Jan Wojciechowski i Edmund Bindek przyznają otwarcie, że mieszkańcy Zakrzewa niemal w ogóle nie interesują się losami swojego sołectwa. Sołtys i przewodniczący rady sołeckiej zapewniają, że starają się, jak mogą, ale i tak najczęściej zbierają głosy krytyki. Sytuacje, takie jak ta na ostatniej sesji, jeszcze bardziej odbierają im chęć do działania
Emocje po ostatniej sesji, gdzie zaliczyliście Panowie słowną potyczkę z radnym Andrzejem Rutą, opadły? Zgadzacie się z jego zarzutami, że nie wywiązaliście się należycie z zadania poinformowania mieszkańców o ostatnim zebraniu sołeckim? J.W. Absolutnie się z tym nie zgadzamy.
E.B. Bo nie możemy się z tym zgodzić. Wielokrotnie, gdy były zebrania, poprzedzało je wywieszanie ogłoszeń, przesyłanie kurendy, nawet ksiądz informował. Problem w tym, że w Zakrzewie nigdy nie było większego zainteresowania sprawami sołectwa. Rekord frekwencji na takim zebraniu padł jeszcze w latach 70-tych, kiedy, o ile dobrze pamiętam, przyszło 67 osób. Ten rekord pobity został dopiero w tym roku, kiedy na zebranie sołeckie związane z wyborami sołtysa i do rady sołeckiej przyszło 79 osób. Ile musiało minąć czasu, żeby była taka frekwencja? A i tak można się zastanowić nad tym, jak ma się ta liczba do ponad 1000 mieszkańców Zakrzewa.
J.W. Przy okazji ostatniego zebrania być może rzeczywiście należało wywiesić dodatkowo ogłoszenia w sklepach, ale jak znam życie, naprawdę niewiele by to zmieniło.
Dlaczego Zakrzewo jest takie obojętne na społeczne sprawy? E.B. Tak to już niestety jest, że jak ludzie wrócą z pracy do domów siadają w fotelach i ciężko ich wyciągnąć. A rolnicy najczęściej do późna pracują, więc też chyba nie mają już wieczorami chęci na udział w takich zebraniach. [[reklama]] Ale dwóch radnych powiadomiliście osobiście o ostatnim zebraniu, a pozostałych nie. E.B. Tak, ale to była wyłącznie kwestia przypadku. O zebraniu dowiedział się radny Bernard Budnik, ale tylko dlatego, że jego żona jest członkiem rady sołeckiej i stąd była możliwość osobistego powiadomienia. Przypadkiem też, z zupełnie innego powodu, miałem możliwość kontaktu z radną Lucyną Komorowską, którą powiadomiłem przy okazji rozmowy telefonicznej. I tyle. Do nikogo specjalnie nie dzwoniliśmy.
J.W. Ja wyraźnie zresztą powiedziałem na sesji, że do nikogo, także do żadnego z radnych nie będę dzwonił. Po to są ogłoszenia, żeby je czytać. A ten wyskok radnego Ruty na sesji uważam, że był kompletnie bezzasadny.
E.B. Jak są wybory, to radni potrafią dotrzeć do domu każdego wyborcy. A tutaj nie mogli przeczytać ogłoszenia o zebraniu i także się na nim pojawić?
Faktem jest, że wyszło tak, iż o planie istotnej zmiany w kwestii zagospodarowania przestrzennego centrum wsi zadecydowała zaledwie kilkunastoosobowa grupa. Mieszkańcy, którzy byli na zebraniu, jednogłośnie poparli wolę przebudowy centrum Zakrzewa? E.B. Absolutnie nie. Zresztą gdy ten temat został podjęty na zebraniu, ja od razu powiedziałem obecnym, że my nie możemy w tym składzie podjąć żadnej wiążącej decyzji, a takiej oczekiwali urzędnicy w kontekście uchwały, jaka była podejmowana na sesji, a która była niezbędna do ubiegania się o środki zewnętrzne na częściowe dofinansowanie takiego zadania. Dlatego powiedziałem, że owszem, obecni mogą wyrazić swoją opinię, możemy przystawić na tym dokumencie pieczęć sołectwa, ale jednocześnie wyraźnie podkreśliłem, że sprawa ta powinna być jeszcze przedyskutowana w szerszym gronie i taki postulat jest zresztą zapisany w protokole z zebrania. Prawda jest taka, że nie byłoby takiego zamieszania, gdyby mieszkańcy bardziej interesowali się tym, co dzieje się w ich wsi i gdyby od razu, już na tym zebraniu, pojawiła się większa liczba mieszkańców.
J.W. Bo patrząc na statystyki dotyczące udziału w zebraniach można wyciągnąć taki właśnie wniosek.
E.B. Aktywnie żyję w tej społeczności od wspomnianych już lat 70-tych, kiedy zacząłem sprawować funkcję przewodniczącego rady sołeckiej. Pamiętam, jak swego czasu zorganizowano zebranie wiejskie na temat budowy drogi na ulicy Złotowskiej. Wcześniej ludzie rozmawiali o potrzebie zrobienia tej drogi, psioczyli, ale kiedy było już zebranie, nie przyszedł żaden mieszkaniec z wyjątkiem jednego, który był członkiem rady sołeckiej. Kilka tygodni później okazało się, że mieszkańcy ulicy robią zebranie w tej samej sprawie w gimnazjum. Mnie, jako przewodniczącego rady sołeckiej, w ogóle o tym nie powiadomiono. Ale poszedłem na to zebranie, okazało się, że przyszło ponad 30 ludzi. I krzyczeli, że nic się nie dzieje w sprawie drogi, że nikt się nie interesuje Nowym Zakrzewem itd. Jak to rozumieć? Co o tym myśleć?
To może Pan jest problemem? Może Pana ludzie nie chcą już, a nawet od dawna, jako aktywnego działacza? E.B. Może rzeczywiście ja jestem problemem.
J.W. Tyle że każdorazowo, gdy były wybory do rady sołeckiej, jakoś innych kandydatów na przewodniczącego nie było widać.
To co jest z tym Zakrzewem? J.W. Przykro to mówić, ale ludzie nie interesują się życiem swojego sołectwa. I to dotyczy nie tylko zebrań wiejskich, ale również spotkań, imprez rozrywkowych czy kulturalnych. Powiem szczerze, że czasami ręce opadają. Ja nie wiem już niekiedy, co i jak robić, żeby wyciągnąć ludzi z domu. I właśnie w świetle tego kompletnie nie rozumiem wypowiedzi radnego Ruty podczas ostatniej sesji.
E.B. Nie chcę być złośliwy, ale pamiętam, że sporo lat temu, gdy tylko cokolwiek się działo w naszej wsi, mieszkańcy otrzymywali indywidualne zaproszenia na imprezy organizowane w naszej miejscowości. I pamiętam, że wtedy przychodzili. Nie wiem, może dzisiaj też czekają na takie osobiste zaproszenia.
Liczyliście Panowie na to, że kiedy przed dwoma-trzema laty zaczęły obowiązywać fundusze sołeckie, zmobilizują one trochę ludzi? J.W. Ja nie liczyłem specjalnie na wzrost społecznego zainteresowania.
E.B. No i prawda jest taka, że na zebraniach, gdzie decydujemy, na co przeznaczyć pieniądze, ludzi rzeczywiście specjalnie nie ma. Co nie zmienia faktu, że pieniądze wydawane są na rzeczy potrzebne mieszkańcom Zakrzewa. [[reklama]] Wielu uważa, że np. w tym roku bardzo rozdrobniliście wydatkowanie, że nie widać w Zakrzewie głównych, najważniejszych priorytetów, na które można byłoby przeznaczać środki w ramach funduszu sołeckiego. J.W. Na zebrania przychodzi mało osób, ale jeśli ci, którzy są, tak decydują, w taki sposób chcą wydawać pieniądze, to jest to ich decyzja, którą my możemy jedynie uszanować. Ale nie sądzę, żeby był to wielki problem. W taki sposób też można załatwić wiele spraw. Czy studzienki, czy chodniki, czy też zakupić podłogę, stoły i ławki potrzebne do imprez plenerowych, bo nie mamy swoich i musieliśmy każdorazowo je pożyczać.
Słyszałem nawet, że o to użyczenie stołów na potrzeby ostatnich dożynek doszło między Panem a jednym z sołtysów do starcia. Ponoć sołtys pokazał Panu niezbyt grzeczny gest i powiedział, że o pożyczeniu stołów Zakrzewo może zapomnieć... J.W. Nie wracajmy do tej historii. Teraz będziemy mieli swój sprzęt i nie będzie problemów.
Jak długo macie jeszcze ochotę pracować we władzach sołectwa? J.W. Ja zapowiedziałem niedawno, że więcej o funkcję sołtysa nie będę się ubiegał i nie zamierzam wycofywać się z tej decyzji.
E.B. Ja również po tej kadencji kończę. Coraz bardziej dochodzę do wniosku, że nie ma co dłużej się boksować. Na wiele spraw poświęcamy naprawdę sporo czasu i co z tego?
J.W. Są ludzie, na których pomoc zawsze możemy liczyć, ale nie ma ich niestety wielu. A jest za to wielu takich, którzy niezależnie od tego, co się zrobi, ciągle narzekają, a na końcu powiedzą jeszcze, że nic nie robisz. Szkoda zdrowia i nerwów, zwłaszcza, gdy dochodzi do takich sytuacji jak na ostatniej sesji.
E.B. Niekiedy naprawdę mamy dość, dlatego doszliśmy do wniosku, że po tej kadencji rzeczywiście pora sobie odpuścić.
A widać następców?
J.W. Niespecjalnie. Może pojawi się ktoś wśród przedstawicieli średniego pokolenia, bo ludzie w wieku 20-30 lat w zasadzie w ogóle nie angażują się w życie sołectwa.
rozmawiał Piotr Steffen
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze