Reklama

Nie brakuje mi niczego

11/05/2012 14:05
Jestem tylko siatkarką. Nie wymyśliłam super lekarstwa ratującego miliony ludzi albo rozwiązania problemów żywnościowych w Afryce - z Katarzyną Konieczną rozmawia Karol Zabel

W jaki sposób w Twoim życiu pojawił się sport?
Miałam jako dziecko problemy z kręgosłupem i lekarz zalecił pływanie lub uprawianie jakiegoś sportu. W tym czasie w Złotowie pływalni jeszcze nie było, ale była siatkówka. Moja starsza siostra Ania już trenowała, więc poszłam w jej ślady. Byłam wysoka, więc nie było problemu, żebym wzbudziła zainteresowanie trenerów. Takie były początki.

Życie siatkarki to walizki: zgrupowania, treningi, częste wyjazdy na mecze. Kiedy zaczynałaś wiedziałaś, na co się porywasz?
Zaczynałam mając 10 lat, więc na pewno nie wiedziałam, ale nie wiem też, jak to jest żyć inaczej. Dla mnie to właśnie jest normalne życie. Te walizki i wyjazdy, długie podróże, sypianie w autobusie w kompletnie nieanatomicznych pozycjach, tak po prostu było zawsze.

Występowałaś w Złotowie, Sosnowcu, Poznaniu, Gdańsku, Pile, Sopocie. Jakie masz wspomnienia z tych miejsc, jak z perspektywy czasu na to patrzysz?
Z każdego z tych miejsc mam wspomnienia dobre i złe, jak to w życiu bywa. Nigdy nie jest albo dobrze, albo źle. Złotów, Sosnowiec, początek Poznania to takie lata jeszcze młodzieńcze. Dużo prób i, co za tym idzie, wiele błędów, ale bardzo miło wspominam tamten okres. Później zaczęła się bardziej profesjonalna siatkówka, nie tylko pod względem sportowym, ale i w podejściu organizacyjnym. Bardziej zaczęłam pilnować, co jem, ile śpię. Można powiedzieć, że dojrzałam do tego, żeby trenować także poza salą. Przez 24 godziny na dobę, podporządkowując wszystko siatkówce.

Myślisz czasami - z takiego maleńkiego Złotowa tak daleko już zaszłam?

Nie, bo tak naprawdę nie zaszłam daleko. Jestem tylko siatkarką. Nie wymyśliłam super lekarstwa ratującego miliony ludzi albo rozwiązania problemów żywnościowych w Afryce. Ja tylko gram w siatkówkę.

Nie ma popularności bez zazdrości. Jak z zawiścią innych radzi sobie Katarzyna Konieczna?

Nie przypominam sobie, żebym spotkała się z zawiścią skierowaną bezpośrednio w moją stronę. W zespół owszem, ale nie robią na mnie wrażenia opinie ludzi postronnych, którzy często plotą trzy po trzy, nie mając pojęcia, jak jest w rzeczywistości. Taka jest natura ludzka. Nie przeszkadza mi to zupełnie.

Jak radzisz sobie z porażkami?
Każdy sportowiec musi być na to przygotowany, ale nie ma sposobu na radzenie sobie z porażką. Każda boli równie mocno. Najważniejsze to wyciągnąć wnioski i próbować nie popełniać tych samych błędów w przyszłości.

Powodem przeprowadzki z Atomu Tref Sopot do Impelu Wrocław był brak stałego miejsca w składzie czy kierowały Tobą inne pobudki?
Ciężko powiedzieć. W przyszłym roku Sopot zaprezentuje całkiem inną drużynę i kiedy podejmowałam decyzję nie mogłam wiedzieć, jak będzie ona wyglądać. Wrocław przedstawił ciekawą ofertę, a ja potrzebuję zmiany otoczenia. Idę do Wrocławia, żeby grać. Nikt nie zagwarantuje mi miejsca w składzie, ale będę walczyć o szóstkę i tam ta szansa jest rzeczywista. Chcę uniknąć sformułowania: idę tam, żeby grać. Moje słowa już nie raz zostały przekręcone w taki właśnie sposób, dlatego zaznaczyłam, że nie idę tam, bo mam pewne miejsce w szóstce, ale mam realną szansę na zdobycie tego miejsca.

Co będzie bardziej bolało - kiedy zawiedziesz drużynę przy liczącej tysiące ludzi publiczności, czy wtedy gdy zawiedziesz samą siebie?
Zdecydowanie bardziej boli, kiedy zawodzi się drużynę. Choć w sporcie drużynowym jedno idzie w parze z drugim. Jeśli ja zawiodę, zaboli to także mnie, ale bardziej zaboli to, że mój błąd odbiera szansę na wygraną mojemu zespołowi.

Katarzyna Konieczna jest szczęśliwa tam, gdzie teraz jest, na tej drodze, na której się znajduje?
Tak. Nie samym sportem człowiek żyje. Mogę śmiało powiedzieć, że jestem szczęśliwa.

Porozmawiajmy trochę o reprezentacji. Jak od kuchni wygląda kadra? Zdradź trochę szczegółów...
Kadra, organizacyjnie, niczym nie różni się od klubu. Na kilka miesięcy tworzy się drużynę, która ma grać o najwyższe cele. Nie ma żadnych szczegółów.

Nie jest chyba łatwo wytrzymać podczas zgrupowań w jednym hotelu, gdzie jest tyle kobiet. Pewnie bywa gorąco, bo przecież „La donna è mobile” („Kobieta zmienną jest”). Co zrobić, żeby kilkanaście kobiet wytrzymało swoje towarzystwo pod jednym dachem?
Nie bywa gorąco, jest tak jak zawsze. Nie grałam nigdy w męskim zespole, więc tam, gdzie byłam, zawsze były same dziewczyny (śmiech). A tak na poważnie to jesteśmy ludźmi i dogadujemy się między sobą tak, żeby wszystkim było dobrze. Zdarzają się jakieś kłótnie, ale przeważnie super się bawimy ze sobą.

Nie czujecie się trochę w cieniu narodowej reprezentacji męskiej? Mimo wszystko zainteresowanie męską siatkówką jest znacznie większe.
Nie tylko siatkówką. Każdy sport w wydaniu męskim cieszy się większą popularnością. Pocieszam się tym, że siatkówka żeńska w ostatnich latach i tak wiele zyskała.

Siatkówka to sport dla indywidualistów... Zgadzasz się z tym, czy masz odmienne zdanie?
Zdecydowanie nie dla indywidualistów. Trzeba umieć się poświęcić dla dobra drużyny.

U mężczyzn przekleństwa są podczas odpraw czy meczów na porządku dziennym. Jak sprawa ma się u was?
Myślę, że odprawy nasze nie różnią się zbytnio od męskich. Przecież chodzi o to, żeby przekazać wskazówki dotycząca meczu. Wiadomo, że w nerwach na boisku latają różne słowa, także przekleństwa, i u kobiet, i mężczyzn.

Trenera nie denerwuje, kiedy widzi w szatni kolejkę do lustra?

Nie, bo trenera nie ma wówczas w szatni (śmiech).

Trening to nie miejsce dla demokracji. Gdy zaczyna się praca, kończą się dyskusje - to motto jednego z trenerów. Jak radzisz sobie w relacji zawodnik – trener? Czy zawsze ta współpraca jest idealna?

Będąc drużyną, wszyscy mamy wspólny cel. Każdy zna swoje miejsce, zawodnik wie, że musi dać z siebie wszystko, trener – tak prowadzić zespół, żeby wycisnąć z niego ile się da, działacze i prezesi – dbać o organizację i wszystko to, co dzieje się dookoła. Jeśli to wszystko współgra, nie ma mowy o konfliktach. Każdy ma określone zadania i po prostu się z nich wywiązuje, a jeśli się nie wywiązuje, działa na niekorzyść zespołu.

Uprawianie wyczynowego sportu w istotny sposób ogranicza Twoje życie, wyznacza ramy, w których możesz się poruszać?
Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, bo nie wiem, jak to jest żyć bez sportu i wyznaczonych przez niego ram. Teraz mam wolne i nie wiem, co ze sobą zrobić. Z chęcią poszłabym już na trening.

Idealna siatkarka to...
Nie ma ludzi idealnych, siatkarek też nie.

Zdarzają się prowokacje pod siatką?

Mnie się nigdy nie zdarzyły.

Jakie pytania dziennikarzy denerwują Cię najbardziej?
Najbardziej denerwuje mnie niekompetencja dziennikarzy. Często po meczu podchodzą i sądząc, że zadają pytanie, podają wynik i oczekują głębokiego opisu meczu. Wobec tego moja odpowiedź na pytanie jest taka, że denerwują mnie dziennikarze, którzy nie zadają pytań. Idą na łatwiznę i oczekują, że zawodnik podyktuje im, co mają napisać.

W życiu sportowca są i trudne momenty. Jaki był Twój najcięższy moment w karierze?
Kontuzja i wykluczenie na 9 miesięcy w wieku 20 lat. Prawdziwe szczęście jest tylko przy pełni zdrowia.

Finansowo siatkówka zabezpieczyła byt Twój i najbliższych na dalszą część życia? Masz już plany na przyszłość, czy nie sięgasz na razie za daleko wyobraźnią i żyjesz dniem dzisiejszym?
Wiadomo, że siatkówka póki co zabezpiecza mnie finansowo, ale jak będzie w przyszłości - nie wiem. W sporcie nic nie jest łatwe do przewidzenia. Siatkówka jest moją pracą i życzę każdemu, żeby tak kochał swoją pracę jak ja.

Co zaprząta na co dzień Twoją głowę oprócz siatkówki?

Mam w domu trzy zwierzaki, to jest absorbujące. Uwielbiam spacery z moim psem. Lubię też obejrzeć coś fajnego wieczorem. Ostatnio jestem na etapie „Gry o tron.” Polecam.

Czego brakuje Katarzynie Koniecznej do pełni szczęścia?

Absolutnie niczego.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama