Reklama

Stare dobre jest tylko wino

15/05/2012 14:17
Czy wewnątrz jednostki rzeczywiście nastąpił rozłam? Jak mają się relacje na linii strażacy - radawniczanie? Ile pieniędzy uda się druhom pozyskać dzięki prowadzonej na trasie Radawnica-Kamień wycince drzew? Z naczelnikiem radawnickiej OSP, Sławomirem Łobodą, rozmawia Patrycja Koplin

Strażacy z Radawnicy nie próżnują. Jak wynikało ze sprawozdania, które na ostatniej sesji rady gminy złożył komendant gminny, wyjeżdżaliście do akcji najczęściej spośród wszystkich jednostek – dokładnie 33 razy. Czego przede wszystkim dotyczyły wasze interwencje?
Wyjeżdżamy do różnych zdarzeń, m.in. do połamanych konarów, przewróconych drzew, bardzo popularnych ostatnio owadów błonkoskrzydłych, które zadomawiają się na drzewach, w budynkach mieszkalnych i gospodarskich.

Spektrum interwencji jest bardzo różne, jaki jest zatem stan przeszkolenia druhów? Gołym okiem widać postępującą profesjonalizację jednostek OSP, dzisiejszego strażaka-ochotnika i tego sprzed kilkunastu czy nawet kilku lat nie można chyba porównywać…

Jesteśmy dobrze przygotowani, mamy wyszkolenie ratownictwa medycznego, kwalifikowaną pierwszą pomoc, kurs podstawowy strażaków, kurs naczelników, kurs ratownictwa drogowego – wszystko, czego w jednostce potrzeba. Systematycznie korzystamy ze szkoleń, które organizuje Powiatowa Straż Pożarna. W kwietniu dwoje nowo nabytych członków ukończyło kurs podstawowy.

Sprzęt, którym dysponujecie, jest najlepszy w gminie. Czegoś wam jeszcze brakuje?

Tak, niestety mamy braki i to w podstawowych kwestiach. Przede wszystkim chcielibyśmy skompletować wyposażenie osobiste. Nie mamy pełnego umundurowania, hełmom skończyły się atesty, brakuje pasów bojowych. W tym roku chcemy kupić mundury bojowe, hełmy, kominiarki, rękawice i obuwie specjalne. Naszą największą bolączką jest niepełny zestaw hydrauliczny do ratownictwa drogowego. Chcielibyśmy uzupełnić go o nożyce hydrauliczne, ale ich tańsza wersja kosztuje ponad 18 tys. zł. Szok.

Jest nadzieja, że pieniądze na ten cel się znajdą?
Wyłącznie własnymi siłami na pewno zakupu nie dokonamy. Staramy się o dofinansowanie. Mamy dotację z Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego, ale to są małe pieniądze, rzędu niecałych pięciu tysięcy. Planujemy wystąpić z wnioskiem o udzielenie dotacji na zakup tego narzędzia do wojewódzkiego zarządu, złożyliśmy też zapytanie do wójta. Może znajdą się jacyś sponsorzy… Musimy także przebudować bramę wjazdową, jej położenie i szerokość są niezgodne z wymogami. Najpierw trzeba się jednak zająć podjazdem, który mocno popękał. Chcemy go poszerzyć. Pojawia się też kwestia podniesienia całej posadzki i wyłożenia jej polbrukiem.

Obserwuję, że niektóre jednostki w ogóle nie mają ogrodzenia. Może i w Radawnicy jest ono zbędne?
W tej kwestii zdania są podzielone. Niektórzy strażacy twierdzą, że bramy nie powinno być, ja z grupą innych druhów jestem zdania, że teren powinien być zamknięty. Nasza jednostka jest w całości ogrodzona, dlaczego teren z przodu miałby być otwarty? To zachęta dla potencjalnych złodziei. Jeśli nie ma bramy, to jest okazja, żeby podejść, zajrzeć, a to już niepokoi. Sprzęt mamy naprawdę drogi, wyposażenie naszej jednostki to są potężne pieniądze. Z doświadczenia wiemy, że to wszystko kusi. Mieliśmy już trzy włamania, za każdym razem coś zginęło. Paliwo, pilarki, sprzęt drobny, klucze, umundurowanie. Nie wiem, po co komu ono potrzebne.

Jednostka jest wyposażona w profesjonalne zabezpieczenia antywłamaniowe?

Nie, ale coraz częściej o tym myślimy. Póki co jednym z zabezpieczeń, które ostatnio sami wykonaliśmy niedużym nakładem, był montaż przy każdej z bram lampek LED, które zapalają się po zmroku i oświetlają wnętrze remizy. Na zewnątrz założyliśmy natomiast reflektory z czujkami ruchowymi. To już jakieś utrudnienie dla potencjalnych złodziei. Coraz bardziej skłaniamy się do zabezpieczenia jednostki alarmem. Nie chodzi tylko o kradzieże, różnie teraz się dzieje, szyby wybijają, rysują samochody, niszczą sprzęty, a to ogromne straty.

W trakcie kwietniowej sesji poruszony został wątek zakupu nowego auta dla OSP z Blękwitu. Jeden z radnych zastanawiał się, czy z racji tego, że druhowie z OSP nie wyjeżdżają do akcji tak często jak ich koledzy z PSP, nie warto byłoby zastanowić się nad zakupem samochodu używanego, oczywiście w pełni sprawnego, z jednostki PSP. Czy Pan, jako zawodowy strażak i jednocześnie naczelnik OSP, podziela to zdanie?

Moje zdanie jest takie – żeby dobrze akcję ratowniczą, gaśniczą przeprowadzić, to sprzęt musi być jak najlepszy. Stare dobre jest tylko wino, sprzęt musi być nowy. Używane samochody wymagają ciągłych przeglądów, napraw bieżących itd. Jak najbardziej jestem za nowym autem.

Ilu członków liczy OSP Radawnica?

W sumie 37, w tym pięć kobiet. 23 druhów ma za sobą szkolenia, reszta to członkowie honorowi.

W trakcie lutowego zebrania sprawozdawczego przedstawiona została informacja dotycząca stanu osobowego OSP. Okazało się, że wielu druhów, blisko 1/3 składu, zrezygnowało z członkostwa w OSP. Jakie były powody tych decyzji?

Odeszły przede wszystkim młode osoby. Wiadomo jak to dzisiaj jest – tam dom, gdzie praca. Ludzie wyjeżdżają za granicę, na studia, biorą śluby i przeprowadzają się, przenoszą się tam, gdzie kupią dom.

Pytam, ponieważ parokrotnie już obiło mi się o uszy, że wewnątrz jednostki niedobrze się dzieje.
Nic mi o tym nie wiadomo. Jesteśmy jednostką, która cały czas się rozwija, jedni druhowie odchodzą, wstępują inni, działamy prężnie.

A jeśli chodzi o relacje strażacy - radawniczanie? Nie należą one chyba do najcieplejszych…

Uważam, że stosunki nie są złe. Jeśli ktoś się obraża na straż, ma na jej temat takie a nie inne zdanie, to jego sprawa, ma do tego prawo. My jesteśmy na współpracę otwarci. Różnego rodzaju plotki oczywiście docierają do mnie, ale bezpośrednio nigdy żadnego zarzutu nie usłyszałem.

Pod czyimi skrzydłami znajduje się teraz sala?
Prawnym właścicielem jest Urząd Gminy Złotów, wójt przekazał nam ją jednak w wieczyste użytkowanie. Obecnie straż pożarna na pewien okres użyczyła obiekt sołtysowi wsi.

Czy teraz, w kontekście braku dostępu do zaplecza socjalnego, strażacy nie żałują tej decyzji?
Na dziś problem jest tego rodzaju, że nie mamy swojego zaplecza sanitarnego, nie mamy toalety, nie mamy prysznica, umywalki, z których moglibyśmy skorzystać po powrocie z akcji. W ostatnim czasie przeprowadzona została jednak wizja lokalna, wójt razem z panem Jackiem Trybuchowiczem obejrzeli teren i intensywnie na ten temat myślą, pomysł na dobudowę pomieszczenia socjalnego dla OSP już jest.

Nie macie Panowie kluczy do sali?

Nie. Sołtys proponował, że da nam jeden komplet, ale wychodzę z założenia, że nie powinno być dwóch gospodarzy jednego obiektu. Na sali odbywają się różnego rodzaju imprezy, o których nie zawsze wiemy. Czasami wracamy z akcji brudni, ubłoceni. Załóżmy, że otwieramy sobie salę, korzystamy z łazienki, kuchni, a potem okazuje się, że ktoś się przygotował do imprezy i będzie miał do nas pretensje. Tak nie może być, dlatego nie godzimy się na współużytkowanie.

Czy ten zgrzyt pogorszył relacje z mieszkańcami wsi? W kuluarach sporo się na ten temat dyskutuje.
Wiem o tym. Powiem tak – pogodziliśmy się z faktem, że na ten okres salę oddaliśmy. Sołtys zapewnił nas, że jeśli będziemy chcieli zorganizować jakiekolwiek zebranie, uroczystość, to możemy z niej korzystać. W pełni będziemy jednak zadowoleni wtedy, kiedy będziemy mieć swoje zaplecze.

Inną z dyskutowanych ostatnio spraw jest wycinka drzew na trasie Radawnica-Kamień. Czy już wiadomo, ile pieniędzy trafi do strażackiej kasy?

Nie, jeszcze nie. Dopiero kiedy drewno zostanie całkowicie wywiezione, a teren uprzątnięty, będziemy wiedzieć, ile nam zostało. Cały czas targujemy się z odbiorcą o cenę drewna. Trudno jakąkolwiek kwotę oszacować, bo nie wiemy, ile pełnowartościowego drewna uda się pozyskać. Z jednej strony pasa, w którym rosły drzewa, znajduje się jezdnia, z drugiej pola do obsiewu, więc drzewa były zwalane jedno na drugie. Jeśli któreś z nich pękło, to wiadomo, że nikt nie zapłaci za nie normalnej ceny. Klasyfikuje się je i mierzy na bieżąco – przy odbiorze każdego transportu drewna znajduje się pięciu strażaków, którzy nadzorują te czynności.

Kiedy prace zostaną zakończone?

3/4 drewna już zostało wywiezione. Wiem, że problemem są zalegające na poboczu gałęzie. One straszą, ale nie leżą na drodze i nie zagrażają bezpieczeństwu. Niestety, firma, która ma je uprzątnąć, nie będzie pracować dorywczo. Dopiero kiedy całe drewno stamtąd zniknie, przyjadą i za jednym razem wszystko posprzątają.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama