Wyszedł na dyskotekę i nie wrócił już do domu. Następnego dnia rano ciało siedemnastolatka w lasku obok cmentarza znalazł jeden z mieszkańców Tarnówki. Rodzinny dramat trwa. Bez wsparcia i pomocy ludzi z zewnątrz może być tylko gorzej
Andrzej popełnił samobójstwo. Jego ciało znaleziono w sobotę 26 listopada w lasku niedaleko cmentarza w Tarnówce. Policja zabezpieczyła miejsce zdarzenia i, jak mówi rzecznik prasowy KPP w Złotowie Maciej Zając, wykluczyła udział osób drugich. Co się stało? Dlaczego ten młody człowiek targnął się na życie? Rodzice nie znają odpowiedzi na to pytanie. Ojciec powtarza, że miał plany na kilka dni do przodu. Chciał wyprawić swoje imieniny. Tym bardziej nie rozumie, co się stało. Spogląda na zdjęcie syna ustawione za szklaną półką, jego roześmianą i szczęśliwą buzię i wciąż powtarza: dlaczego?
Nie wrócił do domu
Dzień przed dramatem Andrzej wraz z braćmi był na dyskotece szkolnej. Poszedł tam, bo w gimnazjum uczyła się jego dziewczyna, zresztą niedawno on sam opuścił gimnazjalne mury. Bracia Andrzeja twierdzą, że wszystko było w porządku. Podczas imprezy miał nawet dzwonić do kolegów i powiedzieć im, że zabawa jest dobra. Nikt nie zauważył niczego niepokojącego w jego zachowaniu. Z dyskoteki wrócili jego dwaj bracia. Powiedzieli ojcu, że Andrzej poszedł do dziewczyny. Potem ślad się urwał. Nieobecność Andrzeja specjalnie nie zdziwiła ojca, bo zdarzało się, że chłopak czasami nocował u dziewczyny. Niepokój przyszedł dopiero wtedy, gdy nie odbierał telefonu. - Do trzeciej w nocy był jeszcze sygnał - opowiada pan Adam. - Potem chyba telefon mu się rozładował – dodaje, nie wierząc w to, co się stało. Rano do drzwi zapukała policja, mężczyzna usłyszał tylko pytanie: czy wszystkie dzieci ma pan w domu? - Myślałem, że coś przeskrobali. Potem była tylko pustka…
Bardzo był za Basią
Pogrzeb odbył się w środę. Przyszło wielu ludzi, wśród nich mnóstwo młodych, znajomych i przyjaciół chłopaka. Andrzej był lubiany przez swoich rówieśników. - Bo to był dobry chłopak - mówi jego ojciec. - Nie bał się roboty, jak była okazja to zawsze zarobił kilka groszy. Dokładał się, na ile mógł, do domowego budżetu, choć nie raz mu mówiłem, że te parę złotych ma zostawić dla siebie. On chciał się dzielić. Był uczynny, zawsze mogłem na niego liczyć. Pomagał w opiece nad Basią - dodaje. Nie tylko rodzice, ale i mieszkańcy Tarnówki zastawiają się, co mogło popchnąć młodego chłopaka, sympatycznego i pełnego energii do tak dramatycznego czynu? - Dziewczyna twierdzi, że się nie pokłócili, że nic się nie stało - opowiada jego mama (od prawie trzech lat przebywająca za granicą; wróciła do domu na pogrzeb syna, kilka dni po pogrzebie ponownie wyjechała).
Sytuacja dramatyczna, zasiłki wstrzymane
Tymczasem finansowa sytuacja w domu jest bardzo trudna. Pan Adam już przestał wiązać koniec z końcem, bo z 450 zł świadczeń emerytalno - rentowych nie da się wyżywić prawie dorosłych chłopaków i zapewnić dostatecznej opieki niepełnosprawnej córce, która choruje na dziecięce porażenie mózgowe. Przez pierwsze dwa lata pobytu żony za granicą mężczyzna mógł liczyć na jej pomoc finansową. Wszystko urwało się na początku tego roku. Sytuacja stała się dramatyczna. Bezrobotny ojciec z trójką dzieci, w tym jednym niepełnosprawnym, został właściwie bez środków do życia. W ośrodku pomocy społecznej może liczyć na jednorazową pomoc na zakup opału, leków albo jedzenia. Stałe zasiłki, pielęgnacyjny na Basię oraz zasiłek rodzinny zostały wstrzymane, co uszczupliło gminny budżet o jakieś 700 zł. Dla tej rodziny to był majątek. Zasiłki zostały wstrzymane zgodnie z ustawą o świadczeniach rodzinnych. - Pani Danuta wyjechała za granicę w listopadzie 2009 roku, na początku na trzy miesiące, ale gdy w kwietniu wróciła i przedstawiła umowę o zatrudnieniu na terenie Holandii, zgodnie z ustawą o świadczeniach rodzinnych, która mówi o tym, że gdy jeden z członków rodziny podejmuje pracę za granicą, organem właściwym do wydania decyzji w sprawie wszystkich świadczeń rodzinnych i opiekuńczych dla rodziny jest marszałek danego województwa, wstrzymaliśmy zasiłki. Organ ten sprawdza czy świadczenia należą się w Polsce, czy pani Danuta nie ubiega się o świadczenia za granicą - wyjaśnia kierownik GOPS w Tarnówce Bogumiła Wilczewska, dodając, że wszystkie dokumenty zostały wysłane do Poznania.
- Z tego co wiemy marszałek nie wydał decyzji, gdyż nadal brakuje pełnej dokumentacji, której nie dostarczyła nasza podopieczna. Trwa weryfikacja i sprawa jest na etapie pisma przesłanego przez Regionalny Ośrodek Polityki Społecznej do instytucji holenderskiej z zapytaniem czy nie są pobieranie świadczenia za granicą - tłumaczy Bogumiła Wilczewska, przyznając, że wystarczyłoby, aby kobieta wróciła do kraju, to wszystkie świadczenia zostałyby przywrócone. - Prawo jest takie, że zasiłki przysługują tylko w jednym kraju, nie można ich pobierać podwójnie. Natomiast pani Danuta podczas ostatniej wizyty w naszym ośrodku pod koniec listopada 2011r. przedstawiła kolejną umowę o pracę, która zostanie przesłana do ROPS Poznań. Aktualnie rodzina objęta jest pomocą w formie zasiłków celowych i w naturze - przyznaje.
Mama Andrzeja, która tylko na kilka dni wróciła do Polski potwierdza, że nie przysyłała pieniędzy przez ostatnie miesiące, ale tylko dlatego, że sama była w trudnej sytuacji, straciła pracę i bała się wrócić do kraju. Podczas kilkudniowego pobytu w Polsce pomogła rodzinie w opłaceniu największych zadłużeń, co potwierdza pan Adam. Zapewniła nas też, że ma już nowy kontrakt i zamierza wspierać rodzinę.
A jak będzie? Pan Adam nie bardzo już wierzy, że dobrze się to skończy. Nie ma już siły. Nie walczy. A jego żona? Dziwi się, dlaczego dopiero teraz wszyscy zaczęli się interesować ich sytuacją, pytając, gdzie byli, gdy Basia miała szansę jeszcze chodzić i dodaje rozżalona, że nikt wtedy jej nie pomógł. - Nie potrafiłam jej wtedy pomóc. Andrzejowi też już nic nie pomoże - mówi ze łzami w oczach.
Dla tych, którzy zostali
Andrzejowi życia już nic nie wróci, ale być może uda się pomóc tym, którzy zostali. 19-letniemu bratu Andrzeja, który po śmierci Andrzeja zahaczył się do pracy w miejscu nauki zawodu nieżyjącego brata. Na razie praca jest tylko do końca grudnia, ale i to cieszy. Panu Adamowi, który też chciałby pracować, ale musi zapewnić całodobową opiekę Basi, niepełnosprawnej dziewczynie chorującej na dziecięce porażenie mózgowe, zdanej na opiekę najbliższych, która wymaga stałej rehabilitacji. W końcu rodzinie żyjącej w niezwykle trudnych warunkach, niemal na skraju ubóstwa. Bez ułatwień dla niepełnosprawnej Basi i przystosowanej dla niej łazienki, codziennie noszonej na plecach ojca lub któregoś z braci na górę do pokoju, w którym śpi. Pan Adam nie ma już siły. Nowe pokłady energii odnajduje dopiero wtedy, gdy patrzy na Basię, niewiele rozumiejącą obecną sytuację.
Dzisiaj trzynastolatka uczy się w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Jastrowiu. Jedyna rehabilitacja, z jakiej korzysta, to właśnie ta w szkole. Przez trzynaście lat była zaledwie na kilku turnusach rehabilitacyjnych, ale nic ponadto. Pan Adam nie wie już, co robić. - Nauczyciele ze szkoły Basi podpowiadają, żeby starać się o miejsce dla córki w specjalnym ośrodku, w którym będzie miała pełną opiekę lekarską i rehabilitację, która jest jej niezbędna. No tak, ale kto za to zapłaci? - zastanawia się ojciec, dodając, że nie chce Basi oddawać. - Z drugiej strony mógłbym podjąć pracę, zarabiać na rodzinę, bo teraz Basia wymaga mojej ciągłej opieki - dodaje po chwili.
Bez pomocy z zewnątrz rodzina nie da sobie rady z własnymi problemami i finansową sytuacją. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że dramatyczny krok Andrzeja, podjęty pod wpływem chwili lub narastających problemów, okaże się najgorszym, z którym przyszło zmierzyć się tej rodzinie. 17-latkowi nic nie wróci już życia, ale została jego rodzina, o której, mamy nadzieję, wszyscy z racji wykonywanego zawodu, powołania albo dobrego serca nie zapomną. To jest ostatnie wołanie o Pomoc.
Jeśli chcecie Państwo pomóc rodzinie, a szczególnie niepełnosprawnej Barbarze, chorującej na dziecięce porażenie mózgowe prosimy o dobrowolne wpłaty na konto Fundacji Złotowianka. SBL Zakrzewo 25 8944 0003 0002 7430 2000 0010.
Trzynastolatka stała się właśnie podopieczną fundacji.
A. Głyżewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze