Reklama

Sąd efektem odwołania

11/10/2011 00:00
Pozbawiona funkcji wicedyrektor szkoły podstawowej Renata Lorek oddała sprawę na drogę sądową. Dyrektor Janusz Sendłak przyznaje się do popełnienia formalnych błędów, ale, jak zapewnia, powody decyzji były uzasadnione i dotyczyły kwestii merytorycznych

Dzisiaj w złotowskim sądzie ma odbyć się sprawa, w której Renata Lorek, była wicedyrektor Szkoły Podstawowej w Krajence będzie się ubiegać o finansową rekompensatę z tytułu, jej zdaniem, nieuzasadnionego odwołania z funkcji zastępcy dyrektora. W ostatnich miesiącach wokół tej sprawy powstało sporo zamieszania, jednak nie mogło być inaczej, skoro Renata Lorek od początku podkreślała, że nie zna tak naprawdę powodu odwołania, a pismo, które otrzymała w związku z zaistniałą sytuacją, w jej ocenie nie jest zgodne z przepisami prawa oświatowego. Stąd Renata Lorek skierowała sprawę na drogę sądową. Jak mówi, prawo nie przewiduje w tym względzie przywrócenia na stanowisko, stąd zainteresowanej pozostało jedynie ubieganie się o finansową rekompensatę – chodzi o równowartość trzymiesięcznego dodatku funkcyjnego.
[[reklama]]
Dlaczego?

Była wicedyrektor nie wie, dlaczego została odwołana, nie wie nawet, z jakim nastąpiło to dniem, bo pismo, które otrzymała w tej sprawie, jak zapewnia, nie informuje nawet o tym. Renata Lorek przyznaje jednak, że w piśmie jest informacja, że do odwołania z funkcji doszło zgodnie z projektem organizacyjnym szkoły przygotowanym na ten rok szkolny. Była wicedyrektor podkreśla, że nie rozumie takiej treści pisma, bo zgodnie z przepisami prawa oświatowego odwołanie powinno jasno stwierdzać o dniu i powodzie odwołania, powinno także zawierać uzasadnienie takiej decyzji (w odniesieniu do konkretnych przepisów prawa oświatowego), co dałoby jej jednocześnie możliwość odwołania się od takiej decyzji. Jednocześnie Renata Lorek twierdzi, że na radzie pedagogicznej inni nauczyciele pytali dyrektora szkoły Janusza Sendłaka o powód odwołania jego byłej zastępczyni.

Za poglądy?

Co miał odpowiedzieć dyrektor? Jak relacjonuje Renata Lorek, Janusz Sendłak stwierdzić miał, że do odwołania doszło z powodu odmiennych poglądów na temat władzy samorządowej. – Słowa te są zapisane w protokole rady pedagogicznej – zapewnia była wicedyrektor, przyznając też, że dyrektor miał dodać podczas rady pedagogicznej, iż burmistrz Stefan Kitela nie widzi jej na tym stanowisku.

Renata Lorek liczy na to, że sprawa sądowa zakończy się już dzisiaj, tym bardziej że, jak zapewnia, zanim jeszcze do niej doszło, zanim zapadł jakikolwiek wyrok dyrektor w jej ocenie przyznał się już do winy, bowiem... wpłacił na jej konto kwotę pieniądze tytułem dodatku funkcyjnego.

Zastrzeżenia nadzoru i utrata zaufania

Janusz Sendłak przyznał się do popełnienia formalnych błędów w piśmie wręczonym swojej byłej zastępczyni. Jak wyjaśnia, stało się tak dlatego, ponieważ uznał, że przedstawienie w kwietniu arkuszu organizacyjnego szkoły, w którym stanowisko wicedyrektor było umieszczone na wakacie, definitywnie załatwiało sprawę. Dlatego gdy zobaczył pozew sądowy, przelał na konto dyrektor wspomniane pieniądze. – W tym względzie nie było nad czym się zastanawiać – przyznaje się do pomyłki. Dodaje jednak, że w żaden sposób nie zmienia to prawdziwej przesłanki podjętej decyzji, a tą była utrata zaufania do byłej zastępczyni w kwestiach związanych z jej pomocną rolą w kierowaniu placówką. To z kolei było rzekomo podparte zastrzeżeniami nadzoru pedagogicznego.
[[reklama]]
Janusz Sendłak podkreśla, że już jakiś czas temu odwiedził burmistrza, informując go, że prawdopodobnie od 1. września funkcję zastępcy dyrektora będzie pełniła inna osoba. Jak wyjaśnia, wtedy było to jedynie prawdopodobieństwo, bowiem liczył na poprawę współpracy z Renatą Lorek, do której, w jego ocenie, nie doszło. O ostatecznej decyzji przesądzić miała sprawa z końca roku szkolnego związana z promocją jednego z uczniów – jej wynikiem była trwająca całe wakacje kontrola kuratoryjna w szkole. – Dostałem masę zaleceń do wykonania – mówi dyrektor, dodając, że liczył na wsparcie swojej zastępczyni w tej sprawie, tymczasem został z problemem sam.

Pod wpływem emocji?

Co z opiniami, które miały rzekomo paść z ust dyrektora podczas rady pedagogicznej, że do odwołania doszło z powodu odmiennych poglądów na temat władzy samorządowej i że burmistrz Kitela nie widzi Renaty Lorek na tym stanowisku? – Pewne rzeczy człowiek wypowiada pod wpływem emocji, być może coś takiego rzeczywiście powiedziałem – przyznaje krótko Janusz Sendłak.

Burmistrz Kitela przyznał, że miała miejsce taka sytuacja, gdy dyrektor przyszedł do niego i przedstawił szereg problemów, z jakimi boryka się w kontekście funkcjonowania szkoły, a do których były zastrzeżenia ze strony nadzoru pedagogicznego. – Decyzję o powołaniu lub odwołaniu podejmuje dyrektor po zasięgnięciu opinii m.in. organu prowadzącego – burmistrz wyjaśnia powód owej wizyty dyrektora Sendłaka. – Wyszedłem z założenia, że jeżeli dyrektor nie widział współpracy ze swoim podwładnym, a w jego gestii leżało podjęcie decyzji, nie stawiałem żadnych sprzeciwów – podkreśla Stefan Kitela, dodając, że zwrócił dyrektorowi jedynie uwagę, żeby zachował wszelkie procedury. Te, jak już wiemy, zachowane nie zostały.

Piotr Steffen
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama