Reklama

Policja mnie bije

17/02/2012 12:40
Trzech złotowian oskarża policjantów z miejscowej komendy o pobicie. - Jak dostałem dwa razy z kolana tutaj w klatę, już miałem od razu dosyć, myślałem, że się zrzygam - mówi jeden. - Kazali mi się czołgać do kąta. Czołgałem się jak pies - opowiada drugi. Policja odpowiada, że "użyła środka bezpośredniego przymusu", by zapanować nad agresywnymi mężczyznami

Kolegów mi bili
Środa, około godz. 21.00 - Usłyszeliśmy, jak Romana rzucają po ścianach. Słychać było tępy, głuchy odgłos – Krzysztof S. relacjonuje zdarzenia, które miały mieć miejsce w złotowskiej komendzie. - Krzychu się zdenerwował i ruszył do nich. Wciągnęli go jak szmatę za drzwi, ja nie zdążyłem doskoczyć. Chwilę po tym słyszałem ała, ała, ała...
[[reklama]]
Ja narkotykami nie dilowałem…
Środa, 8 lutego. Ulicą Bohaterów Westerplatte idzie kilku mężczyzn. Młodzi złotowianie krzyczą, śpiewają. Dopiero co grali na automatach. Zmierzają w kierunku sklepu Żabka. - Wyszedłem z więzienia po 2,5 miesiąca, też sobie wypiliśmy z tego po prostu tytułu, że wyszedłem. Tam sobie śpiewaliśmy na mieście. Wiadomo, jakieś tam okrzyki radości – mówi Roman K. Oskarżony był o handel narkotykami. - Poznań cofnął, zawiesił karę z tego względu, że niewinnie był skazany – broni kolegę Kazimierz R. - Będzie się starał o odszkodowanie – dodaje z przekonaniem. Około 20 – tej szliśmy ulicą Westerplatte i po cywilnemu policjant zaczął kolegę Romana legitymować. Znam tego delikwenta i odciągnąłem Romana żeby nie było problemów. Wiadomo, troszeczkę pod wpływem byliśmy – wspomina Krzysztof S. - Ja byłem trzeźwy – zaznacza siedzący za stołem ogolony na łyso mężczyzna. W tym samym czasie ze wspomnianego klubu z automatami w kierunku kolegów szedł Rafał H.

Policja nas zaatakowała
Nagle zjechały się trzy radiowozy, dwa tajne – opowiada zdenerwowany Krzysztof S. - Rafał do nas dochodził. Zawinęli chłopaka, bogu ducha winnego, nie wiedział o co chodzi. - Od razu mnie złapali, wygięli mi ręce, wsadzili mnie do samochodu, po czym policjant powiedział, że zaraz tam do mnie wejdzie. Bo wiadomo, ja powiedziałem parę słów, że daj mi spokój, co ja ci zrobiłem – zeznaje Rafał H. - Świadkiem jestem, jak rzucili go jak szmatę do busa – wtrąca łysy mężczyzna. - Z kolegą wzięliśmy taksówkę, pojechaliśmy na komisariat. Zatrzymani zostali Roman K. i Rafał H. Zdarzenia tego nie zarejestrowała jednak kamera miejskiego monitoringu skierowana na ulicę Bohaterów Westerplatte.

Rzucali nim po ścianach
Na posterunku zdarzenia miały nabrać jeszcze większego tempa. - Jak mnie wyciągnęli, jak dostałem dwa razy z kolana tutaj w klatę, już miałem od razu dosyć, myślałem, że się zrzygam. Wciągnęli mnie do środka, bili mnie jak psa. Raz, drugi raz. Ledwo mi się w głowie jasno robiło, bo wiadomo, jak się dostanie w pysk, ciemno się robi. Dwóch młodych policjantów mnie biło. Nic mi nie powiedzieli, tylko mnie bili i powiedzieli, że mam zamknąć ryj. Jak już nic nie mówiłem, to już mnie nie bili – jednym tchem wyrzuca z siebie Rafał H.

Na pomoc koledze chcieli ruszyć pozostali uczestnicy zajścia – Krzysztof R. i Krzysztof S. Ten pierwszy miał zostać wciągnięty do jednej z cel. - Było ich trzech, czwarty taki w czerwonej kurtce. Dwóch mnie uderzało rękoma. Zamknięta pięść i „mamy cię R.”. Na mnie Kazik wołali. Myśleli, że mają mojego brata. Za co panowie? Przepraszałem – 33 – latek utrzymuje, że był cały we krwi. Fakt pobicia kolegi potwierdza Roman K., który także miał być bity. - Na komendzie dostałem parę razy w twarz, po czym się zasłoniłem rękoma. Resztę mnie bili po nerkach, po żebrach itd. W końcu zamknęli mnie w jakiejś celi metr na metr gdzie widziałem, jak Krzysztof się czołgał do tyłu, jak kazali mu iść do kąta. On się wycofywał, jeszcze na to wyłapywał płaskie po twarzy – twierdzi mężczyzna. Ten, który właśnie wyszedł z więzienia. - Płaskie mówię w cudzysłowie, bo oczywiście po płaskich nie miałby kolega takich rzeczy, był bity z pięści normalnie. Do tego jeszcze tam dostawał kopniaki – Roman K. wskazuje na kilkucentymetrowy krwiak pod prawym okiem kolegi. Sam opuchniętą twarz ma okraszoną szramą pod lewym okiem. - Policja mnie pobiła. Pobili mnie mocno, za niewinność – skarży się Krzysztof R. - Kazali mi się czołgać do kąta. Czołgałem się jak pies – opowiada zdenerwowany. – Mama – zwraca się do siedzącej naprzeciwko kobiety - ja mam 33 lata, a płakałem wczoraj jak dziecko. Przepraszałem i za co? Żebym coś zawinił. Za co? Za co?

Po „wizycie” na komendzie mężczyzn zwolniono. Romana K. policjanci odwieźli do domu. – Żeby ktoś podpisał, że go odbiera – wtrąca się do rozmowy brat Krzysztofa R. - Ja pamiętam za komuny, w latach 80 – tych głupim komarkiem jechałem i mnie sk... złapali koło „Parkowej”. To gówniarza, miałem 16 – 17 lat, to ściągnęli mi buty i pałkami po piętach napierdzielali. I te same czasy wracają – podsumowuje całe zdarzenie Krzysztof S. Na tym jednak przygody mężczyzn się nie skończyły.

Sam się zbadaj
Chwilę później trzej mężczyźni byli już na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym Szpitala Powiatowego w Złotowie. - Chcieliśmy zaświadczenie, pytaliśmy się kto ma dyżur – Krzysztof S. ma na myśli opis odniesionych obrażeń - Powiedzieli, że nas to nie powinno obchodzić, kto jest głównym lekarzem. Ich tam chyba z 5 czy 6 stało, to ja mówię, że jestem doktor S. i proszę opuścić szpital, bo ja nie wiem kim wy jesteście. No to tam poszły słowa mocne: spier... itd. – utrzymuje mężczyzna. Ich wizytę w szpitalu potwierdza ordynator oddziału Danuta Romejko. – Pielęgniarz kazał im poczekać 5-10 minut, bo lekarz był zajęty. Oni zaczęli się denerwować. Jak lekarz wyszedł, to ich już nie było – ordynator relacjonuje środowe wydarzenia. – Wszyscy byli pijani, byli bardzo agresywni, wyzwali wszystkich. Jak byli bardzo agresywni, to doktor wezwał policję, ale policja nie zdążyła, bo oni już wyszli z oddziału – dodaje D. Romejko. - Dlatego nas nie chcieli przyjąć, bo powiedzieliśmy, że policja nas pobiła – uważa Rafał H. Chwilę później jednak mężczyźni ponownie spotkali się z personelem szpitala. - Krzysztofowi też zaczęło się niedobrze robić – mówi Krzysztof S. Mężczyzna z podbitym okiem miał się przewrócić. – Po wyjściu ze szpitala jeden z nich położył się na rondzie, a koledzy zadzwonili po karetkę, że zasłabł – twierdzi z kolei Danuta Romejko. – W czasie, gdy doktor badał mężczyznę, drugi powiedział, że chciałby opis. A coś panu dolega? - zapytał doktor. Nie. Ale też został pobity – ordynator dokładnie opisuje całe zajście. Krzysztofowi R. została udzielona doraźna pomoc, czego dowodem jest opiewający na 70 zł rachunek. Do dziś mężczyźni twierdzą, że obdukcji lub po prostu opisu obrażeń nie chciał i nie chce im wykonać żaden ze złotowskich lekarzy, do których się zwrócili.

Przymus bezpośredni
Do zdarzenia tego doszło w środę 8 lutego. Dwa dni później mężczyźnie mieli się stawić w komendzie. Wszyscy utrzymują, że nie wiedzą za co zostali zatrzymani. - Żadnego zarzutu nie ma kolega postawionego – zabiera głos Krzysztof S. - Czy napaść na funkcjonariusza, czy hałasowanie, czy cokolwiek. Nawet powinno być zaznaczone, czy w charakterze podejrzanego.

Złotowianie wyjmują rzeczone wezwania. Jedno jest na 10 lutego, drugie na 10 sierpnia. Jedno wzywa pod adres Aleja Piasta 49, drugie na Aleję Piasta 59. Mimo głośno wyrażanych obaw w piątek mężczyźni stawili się w komendzie. – Dostaliśmy po 40 godzin do odrobku – mówi jeden z nich. Policja tymczasem wyjaśnia za co złotowianie zostali zatrzymani. – Policjanci dostali informację, że grupa mężczyzn kopie auta na parkingu – mówi rzecznik KPP w Złotowie,
podkom. Maciej Zając. - Na miejsce pojechał patrol, który chciał podjąć interwencję. Mężczyźni byli wobec policjantów bardzo agresywni, więc ci poprosili o wsparcie – relacjonuje rzecznik policji. Funkcjonariusze siłą zatrzymali złotowian. W komendzie przeprowadzono badanie stanu trzeźwości. – Byli nietrzeźwi, badanie wykazało blisko 2 promile alkoholu – twierdzi M. Zając. – Wszczęte zostało postępowanie o wykroczenie – dodaje rzecznik KPP Złotów. Policjant stanowczo zaprzecza, jakoby zatrzymani mężczyźni byli przez funkcjonariuszy bici. – Jeśli tak twierdzą i chcą dochodzić swoich praw niech skierują sprawę do prokuratury – kończy policjant. Początkowo Krzystof R., Roman K. i Rafał H. mieli taki zamiar. W tej chwili jednak z kroku tego zamierzają się wycofać.

Łukasz Opłatek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama