Gdy wiele gmin w Polsce rezygnuje ze straży miejskiej, Krajenka zadowolona jest z obecnego, choć skromnego modelu swojej straży. Co więcej, burmistrz Kitela uważa, że pewnie znalazłaby się praca i dla drugiego strażnika
Straż miejska w Krajence, choć jednoosobowa, wpisała się w krajobraz gminy. Każdego dnia na ulicach Krajenki jeszcze przed siódmą można zobaczyć strażnika doglądającego porządku wokół posesji, sprawdzającego, czy pies nie ma za małego kojca albo kontrolującego rachunki za wywóz śmieci i nieczystości płynne.
Jerzy Baran pracuje jako strażnik w Krajence od 1997 roku i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie miało się to zmienić, nawet w obliczu szukania oszczędności przez wiele gmin w Polsce, które coraz częściej zastanawiają się nad ekonomicznym rachunkiem istnienia straży miejskich. - Obejmując funkcję burmistrza byłem przekonany, że straż miejska jest potrzebna w naszej gminie, nie planowałem też żadnych ruchów osobowych. Uważam, że pan Jurek nadaje się na naszego strażnika, sama postura wzbudza respekt - przyznaje burmistrz Krajenki Stefan Kitela, dodając, że przynajmniej w najbliższym czasie niewiele się zmieni jeśli chodzi o model straży, bo taka służba, zdaniem gospodarza gminy, jest potrzebna. - Strażnik ma szereg czynności do wykonania, jedną z najbardziej widocznych jest zajmowanie się sprawami porządkowymi, nie tylko w mieście, ale też na wsiach.
Chodzi też o dozór pracy sprzętu równającego drogi. Krajenka to rozległa gmina, w której jest sporo dróg gruntowych. Rolnicy dysponują coraz lepszym sprzętem, co oznacza, że drogi po okresie zbiorów są w kiepskim stanie, a nadzór nad ich remontem jest konieczny - przyznaje burmistrz, dodając, że oprócz wielu zadań, które wpisane są statutowo w zadania strażnika, gmina korzysta także z wiedzy Jerzego Barana, który jest pracownikiem już od wielu lat. Zna każdy zakątek i zakamarek gminy, i wywiązuje się z powierzonych obowiązków należycie. Ponadto skromny, bo jednoosobowy model straży nie jest wielkim obciążeniem dla gminnego budżetu. - Jest to jeden pracownik, który nie dysponuje samochodem służbowym. W wielu gminach bywa tak, że straże miejskie oprócz zwiększonej obsady mają rozległe biura, w naszym przypadku nic takiego nie ma miejsca. Koszty związane z utrzymaniem straży kończą się na wynagrodzeniu osobowym dla strażnika, którego zadaniem jest dbałość o ład i porządek w gminie. Chcę dbać o to, żeby nasza gmina była schludna i czysta, oczywiście w miarę możliwości i środków, wbrew przekonaniu niektórych samorządowców, uważających, że nie warto tworzyć straż, która ma karać i wręczać mandaty w imieniu burmistrza - dodaje Stefan Kitela, który jest przekonany, że w gminie pewnie znalazłaby się praca i dla drugiego strażnika, ale przynajmniej w tegorocznym budżecie nie ma takich planów.
Walker, czyli Strażnik Teksasu
Jerzy Baran wśród lokalnej społeczności zyskał przydomek Walker, jak główny bohater kreowany w serialu Strażnik Teksasu przez Chucka Norissa. Czy mieszkańcy czują przed nim respekt? Raczej tak, choć rozmowy z ludźmi nie należą do najłatwiejszych, zwłaszcza, że stróż ładu i porządku mieszka w Krajence od urodzenia, co nie pomaga w wykonywaniu czasami przykrych obowiązków. - Oczywiście zdarzają się oporni mieszkańcy, teraz to wiem. Sądziłem, że praca w środowisku, które znam, będzie łatwiejsza - przyznaje Jerzy Baran, dodając, że z największymi problemami jeśli chodzi o porządek trzeba mierzyć się szczególnie na wsiach. - Ludzie byli przyzwyczajeni, żeby śmieci wyrzucać za płot, a ścieki wylewać na pole. Ustawa porządkowa, do tego uchwała rady gminy i miasta zobowiązują mieszkańców do przestrzegania przepisów, a ja muszę je respektować. Z racji wykonywanych obowiązków strażnik bywa w niektórych sytuacjach niemile widzianym gościem, szczególnie, gdy wizyta jest którąś z kolei i trzeba wystawić mandat, czasami sięgający nawet 500 złotych.
Średnia jednak mandatowa strażnika miejskiego nie jest wysoka, około dziesięciu w roku. - Ale są to już sytuacje naprawdę trudne. Wcześniej rozmawiam, upominam, dopiero na końcu jest mandat - przyznaje Jerzy Baran, który woli rozmowę od służbowych kwitków. Najczęstsze upomnienia strażnika dotyczą wywozu śmieci i ścieków oraz ogólnego porządku wokół posesji. Znacznie poprawiła się natomiast świadomość mieszkańców jeśli chodzi o utrzymanie zwierząt, i związane z tym obowiązkowe szczepienia. Najtrudniejsze dla doświadczonego strażnika są nadal zabezpieczenia imprez. Wtedy wszystko może się zdarzyć, zwłaszcza, że ludzie pod wpływem alkoholu różnie reagują. - Były sytuacje, gdy czułem duże zagrożenie - przyznaje postawny mężczyzna. Jedną z nich strażnik wspomina do tej pory. - Było to na Festiwalu Piosenki Czerwonokrzyskiej. Kilku chłopaków chciało włamać się do kasy jednego z handlujących. Zareagowałem, zrobiło się duże zamieszanie, kilku okrążyło mnie i wtedy było mało przyjemnie - opowiada Jerzy Baran. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, ale tamta noc na długo pozostanie w pamięci strażnika z czternastoletnim doświadczeniem w zawodzie. Po tylu latach strażnik wypracował już swój mechanizm pracy. Każdy tydzień jest przez niego skrupulatnie planowany. - Ale przede wszystkim chcę być widoczny, żeby ludzie wiedzieli, że w razie potrzeby mają do kogo się zwrócić i myślę, że wielu już przyzwyczaiło się do mojej obecności.
A. Głyżewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze