Reklama

Przedsmak sławy

15/02/2012 15:26
Wywiady, setki zdjęć, Maciej Rock i Paulina Sykut na korytarzu, a nawet osobisty opiekun - wielki świat przyjął członków złotowskiej kapeli Voice of void z honorami godnymi gwiazd z pierwszych stron gazet

Do Warszawy zespół trafił z bydgoskiego pre-castingu, jednak nie było to jego pierwsze podejście do programu Must be the music. Wcześniej Voice of void próbowali swoich sił w Poznaniu – niestety bezskutecznie.

Wielka niespodzianka

Telefon, który członkowie kapeli otrzymali tuż przed świętami Bożego Narodzenia totalnie ich zaskoczył, ponieważ – jak sami twierdzą – w stolicy Wielkopolski byli ze swojego wyjścia na scenę bardziej zadowoleni, a mimo to zaproszenia na główny casting się nie doczekali. - Niby się tam spodobaliśmy, zagraliśmy cały kawałek, pytali nas, czy mamy coś jeszcze, ale nic z tego nie wyszło – opowiadają. - W Bydgoszczy na swoją kolej czekaliśmy na mrozie 11 godzin, więc nawet nie mieliśmy ochoty grać. W środku nie było czasu, żeby się przygotować, rozgrzać – wspominają, dodając, że dłonie mieli kompletnie zziębnięte, poza tym perkusista nawet nie mógł się porządnie ustawić. Na pre-casting przyszły prawdziwe tłumy, liczyła się każda sekunda, więc wszystkich poganiano. - Zagraliśmy połowę utworu, trochę ponad minutę. Pani powiedziała: „dziękujemy chłopaki” i to było na tyle. Później nawet sobie wyrzucaliśmy: po co tutaj przyjechaliśmy. Byliśmy zrezygnowani, dlatego telefon to było mega zaskoczenie.

Do wielkiego świata – z przeszkodami

W podróż do Warszawy chłopaki wybrali się pociągiem. Nie dane im było jednak spokojnie na nagranie dojechać, praktycznie od początku prześladował ich dziwny pech. Pierwsza niespodzianka przytrafiła się już na trasie do Poznania – zwalone drzewo przerwało trakcję elektryczną, więc pociąg na trzy godziny stanął w szczerym polu. W tym czasie uciekły im cztery pociągi do stolicy – w Poznaniu mieli bowiem zaplanowaną przesiadkę. Na szczęście okazało się, że jest sporo innych połączeń. Nie był to jednak koniec przygód – w drodze do Warszawy skład również miał przerwę w podróży. Jakby tego było mało, już na miejscu zatrzasnęły się drzwi w przedziale. - To było niesamowite, co chwilę coś się działo. Mieliśmy takie cyrki jakby ktoś rzucił urok – opowiadają Sebastian i Bartek.

Filatelistów z nich nie będzie

Do udziału w castingu członkowie kapeli nie przygotowywali się w żaden szczególny sposób. - W pełnym składzie mieliśmy tylko jedną próbę – relacjonują, nadmieniając, że co najwyżej bardziej niż zwykle się do niej przyłożyli. Dlaczego spotkań nie było więcej? Kamil studiuje w Toruniu, więc trudności wiązały się z logistyką, a nie brakiem chęci.

W Warszawie kapela zagrała skróconą o ponad połowę 2,5-minutową wersję utworu pt. „Bierz swoją broń”. - Żałujemy, że nie mogliśmy zagrać całego kawałka, bo to jest o wiele ciekawsza kompozycja – twierdzą – ale takie prawa telewizji, trzeba brać pod uwagę czas antenowy.

Czy kapela Voice of void spodobała się jurorom? Na razie tego się nie dowiemy – dopóki w telewizji nie zostaną wyemitowane odcinki z castingów chłopaki nie mogą puścić pary z ust – zobowiązali się do tego na piśmie. Jedyne co nam zdradzili to,  że miażdżącej krytyki nie usłyszeli. - Nikt nam nie powiedział: „chłopaki, zajmijcie się zbieraniem znaczków”. W zasadzie usłyszeliśmy to, co sami o sobie myślimy – relacjonują. - Najbardziej zależało nam na opiniach Elżbiety Zapendowskiej i Adama Sztaby – twierdzą zgodnie członkowie złotowskiej kapeli. Nic dziwnego, w końcu to specjaliści w dziedzinie muzyki. - Chcieliśmy, żeby ktoś nas obiektywnie ocenił – uzupełnia Marek.

Czy na castingu dali z siebie wszystko? - Zagraliśmy na tyle, na ile potrafimy. Tak jak na co dzień – ani lepiej, ani gorzej. Wszyscy podeszliśmy do występu pozytywnie, nie było stresu – odpowiadają. - Nie chciałem się spotkać z jurorami przed występem, chciałem zachować energię, parę. Udało się – dopowiada Sebastian.

Gwiazdorskie przyjęcie

Pobytem w Warszawie nasi rozmówcy byli bardzo miło zaskoczeni. - Nie spodziewaliśmy się tyle ciepła ze strony organizatorów – mówią. – Mieliśmy zapewniony hotel i opiekę. Przez jeden dzień można się było poczuć jak gwiazda – śmieje się Kamil. Bartek wspomina natomiast sytuację sprzed występu. Kiedy Sebastian poprosił o wodę, od czasu kiedy mężczyzna przez mikroport wydał polecenie do czasu kiedy ją przyniesiono minęło dosłownie parę chwil.

I co jeszcze?

Czego Voice of void możemy życzyć? - Przede wszystkim wybicia się, żeby ktoś nas w końcu zauważył. Chcielibyśmy zarażać całą Polskę, wszystkich ludzi nawiedzać dźwiękami – podsumowuje Sebastian. - I oczywiście więcej koncertów, szczególnie tych poza miastem – dopowiadają jego koledzy. Szczerze im tego życzymy.

Patrycja Koplin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama