek. Jestem przewodniczącym i muszę kierować pracą rady. Na nikogo nie wpływam. Jeśli ktoś chce wyrazić swoje niezadowolenie to może to zrobić w głosowaniu, utarczki są niepotrzebne. Sprawy nie związane z porządkiem obrad nie mają racji bytu, zakłócają porządek sesji, więc są ukracane.
Zmieniając temat. Czy od czasu spotkania w Zalesiu w kwestii oświaty zapadły jakieś decyzje?
Chciałbym najpierw wyjaśnić sprawę, która nie dotyczy pytania. Kłopot zaczął się dużo wcześniej. Jeszcze w poprzedniej kadencji, kiedy byłem przewodniczącym komisji rewizyjnej zauważaliśmy, że w oświacie problemy zaczynają się piętrzyć. Wiedzieliśmy, że z punktu widzenia ekonomicznego trzeba zacząć podejmować jakieś decyzje. Niestety nie było ku temu sprzyjającego klimatu, a może i mieliśmy większe możliwości finansowe, by dalej taki układ ciągnąć. Więc problem narastał, narastał i rozrósł do takich rozmiarów jakie ma teraz. Zmierzając do Zalesia – wiemy, że wcześniej odbyło się tam jedno zebranie, nie wiemy natomiast, skąd wzięły się informacje, że rada będzie likwidowała szkołę. Plotki nadały sprawie obrót, zaczęły się protesty. Nikogo z rady na wspomniane spotkanie nie zaproszono, więcej – nawet nas o nim nie poinformowano, nie mogliśmy zatem przedstawić swojego punktu widzenia ani sprostować pewnych informacji. Nie toleruję takich rzeczy. Wyznaję zasadę, że nic o nas bez nas.
Ma Pan o to spotkanie pretensje?
O to, że nikogo nie powiadomili - tak. W zebraniu uczestniczyła tylko radna z tamtego terenu. Gminy pod uwagę nie wzięto, a przecież jesteśmy otwarci na dialog. Chcieliśmy przedstawić sytuację oświaty, a potem na zasadzie spokojnej i rzeczowej rozmowy dojść do jakiegoś konsensusu. Zastraszanie nie zrobiło na nas wrażenia. Padły słowa, że Czyżyka i wszystkich radnych po kolei należy zlikwidować, ale nie tędy droga. Z naszej strony żadne decyzje jeszcze nie zapadły. Tego co się stanie, jak oświata zostanie zreformowana jeszcze nie ustalono. Będziemy próbowali szukać różnych możliwości utrzymania małych szkół. Możliwe, że na razie temat w ogóle zostawimy, żeby społeczeństwo mogło dojrzeć do zmian. Moje zdanie jest takie: na dzień dzisiejszy gminy nie stać na ciągnięcie oświaty w takim kształcie jaki mamy. Na pewno nie podejmiemy żadnej decyzji, która mogłaby dzieciom zaszkodzić, ale wszyscy powinni wiedzieć, że dokładamy do oświaty duże pieniądze. Nie możemy jej finansować kosztem innych zadań, innych potrzeb, a tak to w tej chwili wygląda. Cały czas czekamy jeszcze na informację o wysokości subwencji, ale już teraz wiemy, że będzie ona mniejsza.
Rozumiem, że jest to Pana zdanie jako przewodniczącego rady. Prywatnie też się Pan pod tym podpisuje?
Zdania nie zmieniam. Żeby oświata mogła wyjść na prostą coś musi się zdarzyć. Istnieją różne możliwości – jedną z nich jest zawiązanie stowarzyszenia, które mogłoby się daną szkołą opiekować. Z tego co wiem to rozwiązanie się sprawdza.
Gdyby powstało stowarzyszenie, pojawiła się grupa wsparcia…
Gdyby zalazła się grupa inicjatywna to bylibyśmy zadowoleni. Bardzo chętnie wysłuchamy wszelkich propozycji, jesteśmy w stanie pomóc, mamy przecież odpowiednią bazę. Powtarzam jeszcze raz: nie jest tak, że my podjęliśmy decyzję, zamykamy i koniec. Nigdy w życiu, to jest ostateczność. Zapewniam, że rada jest na dialog otwarta, ale musi też brać pod uwagę inne sektory publiczne, zwłaszcza że dochody samorządu są coraz mniejsze. Kiedyś sprzedaż mienia gminnego szła od ręki, teraz jest coraz gorzej, społeczeństwo jest coraz uboższe, skąd mamy brać środki?
I nie mówimy tylko o szkole w Zalesiu?
Problem dotyczy wszystkich małych szkół. Takich, gdzie w klasie jest mniej niż 23-24 osoby. Im mniej dzieci tym problem jest większy.
Małe szkoły powinny się obawiać o swój los?
Obawiać nie, ale wszyscy powinni być świadomi sytuacji. Na razie o niczym nie przesądzajmy, może czas przyniesie jakieś zmiany, może rząd da nam jakieś narzędzia. Najbardziej trafnym byłoby zniesienie Karty Nauczyciela.
Na to chyba nie ma co liczyć.
Liczyć nie ma co, ale na pewno mielibyśmy wtedy więcej możliwości wyjścia z tej sytuacji.
Czy została wykonana jakaś wstępna kalkulacja? Wiadomo czy, a jeśli tak to jakiej wielkości oszczędności przyniosłoby gminie zamknięcie szkoły w Zalesiu?
Pod uwagę braliśmy różne warianty, więc na razie o pieniądzach nie rozmawiajmy. Opcje są takie: łączymy szkoły Zalesie oraz Stawnica i przenosimy je do Górznej lub przenosimy Stawnicę do Radawnicy. W pierwszym przypadku pojawia się niestety problem z drogą, w drugim okazuje się, że dzieci byłoby za dużo, trzeba by stworzyć nowe oddziały. Rozważania są w toku.
Wiec jest jeszcze o co walczyć.
Nie nazwałbym tego walką, tu nikt z nikim nie walczy.
Patrząc przez pryzmat spotkania w Zalesiu to chyba dobre słowo.
Zamiast walczyć wszyscy razem – póki jeszcze jest czas – musimy się zastanowić, co można zrobić. Lubię otwartą, szczerą rozmowę. Nie toleruję odpowiedzi „nie, bo nie”, a w przypadku Zalesia tak właśnie jest. Na każde pytanie trzeba mieć odpowiedź. Jaka ona by nie była, nawet najgorsza, ale musi być.
Rodzice, dyrekcja, nauczyciele zaleskiej szkoły nie mają argumentów, które by Pana przekonały?
Na dzień dzisiejszy nie.
Jeśli chodzi o inicjatywę dotyczącą likwidacji – została ona scedowana na wójta.
Niesłusznie. Pamiętajmy, że jaka decyzja nie zostałaby podjęta, to odpowiedzialność za nią ponosi rada. Całe 15 osób, nie Czyżyk i nie wójt.
A jak się Pan zapatruje na powtarzany od dawna pomysł połączenia miasta z gminą?
Moje zdanie jest takie samo jak stanowisko wójta. Standard życia na wsi jeszcze nie jest na takim poziomie jak standard życia w mieście. I jak długo nie będzie, tak długo miasto i gmina będą funkcjonować oddzielnie. Na dzień dzisiejszy sensu łączenia nie widzę, chociaż muszę przyznać, że w kwestii kilku pomysłów, które zrealizowaliśmy, dziś zastanowiłbym się jeszcze raz.
Więc nie ze wszystkiego jest Pan zadowolony?
Po prostu pewne rzeczy trochę inaczej oceniam z perspektywy czasu.
O czym konkretnie Pan mówi?
Na przykład kanalizacja Pieczynka mogłaby być podłączona do miasta.
Wracając do łączenia gmin. Nie jest tak, że podobnie jak nauczyciele boją się o swoją pracę, tak i radni są przeciwni koncepcji przez wzgląd na stanowiska?
Nie można sprawy roztrząsać w kontekście obawy o stanowiska lecz o dobro mieszkańców gminy. Chociaż również można powiedzieć o wielkości elektoratu wiejskiego w radzie, a tym samym o możliwości wpływu na decyzje dotyczące wsi.
Ale mówiąc, że jest Pan przeciw myśli Pan o tym, że mógłby stracić funkcję?
Ja tutaj nie jestem bo mnie ktoś zatrudnił, jestem dlatego, że poparto moją kandydaturę. Dziś jestem, jutro mnie nie ma i do tego trzeba się przyzwyczaić. Niestety, taka jest działalność samorządowa. Trzeba wszystko przyjąć z honorem. Jeśli rada uzna, że się nie nadaję to może mnie odwołać w każdej chwili, ma takie narzędzia. Nie ma czego się bać. Powtarzam, tu się jest z wyboru, nie z przeznaczenia.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze