Reklama

Obiecanki, nie zawsze cacanki

08/07/2011 15:22
Minął ponad rok od przejęcia klubu Sparta przez nowy zarząd. Bez wątpienia było to najlepszy rok pod względem sportowym od wielu lat. Co się z tym wiąże i jaka przyszłość czeka klub? O tym z Tomaszem Komorowskim, prezesem Sparty rozmawia Mariusz Leszczyński

Sypnęło sukcesami. Piłkarze w czwartej lidze, siatkarki utrzymały się w III lidze, tenisiści stołowi awansowali do drugiej ligi. Do tego znakomite wyniki młodych siatkarek i piłkarzy. Radości na twarzy nie ma jednak wielkiej.
Radość jest, tyle że jak sobie policzę, ile w przyszłym roku będzie kosztowało funkcjonowanie klubu, to się zastanawiam, skąd na to wszystko wziąć pieniądze?!

To już jest odwieczny problem chyba wszystkich klubów w tym kraju.
Niby tak, ale człowiek chciałby ten klub rozwijać. Oczywiście możemy usiąść i cieszyć się z tego, co jest i nie mieć żadnych planów, ale ani ja, ani moi koledzy z zarządu klubu tacy nie jesteśmy.

To zapytam wprost: ile Wam potrzeba do szczęścia?
Wprost odpowiem: roczny budżet klubu musi kształtować się na poziomie 400 tysięcy złotych. Ta suma gwarantuje spokojny rozwój klubu. Ktoś powie, że to dużo. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że tylko połowę z tych pieniędzy otrzymujemy z miejskiej kasy, to wcale nie jest to wielka kwota.

A druga połowa?
W tym roku 100 tysięcy zebraliśmy od sponsorów i od członków klubu. Kolejne sto tysięcy złotych to pomoc finansowa, jaką otrzymaliśmy od Henryka Stokłosy i firmy Koziegłowy.

Za poparcie w wyborach do Senatu, dodajmy. Nie żałujecie tego ruchu? Przecież wielu lokalnych polityków nie szczędziło Wam za ten ruch głosów krytyki.

Lokalni politycy, patrząc po tym, co się dzieje w ostatnim czasie, niech lepiej na ten temat się nie wypowiadają. Stokłosa pieniądze obiecał i w ogromnej części już je przekazał poprzez firmę Koziegłowy, z którą podpisaliśmy normalną umowę reklamową. Mieliśmy dylemat, ale uważam, że to była słuszna decyzja, która pozwoliła nam zabezpieczyć finansowe funkcjonowanie klubu.



Klubu, w którym trenuje…
Grubo ponad dwustu sportowców. W dziewięćdziesięciu procentach są to dzieci i młodzież. Z roku na rok ich przybywa, wystarczy przyjść na treningi i zobaczyć, jaka frekwencja jest na treningach. Sport stał się autentycznym sposobem na wychowanie, dla wielu jest wielką szansą na dokonanie czegoś w życiu. Ani ja, ani pozostali członkowie zarządu nie mamy z tego nic, pracujemy społecznie, z czego innego żyjemy.

Rządzicie klubem od ponad roku. Przecież spodziewaliście się, że łatwo nie będzie, że nikt wam nie sypnie groszem na zawołanie.
Do bycia naiwnym nam daleko, wiedzieliśmy, do jakiej rzeki wchodzimy. Przyjęliśmy jednak strategię, że pokażemy, na co nas stać, a potem będziemy prosili. Dziś klub, mówię to z pełną odpowiedzialnością, nie ma żadnych zaległości finansowych. Wszystko jest przejrzyste, w dokumentach jest porządek, nie mamy nic do ukrycia. Nie zaciągnęliśmy żadnych zobowiązań wobec trenerów i zawodników, których nie moglibyśmy spełnić i z których się nie wywiązujemy.

A propos trenerów. Tu zawsze był problem, szczególnie jeżeli chodzi o kwestie wynagrodzenia.

Na początku ustaliliśmy z trenerami zasady współpracy. Były to twarde rozmowy, ale nikogo nie przymuszaliśmy do niczego. Zaproponowaliśmy takie warunki, na które było nas stać. Obie strony wywiązują się z ustaleń.

Zimą wybory w klubie. Będziecie startowali?
Nie ma co ukrywać, że byt klubu w największym stopniu zależy od miejskiej dotacji. Do czasu wyborów zrobimy wszystko, by przekonać władze miasta, by wsparły nas większą kwotą niż dotychczas. Nie mamy zamiaru uciekać się do szantażu, presji czy innych takich metod. Wolimy rozmawiać, zdając sobie sprawę, że miasto to nie tylko sport, że potrzeb jest wiele. Chcemy jednak przekonać samorządowców, że pieniądze przekazane na sport prędzej czy później się zwrócą, czy to w formie utalentowanego zawodnika, czy w formie przekazów medialnych związanych z sukcesami naszych drużyn. O aspekcie wychowawczym nie będę już wspominał, bo to oczywiste.

Zawiodłeś się na kimś przez tych kilkanaście miesięcy?
Zawiodłem się na niektórych ludziach, którzy wiosną ubiegłego roku obiecywali nam pomoc, a teraz ślad po nich zaginął. Szastali deklaracjami wsparcia, które okazały się pustymi słowami. Lepiej czasem nic nie mówić niż rzucać słowa na wiatr. W tym miejscu trzeba powiedzieć, że są ludzie i firmy, które pomagają nam cały czas. Oni rozumieją, że taka pomoc nie przyniesie im wymiernych korzyści, wychodzą jednak z założenia, że to buduje ich pozytywny wizerunek, że czują się odpowiedzialni za to, aby w tym mieście działo się dobrze. Dziękuję im za to.

Głośno ostatnio o tym, że chcecie ubiegać się o dotacje z Unii Europejskiej.
To zupełna nowość. To prawda, podpisaliśmy nawet umowę z firmą, która będzie pilotowała nasze projekty. Skoro innym się udaje, to dlaczego nam nie miałoby się powieść? Dla nas każda suma jest ważna, poza tym nikt nie będzie mógł powiedzieć, że liczymy tylko na to, co nam miasto przekaże.

Rok temu udzieliłeś mi wywiadu, w którym powiedziałeś, że nie chcesz być traktowany jak zięć burmistrza Złotowa. Udało Ci się to?

Na początku było ciężko, przejmowałem się takimi stwierdzeniami. Teraz też takie głosy się pojawiają, ale już przywykłem do nich i nie mam najmniejszego zamiaru wchodzić na ten poziom dyskusji z kimkolwiek. Moje prywatne życie jest dla mnie świętością i nikomu nic do niego. Praca w klubie jest zupełnie czymś innym.
[[reklama]]
Jakie są ambicje klubu, bo mówimy o sukcesach, ale tak naprawdę nie wiem, do czego dążycie?
Moim marzeniem jest zrobienie z tego klubu kuźni młodych talentów, które w odpowiednim czasie trafiłyby do porządnych, w pełni profesjonalnych klubów w Polsce. My byśmy mogli otrzymać pieniądze z transferów, dzięki czemu moglibyśmy wieść spokojny byt.

Jest to do zrobienia?
Przykładów takich niewielkich klubów jest sporo. Obecnie w naszym przypadku jest tak, że najlepszych zawodników „podbierają” nam inne szkółki i to one zarabiają na naszych największych talentach. A nam, jeśli władze miasta dotrzymają obietnicy i wyremontują stadion przy Mickiewicza, niczego nie będzie już brakowało jeśli chodzi o bazę sportową. Mamy bardzo dobrych trenerów, którzy potrafią pracować z dzieciakami. Tych ostatnich jest naprawdę coraz więcej.

Nie rozmawialiśmy jeszcze o kibicach.

To jest temat rzeka. Z jednej strony sportem interesuje się cała rzesza ludzi, z drugiej z frekwencją na trybunach bywa różnie. Są dyscypliny, które cieszą się większym zainteresowaniem, jak piłka nożna, siatkówka czy boks. Jest jednak niedoceniany tenis stołowy. Ale myślę, że i na to przyjdzie pora, że kibicowanie stanie się sposobem na spędzanie czasu. Nie bez znaczenia jest fakt, że coraz więcej ludzi dorosłych uprawia sport. Ludzie grają w piłkę, w siatkówkę, w tenisa, biegają. To zaraża innych i trzeba tę pasję wykorzystać.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama