Reklama

Nie obraziłem się

06/02/2012 00:00
- Henryk Dobrosielski nie miał po mnie nic do posprzątania, bo wszystkie sprawy były załatwiane przy otwartej kurtynie. Wójt? - Jest za mało stanowczy. Przewodniczący Łosoś? - Bardziej powinien dyscyplinować radnych. Radni? - Powinni częściej się spotykać i rozmawiać. A powiatowa koalicja? - Na ostrzu noża nie było, ale jasno powiedzieliśmy, czego oczekujemy. Z Jerzym Podlewskim, byłym wójtem gminy Zakrzewo, rozmawia Piotr Steffen

– Co ja będę robił? Zanudzę się – to były Pana słowa ponad rok temu, gdy rozmawialiśmy przed zakończeniem Pana ostatniej kadencji pracy jako wójt gminy Zakrzewo. Minęło kilkanaście miesięcy, nudzi się Pan?
Dzisiaj muszę przyznać, że nie, ale początki były trudne. Przez pierwsze dwa, trzy miesiące czułem się jak na dłuższym urlopie wypoczynkowym, ale przyszła wiosna i dotarło do mnie, że to będzie bardzo długi urlop. Trochę brakowało zajęcia, kontaktu z ludźmi, także kierowania nimi, wydawania dyspozycji (śmiech). Pewnie byłoby gorzej znieść tę zmianę, gdyby nie fakt, że zacząłem pełnić funkcję radnego powiatowego. W radzie zajęć jest jednak sporo, bo jestem w dwóch komisjach: rewizyjnej i budżetowej. W tej drugiej jestem przewodniczącym, jestem też przedstawicielem naszego starostwa w Stowarzyszeniu Gmin i Powiatów Wielkopolskich w Poznaniu. Zajęć więc na szczęście nie brakuje.
[[reklama]]
Prawda jest taka, że bardziej żyję dzisiaj powiatem, ale na teren gminy też często zaglądam. Odwiedzam tam nie tylko urząd, ale znajomych i przyjaciół, choćby pana Brunona Buławę. Niedawno wstąpiłem też do zakrzewskich emerytów. Nie ukrywam, że jest mi miło, gdy jako były wójt jestem zapraszany przy różnych okazjach. Dziękuję za to przy tej okazji.

Co było dla Pana najważniejsze w minionym roku?
Dotrzymanie danego słowa. Gdy kończyłem kadencję obiecałem najstarszej wnuczce Julii, że zabierzemy ją z żoną na wycieczkę, i to odległą, za ocean. Plan został zrealizowany, latem wybraliśmy się w trójkę na miesiąc do Kanady, do Vancouver. Po miesiącu wróciliśmy zza oceanu, udaliśmy się jeszcze do Belgii, do Francji, oglądaliśmy też Berlin. Na ten rok mamy w planach wycieczki do Turcji i Chorwacji. Zresztą, obiecaliśmy sobie z żoną, że co roku musimy zwiedzić trochę świata. W 2011 roku uporządkowałem też trochę swoich spraw, powiedzmy gospodarczych: działki, garaż, ale wciąż zostały mi do nadrobienia zaległości w moich numizmatycznych i filatelistycznych zbiorach.

Jerzy Podlewski to bardziej złotowianin czy zakrzewianin?
Urodziłem się w Czernicach, a więc na terenie gminy Zakrzewo. Od lat mieszkam w Złotowie, ale zawodowo też byłem związany z gminą, poza tym mam też domek letniskowy w Kujanie. Myślę, że w połowie jestem zakrzewianinem, w połowie złotowianinem.

Jak podsumowałby Pan rok swojej obecności w Radzie Powiatu Złotowskiego?

Dotychczas dość pobieżnie wiedziałem, czym zajmuje się powiat. Przez ten rok bardziej wniknąłem w niuanse jego funkcjonowania. Nawet dla kogoś z tak sporym doświadczeniem samorządowym był to tak naprawdę rok nauki pewnych tematów. Muszę przyznać, że jako przewodniczącemu komisji budżetowej dobrze współpracuje mi się ze skarbnikiem powiatu, który jest konkretny, stanowczy, w ryzach trzyma publiczne finanse. Jeśli chodzi o samą radę, uważam, że jej funkcjonowanie jest coraz sprawniejsze, rada jest coraz bardziej skonsolidowana. Czy z prawa, czy z lewa, wszyscy dyskutujemy, nie ma wzorem choćby poprzedniej kadencji niezwykle twardej opozycji, dlatego łatwiej można znaleźć kompromis.

Początki nie były jednak łatwe.
Zgadza się, łatwo nie było, tym bardziej, że doszło do zmiany koalicji. Przetasowania i zajmowanie stanowisk rzeczywiście wzbudzały momentami kontrowersje, ale wiadomo, że jak powstaje koalicja, to ktoś z kimś się układa, na tym to polega. To zostało zrobione, jest już za nami, myślę, że wyszliśmy na prostą i będzie dobrze.

Prawdą jest, że niektórym koalicjantom – członkom Porozumienia Samorządowego, choćby Panu czy Kazimierzowi Treli początkowa atmosfera nie podobała się do tego stopnia, że chcieliście wystąpić z koalicji?
Mieliśmy spotkanie i w grupie ustaliliśmy, że sprawy powinny być przejrzyste. Powiedzieliśmy jasno, że oczekujemy czystego, uczciwego załatwiania spraw, przy otwartej kurtynie i sądzę, że te kwestie definitywnie zostały ustalone.

Postawiliście sprawę na ostrzu noża?
Aż tak może nie, ale na pewne rzeczy faktycznie zdecydowanie zwróciliśmy uwagę, że tak nie powinny się odbywać. Myślę, że rozstrzygnięcie konkursu na dyrektora Zespołu Szkół Elektro-Mechanicznych, na co zwrócił uwagę w swoim felietonie również redaktor naczelny „Aktualności Lokalnych” pokazuje, że zasady są zdrowe.

Od początku mówiło się, że to będzie mocna merytorycznie rada, bo ma w składzie wielu ludzi ze sporym samorządowym doświadczeniem. Ale pojawiały się też opinie, że zebrali się „dziadkowie” po to tylko, żeby nieźle dorobić do wysokich odpraw i emerytur.
Cóż mogę powiedzieć. Zostaliśmy wybrani, a na wszystkie zarobione w radzie pieniądze musimy solidnie zapracować. To naprawdę są poważne i czasochłonne obowiązki, więc nikt za darmo nic w radzie powiatu nie dostaje.

Do tej pory oglądał Pan powiat z perspektywy gminy Zakrzewo. Jak ogląda się gminę z perspektywy powiatu?
Przede wszystkim jestem zadowolony z tego, że po moim odejściu ze stanowiska wójta, mój następca i nowa rada kontynuują lub nawet zakończyli już zadania rozpoczęte jeszcze w poprzedniej kadencji. Wymienię tu choćby remont elewacji urzędu gminy, zadania w ramach projektu Radosna Szkoła, budowę drogi Głomsk Poborcze – Osowiec, remont sali wiejskiej w Starej Wiśniewce czy budowę kanalizacji w Starej Wiśniewce. Zawiedziony jestem trochę, że nie jest realizowana budowa ronda na skrzyżowaniu drogi wojewódzkiej nr 188 i drogi powiatowej przy zakrzewskiej szkole, choć wiem, że dzieje się tak z przyczyn niezależnych od władz gminy.

Ponoć jedynie kwestią czasu jest, kiedy inwestycja będzie wykonana także w Zakrzewie.
Niby tak, ale mnie takie deklaracje nie wystarczają, bo odchodząc z funkcji miałem poczynione ustalenia z dyrektorem Zarządu Dróg Wojewódzkich w Urzędzie Marszałkowskim w Poznaniu, że po zakończeniu remontów na ulicach Domańskiego i Chojnickiej w Złotowie rozpocznie się inwestycja w Zakrzewie. Teraz słyszę, że najpierw ma być jednak robiona Lipka i Krajenka. Mam nadzieję, że rzeczywiście jedynie kwestią czasu jest, kiedy przyjdzie kolej na Zakrzewo. Ponieważ jest to skrzyżowanie drogi wojewódzkiej z powiatową jako radny powiatowy na pewno będę usilnie zabiegał o włączenie się w to zadanie także przez władze powiatu.

Jak ocenia Pan pracę swojego następcy?
To trudne pytanie i niezręcznie na nie odpowiadać. Obiektywnie rzecz ujmując, myślę, że dobrze należy ocenić pracę Henryka Dobrosielskiego przez te pierwsze kilkanaście miesięcy. Owszem, czasami mam wrażenie, że może brakuje mu trochę stanowczości, ale trzeba pamiętać, że ten pierwszy rok był dla niego rokiem nauki. Wójt jest jeszcze na etapie, kiedy chciałby być dobry dla wszystkich, a tak się nie da. Henryk miał już trochę samorządowego doświadczenia, bo był radnym, także doświadczenie zawodowe miał wcześniej spore, dlatego myślę, że stanowisko wójta to dobre dla niego miejsce. Po kolejnym roku ta ocena jego pracy będzie mogła być jeszcze pełniejsza, będzie przecież realizował już swój budżet. Póki co choćby fakt, że uchwalono niedawno dla niego podwyżkę pokazuje, że radni również tak postrzegają jego pracę.

Co Pan myśli o wysokości tej podwyżki?
(Uśmiech) Uważam, że jak dawać wójtowi czy burmistrzowi podwyżkę to możliwie jak najwcześniej i konkretnie, tak żeby do końca kadencji do takich spraw nie wracać, bo zawsze jest to temat drażliwy. Z drugiej strony pamiętam, że też dostawałem niekiedy niskie podwyżki, tak czasami bywa. Choć zdarzało się również tak, że gdy wiedziałem, że pieniędzy w kasie za bardzo nie ma, sam mówiłem radnym, że żadnej podwyżki nie chcę albo godziłem się, ale na sporo mniejszą.

Sądzi Pan, że Henryk Dobrosielski to osoba na więcej niż jedną kadencję?

Trudno powiedzieć, bo jednak to już trochę wiekowy człowiek. Ale kto wie, może będzie chciał kierować gminą przez kolejną kadencję, a decyzja będzie należała wyłącznie do wyborców.

W ostatnich wyborach popierał Pan Marka Buławę, przyjaźni się Pan z jego dziadkiem. Jednocześnie pozytywnie ocenia Pan pracę obecnego wójta. Gdyby dzisiaj były wybory, kogo by Pan poparł?
Marka.

Dlaczego?
Bo uważam, że jednak trzeba stawiać na młodych. Gdy ja zaczynałem też miałem 27 lat, a i przykład Przemysława Kurdzieki pokazuje, że młody człowiek może sobie poradzić.

Bywa Pan na sesjach w Zakrzewie. Był Pan także na pierwszych sesjach tej kadencji i już wtedy zapowiadał, że nie będzie to łatwa rada. To się potwierdza?
Tak.

Jak będzie dalej?
Liczyłem, że sprawdzi się zasada, iż tylko początki są trudne i sądziłem, że ta rada też z czasem się dotrze. Prawda jest jednak taka, że niewiele się w tym względzie zmienia, co chyba jest wynikiem tego, iż jest tam duży zlepek silnych indywidualności. Mam wrażenie, że przewodniczący Łosoś powinien tych radnych bardziej dyscyplinować. Z drugiej strony trzeba wziąć poprawkę na to, że jest tam wielu młodych radnych. Oni też się dopiero uczą, więc może w kolejnych latach będą inaczej pracować.

Często widać, że wspomniane indywidualności: Antoni Łosoś, Andrzej Ruta, Andrzej Ławniczak czy Zenon Nowakiewicznie nie grają do jednej bramki?
Tak i to jest pewien problem. Skoro padły już nazwiska, odniosę się może do pana Andrzeja Ruty, bardzo wyrazistej postaci tej rady. Prawda jest taka, że merytorycznie jest dobrze przygotowany, ma rozeznanie, często ma rację i jest bardzo konkretny, a przy dobrej współpracy można znaleźć z nim wspólny język. Czasami wydaje mi się, że brakuje w tej radzie dyskusji podczas komisji, mało jest takich przysłowiowych burz mózgów, a od tego są przecież komisje. W ogóle mam wrażenie, że jest mało posiedzeń komisji, a to jest właśnie ten czas i miejsce, w którym trzeba mówić jasno, otwarcie, nawet trochę popyskować. Jeśli tego nie ma, to pojawiają się niedomówienia podczas sesji, a radni nieustannie przerywają przewodniczącemu głos.

Niezręcznie było też na ostatniej sesji, kiedy Andrzej Ruta poprosił przewodniczącego Łososia, ażeby ten wyjaśnił, o co chodziło mu podczas komisji, kiedy argumentując podwyżkę dla wójta powiedzieć miał, że Henryk Dobrosielski musiał po Panu posprzątać. Wyszedł Pan z sesji chwilę później – obraził się Pan?
Nie, absolutnie. Po prostu śpieszyłem się, bo wyjeżdżałem tego dnia. Zresztą radny Ruta już przed posiedzeniem poprosił mnie, żebym został do końca, bo będzie poruszał kwestię dotyczącą mojej osoby, a nie chciał, żeby mnie przy tym nie było.

Co zatem obecny wójt musiał po Panu sprzątać?
Nie znam szczegółów tych dyskusji. Myślę, że chodziło tu o zwykłą grę słów. Wójt Dobrosielski nie miał po mnie nic do posprzątania, bo wszystkie sprawy były załatwiane przy otwartej kurtynie i nie było żadnych tematów tabu.

Pod koniec ostatniej kadencji przyszło Panu podejmować z radnymi jedną z najtrudniejszych decyzji w swojej pracy na stanowisku wójta – o zamknięciu szkoły w Głomsku. Jak z perspektywy ocenia Pan tamten krok?
Ze względu na bliskość zakrzewskiej szkoły, a także na wielki niż demograficzny i koszty, to była słuszna decyzja. Nie żałuję jej z perspektywy czasu. Niepokoję się jedynie dzisiaj stanem budynku. Tym bardziej, że były koncepcje na jego zagospodarowanie, chodziło o ośrodek dla osób uzależnionych, ale mieszkańcy nie chcieli do tego rozwiązania dopuścić. Więc ja wtedy odpuściłem, nie nalegałem, bo wiedziałem, że odchodzę i uznałem, że nie powinienem na siłę ferować tego niechcianego rozwiązania. Dzisiaj wszyscy dyskutują, ale decyzji żadnej nie ma.

Jedną z szerzej komentowanych bieżących spraw Zakrzewa jest hala sportowa i podziękowanie za współpracę Edmundowi Bindkowi, z którym współpracowaliście przez dziesięciolecia. Jak Pan to ocenia?

Przyznaję, że jestem niepocieszony. Mam nadzieję, że wójt i radni rozwiążą problem, a obecny kilkutygodniowy stan przejściowy minie. Bo regularnie korzystam z hali i już widzę na przestrzeni ostatnich tygodni, że jest na niej mniej młodzieży niż było dotychczas, kiedy do nocy na hali siedział pan Bindek. Ja wiem, nie ma ponoć ludzi nie do zastąpienia, ale nie oszukujmy się, szybko kogoś takiego jak Edmund Bindek nie znajdą. Ten człowiek potrafił być na sali do północy, a nawet dłużej, aby tylko chłopcy mogli biegać za piłką.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama