Odwołany prezes MZWiK ocenia słowa burmistrza za mocne i krzywdzące. - Na koniec nikt nawet ręki mi nie podał. To boli - przyznaje. Były prezes jest przekonany, że został poświęcony dla społecznej satysfakcji. Z Janem Szwalgunem rozmawia Piotr Steffen
Czy ostatnim wywiadem z burmistrzem Stanisławem Wełniakiem poczuł się Pan wywołany do tablicy, że postanowił zabrać głos w sprawie problemów z wodą, jakie wystąpiły w Złotowie w ostatnich miesiącach?
Zdecydowanie tak. Sformułowania, jakie zostały użyte w wypowiedziach burmistrza, szczególnie to stwierdzające o ewidentnych zaniedbaniach ze strony zarządu, bardzo mnie zabolały. W tym wywiadzie Stanisław Wełniak bardzo spłycił wiele spraw, o których się wypowiadał, a takie nazewnictwo w takiej sytuacji po prostu boli.
Burmistrz pozwolił sobie na zbyt mocną ocenę?
Mocną i krzywdzącą. Zwłaszcza, że burmistrz nie ma do końca wiedzy na tematy, w których się wypowiada. Jeśli już na cokolwiek się powołuje, to są to zapewne informacje zaczerpnięte od przewodniczącego rady nadzorczej Jerzego Janiaka.
A jaką wiedzę dotyczącą problemu ma dyrektor szpitala?
Jerzy Janiak prowadzi ujęcie wody zlokalizowane przy szpitalu, więc na pewno ma pojęcie o wielu sprawach z tym związanych. Ale czy wystarczająco duże, żeby autorytarnie wypowiadać opinie...
Dodam przy okazji, że to ja zabiegałem, żeby przed laty powstała studnia głębinowa przy szpitalu. Było to jeszcze za kadencji dyrektora Kaliniaka, kiedy bardzo trudno było załatwić możliwość robienia odwiertu. Tylko dzięki temu, że wtedy się udało, dzisiaj dyrektor Janiak może szczycić się tym, że ma w szpitalu tak dobrą wodę.
Tydzień temu burmistrz Wełniak stwierdził, że kontrola rady nadzorczej wykazała, iż zarząd dopuścił się ewidentnych zaniedbań. Jakich?
Nie wiem, co się kryje pod tymi słowami. Czy chodzi o jakieś dane, czy może było brudno na stacji uzdatniania wody? Nie potrafię zrozumieć takiej oceny. Poza tym, skoro mówi się o zarządzie, to pozostaje zapytać, dlaczego konsekwencje poniosłem tylko ja. Przecież stanowię połowę jego składu osobowego.
Rozumiem, że zgadza się Pan z opinią, że został poświęcony ku społecznemu uspokojeniu?
Zdecydowanie tak.
A co oznaczały słowa burmistrza, że w MZWiK nie zachowano procedur?
Domyślam się, że chodzi o sytuację, gdy przewodniczący rady nadzorczej przyniósł na jedno z posiedzeń wytyczne dotyczące norm: polskiej i europejskiej na badania wody w zakresie m.in. zawartości bakterii chorobotwórczych. Wtedy przewodniczący Janiak w obecności burmistrza niejako egzaminował nas ze stanu naszej wody. Wtedy też mój zastępca do spraw technicznych stwierdził, że my takiej normy nie posiadamy, co najzwyczajniej nie było prawdą. Chciał to później wyprostować, ale niestety, walnął sobie, a właściwie nam, samobója. [[reklama]] Burmistrz wspomniał także, że miarka przebrała się, gdy mówił Pan radnym na sesji, że stan wody poprawia się, podczas gdy później miało się okazać, że dwa dni wcześniej otrzymał Pan wyniki z Sanepidu stwierdzające, że sytuacja była wręcz odwrotna. Mam rozumieć, że okłamywał Pan radnych?
Oczywiście że nie. Tematem tamtej sesji nie była sprawa wody, a na posiedzenie zostałem zaproszony przez radnych z dwóch komisji, gdzie poproszono mnie o pomoc w wyborze decyzji, na co się zdecydować – na stację uzdatniania wody czy czyszczenie sieci w mieście. Miałem też zorientować się w kosztach czyszczenia sieci i z takim też zamiarem się na nią udałem, mając przygotowane materiały do odpowiedzi, których ode mnie oczekiwano. Nie spodziewałem się pytań o stan wody, mało tego, kiedy udałem się na sesję, nie znałem najnowszych wyników jej badania. Dysponowałem jedynie wcześniejszymi danymi o poprawie stanu wody. Zaraz po sesji jechałem do Wągrowca. Dopiero gdy już tam byłem, dzwonił do mnie zastępca z zapytaniem, czy zezwolę mu podpisać najświeższy komunikat Sanepidu, który stwierdzał, że stan wody pogorszył się. Odpowiedziałem, że dokument można podpisać i podać do publicznej wiadomości.
O jednym trzeba też w tym miejscu dodać. Wspomniane badania były wykonane w kilku miejscach, jednak większość w takich, gdzie woda od dłuższego czasu nie była używana. Tak było w przypadku jednego z zakładów kamieniarskich czy przedszkola, które zamknięte było na okres wakacji (tych badań dokonywano w lipcu). Tam wyniki rzeczywiście wyszły niekorzystne. Z kolei w przychodni na Norwida, gdzie woda była regularnie pobierana, czyli mówiąc wprost nie stała, wynik był pozytywny. Zmierzam do tego, że całą awanturę zrobiono bezzasadnie.
Naprawdę nie ma Pan sobie nic do zarzucenia? Może sytuacja jednak Pana przerosła?
Kiedy problemy pojawiły się po raz pierwszy może rzeczywiście zareagowaliśmy zbyt impulsywnie. Być może błędem było to, że kiedy pojawiły się mikroorganizmy, a zaraz po nich komunikat, chcieliśmy jak najszybciej zaradzić problemowi. A ponieważ nie mieliśmy wcześniej doświadczenia z taką sytuacją, zaaplikowaliśmy maksymalną dopuszczalną dawkę chloru, co rozpuściło osady zebrane w rurach. Te osady mają po kilka centymetrów i tak milimetr po milimetrze zaczęły odpuszczać, woda stała się brudna, co najbardziej odczuli mieszkańcy centrum miasta.
Przyznaję, że w początkowej fazie rzeczywiście byłem zaskoczony skalą problemu, ale ponieważ należę do Izby Gospodarczej Wodociągi Polskie, wykonałem sporo telefonów, szukając podpowiedzi, bo wiedziałem, w jakich miastach przerabiano ten temat, gdzie mierzono się już z tym problemem. W jednym z miast podobnych do Złotowa z problemem takim borykali się ponad 7 miesięcy. Tamtejszy prezes nie został jednak wyrzucony i doprowadził sprawę do końca. Ale tam rzeczywiście z nim współpracowano. A dodam, że w mieście tym mają stosunkowo nową stację uzdatniania wody, zawierającą nawet elementy automatyki. Nasza, dla porównania, jest z 1913 roku. Zresztą stacja uzdatniania to osobny temat. Jestem przekonany, że można było wcześniej ją wybudować. Argument o czekaniu na dofinansowanie z Unii Europejskiej brzmi mało wiarygodnie. Inne rzeczy można było realizować przy wsparciu unijnych pieniędzy, a tutaj trzeba było budować za środki z budżetu miasta. Teraz też przecież najpierw weźmiemy pożyczkę z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i nie jest wcale powiedziane, że później dostaniemy unijne dofinansowanie.
Wracając do meritum – zmierzam do tego, że podpowiedzi kolegów z doświadczeniem zaczęły procentować, ale niestety nie mogłem dalej ich realizować, bo po krótkim czasie zostałem odwołany.
Ile więcej czasu Pan potrzebował?
Nigdy nie byłem w stanie precyzyjnie określić, kiedy na pewno sytuacja ulegnie poprawie, bo po prostu było to niemożliwe przy tak dużej sieci jak w Złotowie, gdzie mamy ponad 50 kilometrów rur. Ale myślę, że w ciągu kolejnych dwóch miesięcy uporalibyśmy się z tym problemem.
Jak doszło do samego odwołania?
Usłyszałem, że utracono do mnie zaufanie i że odbędzie się tajne głosowanie rady nadzorczej nad moim odwołaniem. W głosowaniu najbardziej przykre było dla mnie to, że nie poparli mnie nawet członkowie rady wywodzący się z załogi zakładu. Tylekroć słyszałem, że w ogień za mną pójdą, a później czytam informację, że trzech głosowało za odwołaniem, a dwóch wstrzymało się od głosu. Domyśliłem się, że osoby wstrzymujące to pracownicy. Jakby byli przeciwni i tak byłoby to przegłosowane stosunkiem 3:2, więc było to bez znaczenia. Chodzi o sam fakt. Więc pytam ich na drugi dzień, czy informacje w mediach to pomyłka. – Myśmy tak głosowali – usłyszałem, odpowiedziałem: dziękuję wam bardzo i poszedłem. [[reklama]] Decyzja o odwołaniu była dla Pana zaskoczeniem?
W ostatnim czasie spodziewałem się jej. Nie czułem przychylności do mojej osoby. Do dzisiaj nie mogę zapomnieć sytuacji, gdy usłyszałem słowa pretensji od Jerzego Janiaka o to, że udałem się na konferencję prasową zorganizowaną w tej sprawie przez posła Chmielewskiego. Otrzymałem na nią zaproszenie od asystenta posła z informacją, że będzie tam również burmistrz. Stanisława Wełniaka nie było, a ja usłyszałem później słowa pretensji, z zapytaniem, po co tam byłem, skoro burmistrza też nie było. A skąd ja miałem o tym wiedzieć? Nie powiedziano mi, że burmistrz i przewodniczący rady nadzorczej nie życzą sobie mojej obecności na konferencji zorganizowanej przez posła. Wyobrażam sobie, co by się działo, gdyby burmistrz był, a ja bym nie przybył.
Słyszałem opinię, że przy procesach technologicznych błąd popełniła Pana córka i mógł on być przyczyną skażenia wody.
Są miejsca, gdzie robimy nowe inwestycje, w tym roku choćby na Królowej Jadwigi czy na ulicy Mokrej. Sieć jest wtedy co chwilę spinana, rozpinana, w takiej sytuacji trudno uniknąć, żeby coś nie przeniknęło do sieci. Córka faktycznie zajmowała się tymi sprawami, ale na pewno nie doszło z jej strony do żadnych zaniedbań. Powiem więcej, w tym czasie była w zaawansowanej ciąży, a mimo to była bardzo zaangażowana w pracę. Jeździła po nocach, robiliśmy badania, sam w końcu powiedziałem jej, że dość tego, bo chlor może jej zaszkodzić.
Od dawna zdawałem sobie sprawę z tego, że fakt, iż moja córka pracuje w zakładzie przeszkadza niektórym. Krążyły nawet opinie, że za jej sprawą straciłem nadzór nad tą sytuacją. W ogóle mam wrażenie, że przyczyną zamieszania wokół mojej osoby jest córka. Ale zapewniam, że nie było tak, iż wsadziłem ją na to stanowisko. Był swego czasu konkurs na kierownika, zgłosiły się cztery osoby, oprócz córki żadna nie spełniała wymagań. Ukończyła technikum ochrony środowiska, ma tytuł magistra urządzeń sanitarnych, inżyniera ochrony środowiska, ma także wykształcenie pedagogiczne, a nawet ukończone kursy BHP. Jest wykwalifikowaną osobą na stanowisko, które zajmuje.
Dlaczego doszło do skażenia?
Powodów może być kilka. Po pierwsze może ono pochodzić ze studni głębinowej ze strefy pokładów węgla brunatnego (takie przekroje mamy). Po drugie przyczyną mogą być bardzo dobrze bytujące we wżerach starych rur żeliwnych mikroorganizmy. Po trzecie, spotykamy od jakiegoś czasu wyjątkowo wyższą temperaturę wody w sieci wodociągowej, co stwarza dogodne warunki rozmnażania tych mikroorganizmów. Ten ostatni problem to kwestia, której do końca nie można zdefiniować. Problemem tym, z którym zresztą boryka się nie tylko nasze miasto, musi się zająć świat nauki.
Dlaczego tak długo Pan milczał? Dlaczego musiał się ukazać wywiad ze Stanisławem Wełniakiem, żeby zabrał Pan głos?
Nie lubię polemiki toczonej na łamach mediów. Szukałem wyciszenia, nie chciałem o tym myśleć, już po odwołaniu wziąłem urlop i wyjechałem w lasy pod Wrocławiem do naszych krewnych. Nie mogłem się odnaleźć, po nocach nie spałem, a kiedy przeczytałem przed tygodniem wywiad z burmistrzem, który mówił o jakiś ewidentnych zaniedbaniach, postanowiłem zabrać głos.
Nigdy nie byłem pijany w pracy, nikomu nie ubliżyłem, niejednemu pomogłem, narażając niekiedy nawet własne imię. Co za to mam? Tak się z ludźmi nie postępuje. Po tylu latach pracy nie traktuje się ich jak mebel, który można przestawić. Dwukrotnie za działalność w branży Prezydent RP nagradzał mnie krzyżami zasługi, raz wyróżnił mnie też minister ochrony środowiska. W Warszawie ukończyłem kurs „Uzdrawianie gospodarki przedsiębiorstwa państwowego zagrożonego upadłością”, legitymuję się też certyfikatem uczestnictwa w szkoleniu unijnym „Dotacje na lata 2007-2013 szansą na rozwój”. A tutaj na koniec nikt nawet ręki mi nie podał. To boli i to bardzo. Powiedzieliby: Szwalgun coś jest nie tak, po pensji dostaniesz albo że premii nie będzie czy nagrody rocznej. Z naganą też bym się pewnie pogodził, ale odwołanie i to w takich okolicznościach, w taki sposób? Nie mogę tego pojąć.
Co przy najbliższej okazji powie Pan burmistrzowi i przewodniczącemu rady nadzorczej?
Póki co nie chcę spotykać się z tymi panami, bo wciąż tkwią we mnie zbyt duże emocje i mógłbym powiedzieć coś niewłaściwego. Pan przewodniczący Janiak był moim kolegą, dzisiaj, przyznaję szczerze, unikam go. Nie mam ochoty na rozmowę z nim. Straciłem kolegę.
Co dalej z Pana pracą w Miejskim Zakładzie Wodociągów i Kanalizacji?
Przyjdzie nowa prezes, nie znam jej w ogóle, więc na jej temat też nie chcę się wypowiadać. Zobaczymy, jaka wytworzy się atmosfera, bo w złej nie mam zamiaru przebywać. Ludzie pracują tam dalej ci sami, robią to samo, co robili przez ostatnie miesiące, więc w tym względzie nic się nie zmieniło i zapewne nie zmieni. Dlatego nikt mnie nie przekona, że trzeba było zmiany prezesa, żeby uzdrowić sytuację. Jeśli dalej będę pracował w zakładzie, chciałbym, żeby godnie mnie traktowano, bo w ostatnim czasie niestety tak nie było.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze