Uczą garncarstwa starych i młodych. Aby w pełni zrozumieć, czym jest ich pasja, która przerodziła się w sposób na życie, trzeba zobaczyć ich dom
Joanna Hajduk–Dziewientkowska od kilku lat prowadzi warsztaty ceramiczne w Ośrodku Kultury w Jastrowiu. Właśnie rozpoczął się nabór na nowy rok. Wraz mężem Krzysztofem mieszka kilometr od wsi Glinki Mokre (gmina Okonek). Dom, ukryty wśród drzew, różni się od pozostałych. Od razu widać, że gospodarze nie utrzymują się z roli. [[reklama]]
Dowiedziałem się o nich przez przypadek, ktoś powiedział, że Joanna prowadzi warsztaty ceramiczne w Ośrodku Kultury w Jastrowiu, a w ogóle to z gliny „robi bardzo ładne rzeczy”. Okazało się, że to Krzysztof tak naprawdę zajmuje się garncarstwem, żona mu w tym jednak dzielnie pomaga. Ona, z wykształcenia antropolog, pochodzi ze Szczecinka, on - mechanik - z Torunia. Przyjechali na wieś jedenaście lat temu za jej namową. Kupili dom, który do dzisiaj remontują.
A dom jest dosyć oryginalny, żeby nie powiedzieć, że jego wnętrze jest „surowe”. Jak na antropologa przystało poczesne miejsce zajmują tu przedmioty używane dawniej w gospodarstwach domowych. Cudów i nowinek technicznych w nim nie uświadczysz, może poza komputerem, który jest również narzędziem pracy obojga. – Nasz dom nie przypomina typowego, bo na środku nie ma ławy i foteli? – śmieje się Joanna.
Krzysztof jest pasjonatem archeologii, jego marzeniem z dzieciństwa było odkopywanie glinianych garnków na pustyni, ale stało się tak, że sam zaczął je robić. I to dosyć nietypowe, są to bowiem repliki naczyń historycznych znalezionych na tych terenach. Bazuje głównie na materiałach archeologicznych, nie robi niczego według własnych wzorów. Pierwszy raz spróbował lepić garnki na festynie archeologicznym w Biskupinie, tak właściwie zaczęła się ta pasja, a jednocześnie sposób na życie. Twierdzi, że jak się coś lubi i bardzo chce, wszystkiego można się nauczyć.
Sposób na spędzenie wolnego czasu
Czy z garncarstwa da się żyć i utrzymać rodzinę? – Jest to typowe pytanie Polaków, którzy często mi je zadają. Tak, robię to i naprawdę można z tego utrzymać rodzinę – śmieje się pan Krzysztof. – Żyjemy również dzięki Internetowi, istnieje forum grup rekonstrukcyjnych, które zrzesza kilka tysięcy ludzi. Jest to również sposób spędzania wolnego czasu – dodaje pani Joanna.
Wbrew nazwie w Glinkach Mokrych nie ma surowców do produkcji naczyń, glinę kupuje się i sprowadza, tym bardziej, że dzisiaj potrzebne jest kilka ton tego surowca rocznie.
Najczęściej jeżdżą ze swoimi produktami na festiwale historyczne do Biskupina, na Wolin czy też imprezy okazjonalne. Tam je sprzedają, również kolekcjonerom z zagranicy, którzy niemal z całej Europy zjeżdżają na te imprezy, znane z oryginalności. Sami również od czasu do czasu wyjeżdżają, Krzysztof był w tym roku w Moskwie na festiwalu średniowiecznym. Wspólny wyjazd był dwa lata temu. – Było to w rocznicę klęski Warusa w Kalkriese w Niemczech. Była to rocznicowa impreza upamiętniająca triumf plemion germańskich nad rzymskimi wojskami – tłumaczy Joanna.
Jeszcze nie odmówili
Ile czasu zabiera zrobienie jednego naczynia? To zależy od tego, czy ma być to garnek prosty czy też bardziej skomplikowany, jaką ma być robioną techniką, jakie ma być zdobienie.
Podstawowym „urządzeniem” w warsztacie jest oczywiście koło. U Joanny i Krzysztofa jest ich kilka, od napędzanego nogą poprzez elektryczny do uruchamianego ręką. Jest też tradycyjny piec do wypalania na drewno.
Krzysztof przyznaje, że jest w stanie odróżnić oryginalne naczynie leżące w ziemi od kilkuset lat od tego zrobionego przez takiego kogoś jak on. – Czasami koledzy robią sobie żarty i podrzucają zrobione przez siebie garnki. Laik się nie pozna i cieszy się, że znalazł coś bardzo cennego – mówi Joanna. – Czasu tak łatwo nie da się oszukać – dodaje małżonek.
Do tej pory nie było zamówienia, którego państwo Dziewientkowscy by się nie podjęli. Oczywiście chodzi o ceramikę historyczną. – Ostatnio robiliśmy zamówienia do Pruszcza Gdańskiego, projekt został zatwierdzony, wszelkie przeszkody zostały pokonane rok wcześniej, a na zrobienie zostały dwa miesiące. Było tego bardzo dużo, ale podołaliśmy – przyznają.
Zainteresowanie warsztatami, które we wtorki Joanna prowadzi w pracowni w Jastrowiu, jest spore. Ich uczestnicy wzięli udział w programie „Młodzież w działaniu”. Poza tym podobne warsztaty garncarskie prowadzą w Szczecinku. – Może mniej ważne w tym wszystkim jest to, czy tym dzieciom coś uda się zrobić, ale jest to chyba alternatywa na spędzenie wolnego czasu. Oczywiście liczy się też świadomość, że można samemu też coś wykonać. Te dzieci wiedzą, że jest to sposób na życie, bo widzą, że my to robimy i z tego żyjemy – mówi Joanna. Małżeństwo prowadzi również szkolenia z garncarstwa dla osób dorosłych oraz w szkołach. Robią również repliki starych kafli.
W Polsce tylko cztery osoby zajmują się rekonstrukcjami historycznymi, wśród nich Joanna i Krzysztof. Mają ze sobą kontakt, a jeśli pojawia się rywalizacja pomiędzy nimi, to – jak zapewniają - „zdrowa”.
Więcej o miłośnikach tej starej, ale pięknej sztuki garncarskiej można znaleźć na stronie http://www.fuscher.com.pl/ceramika_pokazy.html
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze