Reklama

Nie jesteśmy wariatami

21/05/2013 10:24
Dziwne, ryczące maszyny, jazda w ekstremalnych warunkach, kilogramy błota na sobie i pojazdach. Czy to się może komuś podobać? Właściciele quadów twierdzą, że w tym sporcie można się zakochać

Marcin i Piotr Zawilińscy z Okonka mają nowe hobby. Szerszej publiczności dali się poznać się podczas Dni Ziemi, niedawno organizowanych w Okonku. Wcześniej pojawili się na okoneckiej Motocykliadzie, wzbudzając ogromne zainteresowanie. Nic dziwnego, quady są teraz w centrum zainteresowania nie tylko młodych.
Co ich pociąga w tych pokracznie wyglądających maszynach? To samo co miłośników szybkich motocykli i samochodów terenowych, czyli dreszczyk emocji.
- Mam motocykl – ścigacz, ale jak jeżdżę, to nie za bardzo jest to mile widziane przez mamę i dziewczynę – tłumaczy młodszy z braci Zawilińskich, Piotr. - Dlatego przesiadłem się na quada – dodaje.
Zdaniem Piotra motocykl to bardzo niebezpieczna „zabawka”. Nie wszystko zależy od umiejętności kierowcy, wiele od czynników zewnętrznych: pies czy lis wyleci nagle na szosę, leżąca na drodze plastikowa butelka wyrzucona przez kogoś z samochodu - tu nie ma czasu na reakcję. Trzeba mieć oczy dookoła głowy.
Quad jest równie niebezpieczny, ale ma cztery koła i nie rozwija szalonych prędkości. Kierowca musi mieć jednak żelazną kondycję, po godzinie jazdy quadem zwyczajnie się pada. Laik ma dość już po piętnastu minutach.

[[reklama]]

Marcin i Piotr oraz ich koledzy zrzeszeni w klubie biorą udział w ogólnopolskich zlotach miłośników tych nietypowych pojazdów; niedawno wrócili z Bieszczad. Zdaniem okonecczan była to perfekcyjnie przygotowana impreza: gospodarstwo agroturystyczne specjalnie dostosowane dla quadów, oprócz zaplecza wypoczynkowego około stu kilometrów tras. Przyjechało sto dwadzieścia maszyn z całej Polski, jeździli dzień i noc. Trasa była podzielona na kilka odcinków, na mecie każdego otrzymywało się pieczątki na specjalnej karcie startowej. Suma uzyskanych punktów i czas decydowały o miejscu. - My znaleźliśmy się w pierwszej czterdziestce. Chłopaki nie wytrzymali kondycyjnie, rano nie chcieli wstać i jechać w dalszą trasę. Mówię do nich, żeby nie robili obciachu, przyjechaliśmy tyle kilometrów z drugiego końca Polski i na darmo? Z trudem, ale pojechali. Ja, chociaż od stycznia intensywnie trenuję: bieganie, siłownia, basen, po pięciu godzinach też już miałem dość - mówi Piotr Zawiliński.

Nie wolno oszczędzać
Po szosie quadami też można jeździć, nawet bez kasku; maszyny są zarejestrowane jako „inny pojazd”. To drogi sport, na czterokołowca trzeba wydać kilkadziesiąt tysięcy złotych, nowy, dobrej marki kosztuje sto tysięcy złotych. Ale jak się wydało tyle na pojazd, nie wolno oszczędzać na sprzęcie zabezpieczającym zdrowie i życie. To niebezpieczny sport: jazda między drzewami, ostre zakręty, strome wzniesienia. - Dobry kask, dobre ochraniacze i kombinezon muszą być – twierdzi Piotr. - Chyba że ktoś chce jeździć po polnych drogach. Tylko po co mu w takim razie quad…
Na quadach jeżdżą również kobiety, dziewczyna Piotra oraz żona Marcina już połknęły bakcyla, jednak z uwagi na brak kondycji po piętnastu minutach intensywnej jazdy mają dość. Towarzyszyły swoim mężczyznom w zlocie w Bieszczadach, wybierają się również na podobne w Biedrusku i koło Jeleniej Góry.
To sport dla wszystkich, na zloty przyjeżdżają biznesmeni, ludzie znani z pierwszych strona gazet czy zwykli śmiertelnicy. W Bieszczady specjalnie z ABU DHABI przyleciał Rafał Sonik, jedyny Polak jeżdżący w rajdzie Dakar na quadzie. Chłopaki dostali od niego plakietki i kalendarze z dedykacjami.
Bracia Zawilińscy marzą, aby w Okonku zrobić zlot, oczywiście nie o takim zasięgu jak ten w Bieszczadach, ale na początek nieco mniejszy. Warunki do tego typu imprez są wręcz wymarzone: tereny po byłym poligonie, lasy, rzeki, bagna. Zaplecze socjalne, w związku z powstałymi gospodarstwami agroturystycznymi, również doskonałe. Znając zapał Marcina, Piotra i ich kolegów, z pewnością uda im się to. Tym bardziej, że już przy Dniach Ziemi mieli ogromne wsparcie ze strony burmistrza Mieczysława Rapty, nadleśnictwa czy nauczycielki Beaty Winiarskiej, która tak naprawdę ich do tego namówiła.
Chłopaki mają nadzieję, że posiadaczy quadów społeczeństwo przestanie postrzegać jako zwariowanych facetów, którzy nie wiedzą, co zrobić z forsą i wolnym czasem. – To hobby jak każde inne. Jedni łowią ryby, inni jeżdżą na motocyklach a my na quadach. Kto raz tego spróbował, wpadł na amen – twierdzą.

Ryszard Mikietyński


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama