Reklama

Psy przejęły kontrolę

06/04/2012 14:38
Jest problem. I to duży. Psów jest wiele, najczęściej głodnych, wszystkie podobne, co zdaje się potwierdzać, że ich narodziny wymknęły się spod kontroli

Gdy na ostatniej sesji Rady Gminy Lipka radni podejmowali uchwałę dotyczącą programu opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania bezdomności zwierząt, powróciła też dyskusja na temat ściągalności podatków od mieszkańców za posiadane psy. O tym, że ludzka niedbałość o los zwierząt doprowadza dzisiaj do sytuacji, w których samorządy płacą za ich utrzymanie w schroniskach duże pieniądze, niestety zdążyliśmy się już przekonać. Trudnych, a nawet dramatycznych sytuacji jest coraz więcej, o jednej z nich mówiła podczas sesji radna z Łąkie, Bernadeta Lach. Radna pełniąca jednocześnie funkcję sołtysa przyznała wprost, że na teren jednej z posesji swojego sołectwa w ogóle nie wchodzi, bo obawia się dużej liczby psów, które swobodnie biegają po podwórku. Ile jest tych psów? Na sesji radna wspominała o kilkunastu.

Do Niemiec

Pojechaliśmy na miejsce. Okazało się, że mieszkającego tutaj starszego mężczyzny nie ma, od okolicznych mieszkańców dowiedzieliśmy się, że kilka dni wcześniej zabrała go córka mieszkająca w Niemczech. Zastaliśmy jedynie psy. Małe, naliczyliśmy ich około ośmiu. Swobodnie biegały po posesji, przez liczne szczeliny w płocie wychodziły też poza jej teren. Nie wydawały się groźne, choć początkowo w sforze głośno ujadały. Przejeżdżający drogą rowerzysta przyznał, że nie wie, ile faktycznie ich tutaj jest. Również wspominał o kilkunastu, jego zdaniem część w ciągu dnia biega po okolicznych polach. Mieszkający z nimi starszy mężczyzna to emeryt. Jak mówi sołtys, warunki, w jakich mieszka ze swoimi zwierzętami, mówiąc oględnie, dalekie są od normalności. Bernadeta Lach potwierdziła, że córka mężczyzny odwiedziła ją kilka dni temu i oznajmiła, że zabiera ojca za zachodnią granicę. Czy na stałe? Tego sołtys nie wie. – Ta pani poprosiła mnie o dokarmianie zwierząt. Odmówiłam – mówi sołtys. Jak ustaliliśmy, dokarmiania podjął się krewny mężczyzny mieszkający w Starej Wiśniewce.

Jakie rozwiązanie?

Bernadeta Lach przyznaje, że sytuacja ze zwierzętami w tym domu już dawno wymknęła się spod kontroli, dochodziło do niekontrolowanych narodzin czworonogów. – Otrzymywałam informacje od mieszkańców, że te psy chodzą głodne. Słyszałam, że zdarzało się, iż mężczyzna leżał na okolicznych polach czy w rowach, były tam z nim jego psy, niektórzy obawiali się, że w głodzie dobiorą się do niego – mówi sołtys. Tak naprawdę nie wiadomo nawet, kto jest właścicielem zwierząt, bo mężczyzna mieszka nie w swoim domu – jeszcze gdy żyła jego żona majątek został przepisany synowi. Ten także na stałe mieszka w Niemczech, ponoć od dawna nie pokazuje się w Łąkie.

Gdy Bernadeta Lach zgłosiła problem na sesji, pracownicy Zakładu Gospodarki Komunalnej zawieźli worek karmy. Psy są wychudzone, ale obecnie na wygłodzone nie wyglądają. Zapewne tylko dzięki temu, że dokarmia je wspomniany już mężczyzna ze Starej Wiśniewki. Ten nie chciał jednak z nami rozmawiać. Wczoraj rano przyznał tylko, że tego właśnie dnia jedzie karmić psy po raz ostatni. – Zobowiązałem się do dokarmiania przez dziesięć dni, we wtorek ten termin mija – oznajmił jednoznacznie. Trudno w tej sytuacji o rozwiązanie problemu. Wydaje się, że nie zapewni go również powrót mężczyzny z Niemiec. O ile w ogóle wróci.

Piotr Steffen
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama