Libia jest doskonałym przykładem tego, że czasami potrzeba wielkiej aktywności, by mogło się coś zmienić - twierdzi Stanisław Chmielewski. O sytuację w Okonku, plany na przyszłość i wyniki wyborów ustępującego posła pyta Patrycja Koplin
Jakie są powyborcze nastroje w Platformie?
Bardzo dobre. Wygraliśmy, to jest sukces. Również PSL zrobił dobry wynik, więc koalicja, która do tej pory sprawowała władzę przez cztery lata, ma szansę dalej to robić. Jestem przekonany, że porozumienie koalicyjne, które zostanie zawarte, będzie wskazywało na właściwe programom obu partii cele, które będą prowadzić do dalszej zmiany Polski w państwo europejskie. Jestem przekonany, że przez kolejne cztery lata.
W skali kraju zwycięstwo PO było chyba do przewidzenia, ale czy spodziewał się Pan, że w powiecie poparcie utrzyma się na niemalże identycznym poziomie co cztery lata temu? (2007 r. - 41,02%, 2011 r. - 41, 08%)
Jeśli chodzi o kraj to rzeczywiście, każdy się tego zwycięstwa spodziewał, ale pewnie nie w takiej skali. Wyborca, który decyduje według swojej najlepszej wiedzy, ma zawsze rację. Dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w wyborach.
W kwestii powiatu powiem tak. Ani w sensie siły politycznej, ani w sensie personalnym nie zrobiliśmy nic złego, żeby przegrać te wybory. Startując do Sejmu ograniczyłem kampanię do pewnego obszaru, przetestowałem okręg wyborczy jednomandatowy i myślę, że z sukcesem. Utwierdziłem się w przekonaniu, że tak wybory powinny się odbywać. Okręg wyborczy, który liczy 11 powiatów jest tak różnorodny, że trudno przewidzieć wynik, poza „jedynkami” i może „dwójkami” oczywiście. Powinniśmy dojść do okręgów jednomandatowych i wtedy wyborca będzie bardziej związany ze swoim przedstawicielem, a ten przedstawiciel będzie związany ze swoim wyborcą. To jest podstawowa zasada każdych wyborów, aby móc tego, kogo wybieramy, w jakimś sensie codziennie sprawdzać.
Pan zdobył w powiecie 4410 głosów. To dużo czy mało?
To dużo. Dziękuję moim wyborcom. To potwierdza moją tezę, że okręg jednomandatowy jest właściwą formą przeprowadzenia wyborów. Dzisiaj niestety konstytucja mówi, że do Sejmu mamy wybory proporcjonalne. Trochę szkoda, bo żeby to zmienić trzeba by uzyskać taką większość, by zmienić konstytucję, a to na razie chyba nie jest możliwe. Trzeba by było mieć poparcie Palikota, ale z większością jego haseł programowych się nie zgadzam. A już szczególnie boli mnie to, że jego partia chce zapomnieć o korzeniach Polski, o tradycji narodowej oraz zamierza zalegalizować narkotyki. Wielu młodych ludzi mogłoby trafić w szpony nałogu, a Polska miałaby tylko więcej wydatków na leczenie i przeciwdziałanie narkomanii.
Wracając do poselstwa. Do Sejmu nie udało się wejść. Spędził Pan na Wiejskiej sporo czasu, aż 6 lat. Nie będzie czegoś brakowało?
Pewnie tak, nie ma co się oszukiwać, ale trzeba podkreślić jedno. Tak jak nie spodziewałem się wyboru do Sejmu w 2005 roku, tak i teraz wynik był nie do przewidzenia. Stawiałem na lokalność i na pewno zaskoczeniem było to, że nie można zostać posłem będąc tylko człowiekiem reprezentującym lokalną społeczność. To jest też nauka na przyszłość.
Czego najbardziej będzie brakowało?
Chyba koleżanek i kolegów, bo kilka przyjaźni się zawiązało. Teraz już nie będziemy się tak często spotykać, więc relacje pewnie troszeczkę osłabną. A co dalej? Czas pokaże.
Czy jako osoba, która w Sejmie była już wcześniej, bardziej dotkliwie aniżeli inni kandydaci z naszego powiatu odczuł Pan porażkę?
Niespodzianką 2005 roku było to, że mniej więcej 3800 głosów i to przy sąsiedztwie Piły pozwoliło zostać posłem i to z drugim wynikiem na liście. Dziś się okazuje, że w zaokrągleniu 5600 jest wynikiem niewystarczającym. Są posłowie, którzy z mniejszą liczbą głosów stali się członkami Sejmu, ale o tym decyduje sytuacja w danym okręgu. Ograniczenie kampanii było decyzją świadomą, ale jednocześnie nie najszczęśliwszą. Na wynik na pewno przełożyła się wielość kandydatów, głosy zaczęły się rozkładać. Poza tym na liście PO byli dobrzy kandydaci. Nie rozważam wyniku wyborczego w kwestii porażki czy zwycięstwa. Oczywiście zawsze się chce wygrywać, ale stając do wyborów na wszystko trzeba być gotowym i wszystko trzeba brać pod uwagę.
Co z pracą w ministerstwie?
Póki co jeszcze tam pracuję.
Pytam, ponieważ krążą słuchy, że w tej kwestii nic się nie zmieni...
Jeżeli tak dobrze mówią, to jest to i fajne, ale i niebezpieczne, ponieważ z reguły przypuszczenia się nie sprawdzają. Mówi się w Warszawie, że jeśli na liście potencjalnych ministrów czyjeś nazwisko się pojawia, to jest to zły omen. Lepiej zostawmy ten temat do czasu, kiedy rozpoczną się rozmowy i kiedy zaczną zapadać konkretne decyzje. W każdym razie stawiam się do dyspozycji.
W ostatnim wywiadzie Stanisław Wełniak zapytany o to, jakie korzyści przyniósł samorządowi fakt, że mieliśmy swojego posła, odpowiedział, że oprócz pomocy w przebudowie aresztu żadnych konkretnych. Zgadza się Pan z tym?
Wydaje mi się, że poseł to nie jest osoba, która „załatwia” coś dla swojego miasta, regionu czy konkretnej osoby. Poseł po pierwsze musi myśleć racjonalnie o całości kraju i podejmować decyzje, które są zgodne z tą zasadą. Jeśli tak oceniają mnie wyborcy, to to jest ich prawo, ja nie będę nawet z tym polemizował. Istotnym elementem w pracy każdego posła jest to, aby przede wszystkim utrzymać kontakt ze swoimi wyborcami i w tym zakresie chyba nie mam sobie nic do zarzucenia. Wielu ludzi w swoim biurze przyjąłem, udzieliłem wielu porad, pewnie nie wszystkim mogłem pomóc, ale starałem się radzić według najlepszej wiedzy.
Z jakimi inwestycjami mieszkańcy powinni Pańskie nazwisko kojarzyć?
Z rozbudową szpitala, przebudową aresztu, z kwestią dróg, nie tylko lokalnych. Jeżeli ktoś chce mnie rozliczyć z konkretnych robót, to staję do takiej rozmowy, ale raczej nie będę wyliczać wszystkich odcinków dróg, o których remont zabiegałem. Dobry klimat dla Złotowszczyzny to było moje główne zadanie, które sobie stawiałem jako poseł. Kiedyś z pełną świadomością wybraliśmy wielkopolskość, chciałem więc, żeby pamiętano w Poznaniu o Złotowszczyźnie i nie pomijano jej w różnych programach. Kiedyś wójt Kazimierz Trela powiedział mi, że gmina z miastem połączy się wtedy, kiedy życie na wsi będzie na tym samym poziomie co w mieście. Chciałbym, żeby mieszkańcy powiatu mówili „jesteśmy Wielkopolanami”, bo żyją w takich warunkach jak mieszańcy rdzennej Wielkopolski.
Pytam o Pański wkład dlatego, że wszyscy wokół strasznie żałują, że nie będziemy już mieli swojego posła. Zastanawiam się, czy jako region rzeczywiście coś na tym stracimy.
Boję się, że możemy stracić właśnie tą wielkopolskość. Liczę na samorządowców. Mam nadzieję, że będą nas wspierać posłowie z północnej Wielkopolski. Na pewno stracimy możliwość toczenia bezpośrednich rozmów, które wcześniej odbywałem z radnymi sejmiku czy z marszałkiem. Nie chcę mówić, że ze względu na funkcję były to rozmowy uprzywilejowane, ale na pewno było trochę łatwiej. Nie twierdzę, że byłem lekiem na całe zło. Życie pokaże, co straciliśmy, a co zyskaliśmy.
Czy w następnych wyborach będzie się Pan ubiegał o mandat poselski?
Za wcześnie jeszcze na takie decyzje. Poza tym myślę, że możliwość pracy w ministerstwie też w jakiś sposób będzie determinować moje plany. Nie wykluczam niczego, ponieważ jeszcze trochę zdrowia i sił we mnie jest. Muszę także spojrzeć krytycznie na ostatnie 20 lat. Może jest tak, że już kolejne pokolenie powinno zacząć myśleć o Polsce, o Złotowszczyźnie?
Jeśli nie Sejm, to może Urząd Miejski? Zakusy na fotel burmistrza są?
Tego też jeszcze nie wiem. Myślę, że ten stan zawieszenia, w którym pozostanę do końca listopada, troszeczkę mi się należy, ostatnie sześć lat intensywnie pracowałem i żyłem. Za jakiś czas możemy spotkać się jeszcze raz i porozmawiać.
Wśród potencjalnych kandydatów na burmistrza wymienia się trzy nazwiska: Chmielewski, Jaskólski i Podmokły. Taki scenariusz jest możliwy?
Na pewno wszystkie te osoby w ostatnich latach funkcjonowania samorządów często się przewijały. Mamy podobny staż pracy, ale każdy z nas inaczej zaczynał i ma inne doświadczenia. Złotów zawsze był mi drogi i chciałbym, żeby Złotowszczyzna rozwijała się jak najlepiej, więc jeśli to będzie jedyna do tego droga, to pewnie… trzeba będzie stanąć do wyborów. Ale to nie jest jeszcze pora na takie deklaracje i programy. Złotów ma Burmistrza, który musi działać, bo tak umówił się z mieszkańcami.
Co z biurem poselskim?
Z końcem kadencji, a więc z dniem 7 listopada przestanie ono funkcjonować. Pojawi się tutaj przedstawiciel kancelarii Sejmu, który sam będzie je likwidował lub ustanowi likwidatora. W ciągu miesiąca wszystko zniknie. Te wszystkie meble, które Pani widzi, nie są moje, przejąłem je po innych posłach.
Jest taka opcja, że zupełnie odsunie się Pan od polityki?
Rozważam różne opcje. Dzisiaj priorytetem jest ministerstwo, ale jeśli nie zostanę powołany, to chyba powrócę do prowadzenia własnej kancelarii radcy prawnego.
Zmieniając temat, proszę mi powiedzieć jak – jako minister sprawiedliwości – ocenia Pan poczynania Andrzeja Jasiłka. Czy to jest fair, że człowiek, który już 30 czerwca decyzją Sądu Apelacyjnego został uznany kłamcą lustracyjnym wciąż zajmuje stanowisko burmistrza i nie zamierza go opuścić?
To nie jest w porządku. Uważam, że osoba, której to dotyczy, sama powinna zachować się uczciwie i po prostu złożyć mandat. Ja się czuję przez pana Jasiłka oszukany, parę lat współtworzyliśmy samorząd powiatowy. Czuję pewnego rodzaju niesmak i wyjściem honorowym z całej sytuacji – jeżeli jeszcze można mówić o honorze – byłoby odsunięcie się od władzy. Z drugiej strony ma wsparcie rady, która nie chce podjąć uchwały o odwołaniu...
Termin jej podjęcia minął 20 października.
Pytanie, czy w gminie Okonek jest na tyle woli i siły, by pewne rzeczy mogły się zadziać. Ja nie chcę być źle rozumiany, nie nawołuję do rewolucji, ale Libia jest doskonałym przykładem tego, że czasami potrzeba wielkiej aktywności, by mogło się coś zmienić. Dla mnie ta sytuacja nie jest zdrowa. Gmina ma problemy. Może powodem, dla którego burmistrz nie ustępuje, jest przeprowadzenie działań stabilizujących…? Trzeba jednak brać pod uwagę obowiązujące przepisy, które są przyjęte właśnie po to, żeby działalność osób publicznych była uczciwa.
Ludzie czują się oszukani, ponieważ rządzi nimi osoba, o której przed wyborami nie wiedzieli wszystkiego.
Gdyby powiedział prawdę przed wyborami, nie byłoby problemu – na tym polega uczciwość oraz wymaga tego szacunek dla współmieszkańców oraz demokracji.
Czego możemy Panu życzyć?
Zdrowia, no i szczęścia, takiego codziennego, m.in. w podróżach. I jak najmniej narkotyków, ich wszechobecność mnie przeraża. Młodzi ludzie nie wierzą w to, ale one szkodzą, a nie pomagają w życiu. Na koniec mały apel – proszę nie palić papierosów, bo to także nic dobrego.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze