Jedni widzą w nim kolejnego burmistrza, inni obarczają współwiną za obecny stan finansów gminy. Kilka dni temu złożył rezygnację z pełnionej funkcji. O powodach tej decyzji z Januszem Mliczakiem rozmawia Ryszard Mikietyński
Czy pozostaje Pan przy swojej decyzji o rezygnacji z funkcji zastępcy burmistrza?
Pozostaję. Zrobiłem to zresztą zgodnie z sugestią jednego z radnych. W swoim wniosku napisałem, że stanowisko to musi istnieć, ale od momentu odwołania do powołania nowego zastępcy może minąć sporo czasu; przepisy w tym zakresie nie mówią, kiedy musi to powołanie nastąpić, czyli jakieś oszczędności będą. Chciałem też pokazać, że nie jestem „przywiązany” do swojego stanowiska, chodzi mi tylko o to, żeby gminę wyprowadzić na prostą. [[reklama]] Nie uniósł się Pan czasem honorem?
Nie, nie będę trzymał stołka rękami i nogami jeżeli nie będę widział perspektywy współpracy z radnymi, która będzie gwarantowała uzgodnienie konstruktywnych rozwiązań. Ja nie mówię o pełnej akceptacji, bo tego się nie da zrobić, ale o zrozumieniu. To co mówimy od jakiegoś czasu o sytuacji gminy jest traktowane jako straszenie, przesada czy też kreowanie katastroficznych wizji, a przecież wszyscy mają materiały i mogą się z nimi zapoznać. Przy obecnej strukturze organizacyjnej gminy na inwestycje nigdy nie będzie pieniędzy. Gmina nie będzie także mogła prawidłowo reagować na codzienne problemy swoich mieszkańców.
Pewnie do części radnych to dociera?
I właśnie tego mi zabrakło - głosu radnych, którzy to rozumieją. Nie wiem, czy oni to akceptują, czy akceptują z pewnymi zastrzeżeniami. Na razie tylko na światło dzienne wybijają się głosy przeciwne, czemu ja się tak naprawdę nie dziwię. Tylko żeby było w tym więcej merytoryki, bo jak słyszę pytanie: co można jeszcze zrobić, aby szkoła w Pniewie przetrwała, to ja pytam, czy nas na to stać i jakim kosztem. Bo jeżeli to ma być kosztem wszystkich pozostałych działalności, czyli pomocy społecznej, infrastruktury komunalnej i drogowej, remontów, to ja się w życiu na to nie zgadzam. Gmina w tym roku przestała pełnić funkcje ustawowe, nic po prostu nie robiliśmy, bo nie było pieniędzy. Ale w dłuższej perspektywie tak nie można funkcjonować.
Nie jest tajemnicą, że pomoc społeczna kuleje, wielu ludzi odchodzi z kwitkiem, bo nie ma pieniędzy. Z drugiej strony są słuszne głosy, że część ludzi nadużywa swoich uprawnień, nie wykazuje w ogóle dochodów, a wszyscy wiedzą, że pracują za granicą i nieźle im się wiedzie. Z tym, że nie ma na razie skutecznych narzędzi, żeby to udowodnić i w tych przypadkach wstrzymać pomoc społeczną. Poza tym nowe przepisy zamiast pomagać to komplikują nam pracę, bo zamiast zaświadczeń w wielu postępowaniach potrzebne są już tylko oświadczenia trudne do weryfikacji. Nie możemy też zakładać, że wszyscy to kombinatorzy, bo zdecydowana większość potrzebujących pomocy to uczciwi i niezamożni ludzie, którzy sobie nie radzą, przede wszystkim ze względu na zły stan zdrowia oraz na skutek cały czas wysokiego poziomu bezrobocia w gminie i powiecie.
W tym roku Miejsko–Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej wydał setki decyzji odmawiających przyznania pomocy w formie zasiłków celowych. Władze gminne w tej chwili muszą podjąć decyzję o przyjęciu bolesnego programu naprawczego, który da szansę lokalnemu samorządowi na dynamiczny rozwój w najbliższych latach. Jeśli tego nie zrobią to przedłużą marazm organizacyjny i finansowy, zaprzepaszczając jednocześnie możliwość absorpcji dodatkowych środków zewnętrznych na inwestycje w nowej perspektywie finansowej Unii Europejskiej na lata 2014 – 2020.
Ale oszczędności objęły wszystkie sfery życia gminy, nie tylko pomoc społeczną.
Największe dotyczą Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury, tam zakłada się okresową likwidację dziesięciu etatów. Poza tym, cokolwiek ludzie myślą o urzędnikach, to nasi pracownicy zarabiają naprawdę bardzo niewiele; jeśli ktoś z dwudziestoletnim stażem zarabia dwa tysiące brutto, to o czym my mówimy? I my chcemy im jeszcze zabrać dziesięć procent z tego, dla kierowników 20 procent, sekretarza i skarbnika 30 procent oraz burmistrza i zastępcy 35 procent. Ponadto w bieżącym roku nie wypłacono ani jednej złotówki z zaplanowanego funduszu nagród, nie tylko w urzędzie, ale także w innych jednostkach organizacyjnych.
Kolejny temat, który budzi kontrowersje to prywatyzacja przedszkoli – przecież to była sugestia jednego z radnych, a teraz zarzuca się nam, że zrobiliśmy zamach na przedszkole. I co się okazuje? Że znowu jest bunt środowiska nauczycielskiego i do tego dochodzi bardzo niebezpieczna rzecz, czyli przekształcanie informacji, jakie padają na spotkaniach z radnymi, w takiej formie, aby powstały protesty bez szczerego wytłumaczenia istoty sprawy. Właśnie mamy protest rodziców z Borucina, tylko ja na ich miejscu to bym się ucieszył, bo to właściciel prywatnego przedszkola będzie zabiegał o dziecko, bo inaczej nie zarobi. A więc będzie musiał pokazać się z lepszą ofertą niż konkurencja. Wyobraźmy sobie też taki wariant, że w przedszkolu publicznym jakiś nauczyciel nie spełnia oczekiwań rodziców, to nic nie można z tym zrobić, nie można go po prostu zwolnić, bo każdy sąd przywróci go do pracy. Jeśli rodzice zabiorą dziecko z przedszkola, to będzie ich mniej w grupie, czyli mniej pracy za takie same pieniądze. W prywatnym natomiast nie będzie z tym problemów, bo nauczyciel musi zabiegać o to, żeby rodzice byli z jego pracy zadowoleni. Dzieci na pewno na restrukturyzacji nie ucierpią, wręcz odwrotnie. Tym bardziej, że istnieje możliwość funkcjonowania przedszkoli przez okres 11 miesięcy. Gmina przy tym założeniu nie przewiduje żadnych oszczędności, w niektórych przypadkach będą to nawet wyższe koszty w zamian za bardziej efektywną formę świadczenia usług opieki przedszkolnej. Niektóre środowiska próbują przestraszyć rodziców ewentualnymi opłatami za uczęszczanie dzieci do prywatnych przedszkoli. Powiedzmy sobie szczerze, co zresztą przewidywaliśmy w kalkulacjach, że mieszkańców naszej gminy nie stać płacić za uczęszczanie dzieci do przedszkoli (poza opłatami za posiłki). Przewidujemy, że wysokość zapewnianej przez budżet gminy dotacji będzie w pełni wystarczająca do funkcjonowania tej formy organizacyjnej bez dodatkowych opłat rodziców. Chętni do poprowadzenia z pasją takich przedszkoli na pewno się znajdą, zresztą już dopytują o możliwości realizacji takich przedsięwzięć.
Ale szkołę w Pniewie też chcecie zlikwidować.
Chcemy, bo to jest bardzo nieefektywna struktura, nie dająca możliwości rozwoju inwestycyjnego placówek oświatowych. W przyszłym roku powinno do szkoły w Pniewie uczęszczać około pięćdziesięcioro dzieci, a samo zatrudnienie nauczycieli to ponad dziesięć etatów. Jeśli te dzieci przejdą do szkoły w Okonku, żaden z nauczycieli nie będzie musiał być zatrudniony, bo nie powstanie nowy oddział. Reforma oświaty nie jest możliwa bez ograniczania liczby etatów, ponieważ koszty wynagrodzeń i pochodnych od nich stanowią ponad 90 procent całości kosztów funkcjonowania szkół. Dotychczas ten fakt często był pomijany w dyskusjach na temat struktury sieci szkół. Żadna reforma w oświacie nie jest możliwa bez ograniczania liczby etatów oraz zwiększania ilości nadgodzin dla pracujących pedagogów.
Likwidujecie praktycznie kulturę.
Nie likwidujemy lecz jesteśmy zmuszeni do czasowego jej ograniczenia. Nie jest też przecież tajemnicą, że na obecną działalność kulturalną są ciągłe narzekania. Przecież w momencie poprawy kondycji finansowej gminy, co powinno według naszych założeń nastąpić w ciągu 2 najbliższych lat, oferta kulturalna będzie rozszerzana. Na pewno będzie się to obywało na bardziej efektywnych zasadach polegających na wprowadzaniu systemu zleceń zamiast standardowej struktury etatowej. Chcemy rozszerzyć ofertę na wieś. Co by nie powiedzieć o funduszach sołeckich, uważam, że u nas się sprawdzają, robimy remonty świetlic wiejskich, powstają miejsca rekreacyjne, gdzie będzie można spędzać wolny czas. Poza tym znowu narażę się nauczycielom, ale uznałem, że nie ma już tematów tabu – w ramach godzin, tak zwanych godzin karcianych powinni mieć dyżury właśnie w świetlicach wiejskich. Łatwiej będzie jednemu nauczycielowi dojechać kilka kilometrów do świetlicy niż organizować dojazdy dzieci do macierzystej placówki na zajęcia pozalekcyjne. Takie rozwiązania powinny zapewnić równy dostęp wszystkim uczniom z terenu gminy do zajęć dodatkowych. Nie mam nic przeciwko nauczycielom, bo wiele im w swoim życiu zawdzięczam, jestem natomiast przeciwko skostniałemu systemowi funkcjonowania oświaty w naszym kraju na poziomie gmin.
Ale przecież Pana poświęcenie nie jest w stanie uratować budżetu gminy.
Oczywiście że nie, niemniej jednak nie poddaję się w ciągłym przekonywaniu i perswazji co do słuszności i konieczności szybkiego reagowania na zaistniałe okoliczności. [[reklama]] To może ma Pan już na oku jakąś inną pracę?
Nie, nie mam. Dzisiejsze obowiązki sprawiają, że nie myślę o innej pracy, poza tym nie mam nawet chwili czasu na jej szukanie. Dlaczego złożyłem wniosek o odwołanie, a nie złożyłem sam rezygnacji? Z bardzo prostego powodu – abym się mógł przygotować do szukania nowej pracy. W momencie kiedy ja wypowiem warunki, to okres wypowiedzenia jest ten sam, ale zasiłek dla bezrobotnych przysługuje mi dopiero po trzech miesiącach. Dla mnie jest to ważne, bo mam przez ten okres jakieś minimalne zabezpieczenie materialne. Tym bardziej, że zarówno w jednym jak i drugim wypadku nie przysługuje mi żadna odprawa.
Spotkał się Pan z zarzutami, że nie ma sensu narzekać, skoro przez kilka lat decydował Pan o finansach gminy, najpierw jako skarbnik, potem jako zastępca burmistrza Duszary?
Pomijam kwestię, czy miałem pole manewru, czy też nie. Moja była w tym głowa, jak sobie ułożę stosunki z przełożonym. Przecież zawsze miałem możliwość zrezygnować, ale skoro wtedy nie rezygnowałem, to znaczy, że godziłem się współpracować na takich warunkach. Nie oznacza to jednak, że nie podejmowałem wielu prób przyjęcia lub odrzucenia konkretnych inicjatyw. Jeśli zaś chodzi o współpracę z burmistrzem Duszarą, to ja nigdy złego słowa o byłym pracodawcy nie powiem, kto tym pracodawcą by nie był. Proszę ode mnie nie wymagać, żebym oczerniał swojego byłego szefa. To, że czasami się nie zgadzaliśmy, kłóciliśmy, ścieraliśmy, jest rzeczą normalną. Często miałem inne spojrzenie na niektóre sprawy, ale to nie ja startowałem w wyborach i nie ja je wygrałem. Ja nie byłem od kreowania polityki lokalnego samorządu, o czym zresztą burmistrz Duszara mówił. Powtarzał wielokrotnie, że na swojego zastępcę nie potrzebuje polityka, tylko człowieka do pracy, który by wykonywał zadania, jakie on nakreślił. Starałem się swoją pracę wykonywać jak najlepiej, trzeba być za coś odpowiedzialnym.
To dlaczego nie ostrzegał Pan przed nadciągającą katastrofą?
Z takim stwierdzeniem nigdy się nie zgodzę. Już w 2003 roku przewidywałem, że taka sytuacja może nastąpić w 2005 roku, mówiłem o tym głośno. Na szczęście, a zarazem chyba na nieszczęście, gminny budżet zasiliły znaczące środki finansowe z tytułu zaległości podatkowych za tereny po byłym poligonie wojskowym. Dlaczego mówię, że na nieszczęście? Dlatego, że w momencie pojawienia się możliwości inwestycyjnych zapomniano o strukturalnych zmianach w dziedzinie wydatków bieżących. Trzeba tutaj przyznać rację radnemu Mieczysławowi Rapcie, że zwracał wówczas na to uwagę, że mamy deficyt wydatków bieżących, mimo że dopuszczalnych w świetle prawa. Że gmina nie jest w stanie sfinansować wydatków z bieżących dochodów. Ja miałem nieco inne propozycje i inny pogląd na to, ale skoro nie zostały przez radę przyjęte, to nie powinienem o nich teraz mówić. Jeżeli nie udało się radnych czy burmistrza przekonać do pewnych koncepcji, to ich po prostu nie ma i nie ma o czym dyskutować.
A może boi się Pan sytuacji, że pewne sprawy nie pójdą po Pana myśli?
Przyznam, że mam pewne wątpliwości. Nie są to jednak obawy jako samorządowca, ale bardziej jako zwykłego mieszkańca gminy. Jeżeli stracimy kolejną szansę przygotowania się na pozyskanie pieniędzy z zewnątrz po 2014 roku, to gmina po raz kolejny straci szansę nadrobienia wielu zaległości, szczególnie w sferze komunalnej. Poza tym kryzys europejski na pewno sprawi, że pieniądze te będą mniejsze. Zmieniają się też priorytety, coraz mniej będzie pieniędzy na podstawowe usługi dla ludności: kanalizację, wodociągi, drogi. Kolejna sprawa to rekultywacja składowiska odpadów, które będzie kosztować około3 mln złotych. Dlatego powtarzam – tak, boję się braku wprowadzenia reform.
Załóżmy, że Sąd Administracyjny – bo również taką ewentualność trzeba założyć – utrzyma w mocy zarządzenie wojewody i burmistrz Andrzej Jasiłek będzie musiał odejść. Czy rozważał Pan ewentualne startowanie w wyborach?
Cały czas mam nadzieję, że wszystko skończy się korzystnie dla Andrzeja Jasiłka. Wiele obecnemu burmistrzowi zawdzięczam. Nie jest przecież praktyką zbyt częstą pozostawienie tej samej osoby na stanowisku zastępcy burmistrza przy zmianie włodarza gminy. Zostałem obdarzony zaufaniem i staram się, przy wykorzystaniu swojej pełnej wiedzy i potencjału, nie zawieść tego zaufania. Jeżeli mam oceniać naszą współprace, to jest ona merytoryczna i realizowana w dobrej atmosferze, mimo wielu przeciwności losu. Często rozumiemy się bez zbędnych słów. Mam bardzo dużą swobodę w proponowaniu pewnych rzeczy. Wiele dyskutujemy odnośnie problemów funkcjonowania samorządu. Praca z radnymi również mi się podoba z tego powodu, że bardzo często wygląda to jak swoista burza mózgów. Dyskusja jest potrzebna i ona się odbywa. Łatwiej jest wówczas zarządzać, bo wiemy, że kompromis wykluł się w trudach, ale na pewno jest to najlepsze z możliwych stanowisko.
Ale nie zarzeka się Pan, że nie wystartuje?
W świetle tego co wcześniej powiedziałem, dobrze pracuje mi się z burmistrzem Jasiłkiem i chciałbym, żeby tak pozostało. Z drugiej strony na pewno takie pytania się pojawiają, ale ostatecznej decyzji nie podjąłem.
Poza tym w wyborach ważne jest poparcie dla pewnych koncepcji, z którymi się człowiek utożsamia. Gdybym miał startować w wyborach kiedykolwiek, to przecież będę mówił ludziom, że przez kilka najbliższych lat będziemy musieli zaciskać pasa i nie będzie większych inwestycji, by umożliwić gminie rozwój w kolejnych latach. Czy taki program ma szanse na poparcie i zwycięstwo, mam tutaj pewne wątpliwości. Niemniej jednak nigdy dla żadnego interesu nie sprzeniewierzę się uczciwości, szczerości i konsekwencji w działaniu.
Podobno ma Pan chęć zostać komisarzem w gminie do czasu rozpisania nowych wyborów?
Nigdy na temat funkcji komisarza z nikim nie rozmawiałem i nigdy o to stanowisko nie zabiegałem.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze