Reklama

Przepytany ze wszystkiego

17/05/2013 00:00
- Z wiekiem spada zapotrzebowanie na zysk, a rośnie na "święty spokój". Z Arturem Partyką rozmawia Karol Zabel

Kim dzisiaj jest Artur Partyka?
Ambasadorem lekkoatletyki - sportu, który mnie wiele nauczył i jest dla mnie czymś ważnym i istotnym. Myślę, że ciężko byłoby mi teraz szukać innych zajęć poza sportem, dlatego nie odszedłem. Funkcjonuję również medialnie, jestem związany jako komentator z Telewizją Polsat. Funkcjonuję też wokół takich motywacyjnych rzeczy jak np. szkolenia dla ludzi biznesu. Sprzedaję swoje doświadczenie ze świata sportu na inne elementy życia, nie tylko ze względu na sferę organizacyjną, ale, co ważne, mentalną. Wiele moich wykładów poświęcam szukaniu punktów spójnych między karierą a biznesem.

Chciałbym, żeby motywem przewodnim w naszej rozmowie były kobiety. Są one nam potrzebne w życiu?
Oczywiście, że są potrzebne. Ostatnio udzieliłem obszernego wywiadu mojej koleżance Ilonie Adamskiej. Ona zebrała takich „35 ananasów”, tzn. różnych ludzi, z różnych dziedzin życia. I my tam wypowiadamy się o kobietach. Proszę przeczytać. Kobiety towarzyszą mi w mojej drodze życia cały czas i pełnią rolę motywującą i korygującą. Bez zaangażowania tej drugiej części wiele nie udałoby się osiągnąć, proszę o tym pamiętać.

Jakie więc kobiety lubi sportowiec Artur Partyka?

Ciekawe, interesujące, inteligentne, musi być urok osobisty, coś co przyciąga - taki magnes.

Powiedzmy sobie jasno, jako jeden z najbardziej znanych i lubianych sportowców w kraju był Pan otoczony gronem zagorzałych fanek i wielbicielek. Jak radził Pan sobie z popularnością, zwłaszcza wśród płci pięknej?
Bardzo dobrze sobie radziłem. A pewnie druga strona była zbudowana moją postawą.


Która kobieta z show biznesu zrobiła na Panu największe wrażenie, jeśli chodzi o osobowość, wiedzę, talent no i urodę?
Podziwiam Martynę Wojciechowską. Weszła na Mont Everest, w ogóle to ciekawa kobieta o szerokim spektrum zainteresowań. Jeśli chodzi o urodę to Monica Bellucci. Znalazłoby się oprócz tych dwóch pań jeszcze kilka jeszcze. Dużo tych kobiet z show biznesu tak naprawdę przedstawianych w mediach jako de facto wielkie osobowości w rzeczywistości wcale takie nie są i wiem, co mówię…

Pan brał udział w olimpiadzie w Seulu, Barcelonie i w Atlancie. Spotkałem się z opiniami, że Artur Partyka miał wszystko, żeby zdobyć złoty medal na olimpiadzie w Atlancie prócz mocnej psychiki. To prawda?
Oczywiście, że tak. Czegoś zabrakło, prawdopodobnie psychika zawiodła. Wszystko rozgrywa się w głowie i ten czynnik zdecydował o takim miejscu a nie innym.

A gdybym był złotą rybką i miał możliwość spełnić Pana trzy życzenia, o co by mnie Pan poprosił? Nie czasami o złoty medal olimpijski?
Chciałbym wejść na K2 i zejść stamtąd. Jak byłem młodszy miałem jakoś więcej wymagań od złotej rybki. Teraz jakoś tych życzeń mam w głowie zdecydowanie mniej. Jak to Duńczyk w filmie Vabank mówił: „Z wiekiem spada zapotrzebowanie na zysk, a rośnie zapotrzebowanie na święty spokój” – piękne hasło. Marzenia związane z życiem rodziny, pomyślność córki i jej udane życie to tak na marginesie najważniejsze życzenia.
[[reklama]]
Spotykamy się na Biegu Zawilca. Jakie wrażenia? Co Panu się podoba, a co trzeba dopracować. Proszę mówić prawdę i tylko prawdę. Jak ten bieg wygląda w porównaniu do innych imprez, w których Pan bierze udział?
To jest spojrzenie na tę sprawę z perspektywy kilku lat. Tu nie ma mowy o żadnej kurtuazji. Organizacyjnie da się poprawić chyba niewiele. Pompowanie jakiejś nieprawdopodobnej frekwencji chyba nie ma sensu. Skupiając się na rozwoju tego co jest i ewentualnie poszerzyć konkurencje. Bieg na 20 tys. osób w Złotowie nie miałby sensu. Trzeba przypilnować, żeby młodzież chciała startować. Liczy się udział, trzeba biec, przebiec i nie poprzestawać na jednym Zawilcu.

Lekkoatletyka w dużych miastach funkcjonuje zupełnie inaczej. Jak sprawić, żeby w takim Złotowie był prawidłowy rozwój lekkiej atletyki, żeby młodym ludziom chciało się trenować? Jakie recepty może dać Pan dzisiaj młodym lekkoatletom, trenerom, działaczom w Złotowie, kiedy tak naprawdę wszystko oparte jest jedynie na grupce zapaleńców i samorządowych pieniądzach?
Przyznam, że mocno angażuję się w sport młodzieżowy. Dzisiejszy Bieg Zawilca jest moją czwartą imprezą w tygodniu. Miałem spotkania w szkołach, był skok wzwyż na Orlikach. Właśnie takie niewielkie miejscowości są o wiele lepiej przygotowane organizacyjnie, koncepcyjnie do idei sportu masowego niż ma to miejsce często w większych aglomeracjach. W większych miastach wiele imprez ginie. Ten dzisiejszy bieg jest wydarzeniem nr 1 w Złotowie. Zwłaszcza wśród dzieciaków. Tutaj było ponad 1000 dzieci! Nieprawdopodobna rzecz. Siłą są zatem małe ośrodki. Złotów nie powinien mieć żadnych kompleksów. Z takimi ludźmi, z lokalną społecznością właśnie robi się wielkie rzeczy, których jestem naocznym świadkiem. Jeśli chodzi o recepty w funkcjonowaniu klubów sportowych to temat na osobny wywiad, może za rok porozmawiamy.

Najcenniejsza rzecz, jaką dał Panu sport?
Niezależność, spełnienie i satysfakcja.

Z osobistości sportu największym rywalem w czasie Pana kariery był chyba J. Sotomayor, do dziś rekordzista świata. Jest szansa, że ktoś zbliży się do jego rekordu?

Udało mi się go pokonać 8 razy, on mnie ze 30 razy przeskoczył. Szansa jest zawsze i znajdzie się taki, który i jego rekord pobije.

Jak drogi jest A. Partyka? Jaka to w ogóle marka w Polsce?

Oj drogi (śmiech). Podziwiam organizatorów, że sprostali takim wymaganiom. Tak serio, to nie są wielkie pieniądze. Czasami to jest tak, że ceny są duże, np. jakieś eventy firmowe i wtedy ta kwota oscyluje w granicach 10 tys. Są takie biegi jak ten w Złotowie i to jest kasa rzędu 1000 zł. My tutaj nie żądamy wielkich kwot. Było hasło: przyjedź i tak zrobiliśmy z Sebastianem Chmarą. Tutaj też promujemy swoje osoby, spłacamy dług, który zaciągnęliśmy kiedyś i tak do tego podchodzimy. Nie dajmy się po prostu zwariować.

Dla kogo zdobywał Pan medale, trenował dzień w dzień, poprawiał rekordy - nie przypadkiem dla kobiet?

Dla siebie i kibiców… no i może dla mamy.

A. Partyka to trzykrotny olimpijczyk (Seul 1988, Barcelona 1992, Atlanta 1996), zdobył dwa medale olimpijskie (brąz w 1992, srebro w 1996), a także trzy medale mistrzostw świata na otwartym stadionie. Należał do najlepszych lekkoatletów lat 90. XX wieku - w latach 1992-1998 stawał na podium wszystkich międzynarodowych zawodów rangi mistrzowskiej, w których brał udział. W mityngach zdarzały mu się słabsze wyniki. Był znany z perfekcyjnej techniki, sprawiającej wrażenie, że przeskakuje poprzeczkę bez żadnego wysiłku.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama