Co do dziś odbija nam się czkawką? Czy wiemy, na czym stoimy? O co chodzi z komunikacją miejską? I co wspólnego z krematorium ma osiedle Zamkowa? Z radnym Rady Miejskiej Romanem Głyżewskim rozmawia Patrycja Koplin
Nie jest to Pański debiut w radzie, z tego co wiem działał Pan już w latach 90.
Tak, to moja druga kadencja. Pierwszą sprawowałem w latach 1990-1994, czyli wtedy, kiedy rada dopiero powstała. Minęło ponad 20 lat. Startowałem wtedy z komitetów obywatelskich, byłem najmłodszym radnym.
Z jakich powodów zrezygnował Pan ze startu w wyborach po upływie pierwszej kadencji?
Praca radnego nie jest prosta. Teren mamy jaki mamy – jeden z najtrudniejszych, pod opieką mam ponad 20 ulic. Kiedyś za rzeką było szczere pole, wiele rzeczy brakowało, a aspiracje ludzi, którzy się tu budowali, były spore. W tamtym czasie miasto realizowało wielkie inwestycje typu oczyszczalnia ścieków, a tu niewiele się działo. Miałem lekkiego doła, bo na osiedlu o wszystko trzeba było zadbać od podstaw, a niewiele planów udało się zrealizować. Poza tym zajmowała mnie praca zawodowa, więc zrobiłem sobie przerwę.
Rozumiem, że się Pan zniechęcił?
Może nie do końca. Po prostu okazało się, że to wszystko nie jest takie łatwe. Uznałem, że być radnym i w pewnych kwestiach ręce mieć związane to bez sensu. Czasami lepiej dać sobie spokój. Sądzę, że praca radnego jest na tyle specyficzna, że trzeba ją po prostu czuć i chcieć działać. Dlatego jestem zdania, że nie powinno się sprawować tej funkcji przez 16-20 lat. Nie jestem za biciem rekordów.
Proszę powiedzieć szczerze: są w radzie miasta tacy, którzy idą na ilość, a nie na jakość?
Teraz może nie, ale były osoby, którym wydawało się, że bez nich rada nie ma racji bytu.
A jest w obecnym składzie ktoś, o kim może Pan powiedzieć „swój chłop”?
Krzysiek Koronkiewicz jest taką postacią. To człowiek młody, który ma sporo nowych pomysłów. Innych nazwisk chyba nie ma.
Wracając do kadencyjnych rekordów, burmistrz też ma taki na koncie.
W życiu najważniejsze jest wiedzieć, kiedy odejść. Każdy z nas musi w końcu podjąć męską decyzję. Stanisław Wełniak już o niej powiedział. Burmistrz dużo wniósł do miasta i chwała mu za to, ale każdego z nas czeka emerytura.
Widzi Pan kogoś na jego miejsce?
Nie podam żadnego nazwiska, ale myślę, że walka po raz drugi czy trzeci rozegra się pomiędzy ludźmi starszymi, z doświadczeniem, a kimś młodym. Trudno będzie się przebić, jeśli ktoś chciałby to zrobić to już teraz powinien się wziąć do pracy i zacząć pokazywać w mediach. Póki co nie widzę takiej osoby.
Rozumiem, że teraz poczuł Pan, że jest troszeczkę do zrobienia i stąd decyzja o starcie w wyborach?
Po pierwsze rzeczywiście jest parę rzeczy do zrobienia, po drugie chciałem zwrócić uwagę na to, że Złotów to nie tylko centrum miasta, ale też te leżące trochę z boku osiedla. Żeby cokolwiek zdziałać, wywalczyć, trzeba się nieźle natrudzić. Nie jest to łatwe. Jestem trochę podłamany obecną sytuacją w mieście. Decyzją burmistrza i rady w latach 2011-2012 zaciągnięty zostanie kredyt w wysokości 7,2 mln zł (łącznie z poprzednimi kredytami i odsetkami w ciągu 10 lat do spłacenia pozostanie ok. 17 mln zł). I te pieniądze praktycznie pójdą tylko na dwie inwestycje, tj. na rozbudowę basenu i wykonanie nowej nawierzchni i ogrodzenia na stadionie przy ul. Mickiewicza. Myślę, że to nie były dobre decyzje, pieniądze z miejskiej kasy nie zawsze wydatkowane są w dobrym kierunku. Robi się to co widać, to czym się można pochwalić, a resztę traktuje się po macoszemu. Mam tu na myśli np. niedoinwestowane sieci wodociągowej oraz kanalizacji deszczowej. Dopiero co wróciłem ze spotkania z mechanikiem, który mieszka tu na osiedlu. Był bardzo zdenerwowany tym, że cyklicznie zalewa mu garaże. Tylko 1/3 osiedla Za rzeką ma kanalizację deszczową. Wracając do wodociągów – nie może być tak, że sami musimy płacić za stację uzdatniania, a miasto dokłada symboliczną kwotę. Koniecznie trzeba się też zająć mostem na Głomi, który teoretycznie może się zarwać. Rozbudowa basenu jest w porządku, ale póki co nasze potrzeby są chyba troszeczkę inne. Niestety, Pan burmistrz ma mocną drużynę dziesięciu radnych, a nas – po tej drugiej stronie – jest tylko piątka.
Więc pewne sprawy są nie do przeskoczenia?
Dokładnie tak.
Zmieniając temat, jakich inwestycji mieszkańcy osiedla Za rzeką doczekają się w tym roku?
Będzie wykonana kanalizacja deszczowa na al. Rodła i ul. Potulickich. Poza tym zostanie oświetlony park przy ul. Promykowej, na odcinku od górki do ul. Zamkowej. Wiosną, latem i jesienią, trzy razy w roku, będą u nas czyszczone asfalty. Do tej pory robiono to tylko w mieście, ale w imię czego nas pomijano? Po wielkich bojach udało się ten punkt wpisać w budżet. Dobrą wiadomością jest też, że skończą się problemy z prądem. Zgłaszano mi, że w czasie wiatru światło gasło. Obecnie operator sieci energetycznej Enea podjął działania w zakresie innego zasilania naszego osiedla. Miasto przekazało Enei tereny na budowę kompaktowych stacji transformatorowych. Uciążliwości mają się więc skończyć.
Niestety cały czas odbija nam się czkawką wszystko to, co kiedyś robiło się na łapu-capu. Tak wykonano chociażby asfalty. Ale jak ktoś przez 5-6 lat chodził po błocie, to cieszył się, że w końcu się coś dzieje i nie zgłaszał zastrzeżeń. Inna sprawa – przy domkach w większości od płotu do jezdni jest jakieś 5-6 metrów gruntu i wciąż pojawia się pytanie, kto ma o ten teren dbać. Miasto czy mieszkańcy? Potrzeba nam szerszej ulicy z korytkiem do odprowadzania wody oraz chodników. Aż się prosi, by od ul. Dorsza do szkoły zrobić chodnik. Tamtędy chodzą dzieci. Na to osiedle kompletnie nie ma pomysłu. Jestem rozsądny i nie oczekuję, żeby nagle ktoś wrzucił tu 2 czy 4 mln zł, ale chciałbym wiedzieć, na czym stoimy, czy mamy na co czekać. Przydałby się wieloletni plan zagospodarowania osiedla Zamkowa I, II i III.
Poszerzenie jezdni rzeczywiście by się przydało, ponieważ w tej chwili jedno z mijających się aut musi zjeżdżać na bok, ale czy jest na to jakaś nadzieja?
Na dziś nie, choć twierdzę, że od dbania o infrastrukturę i tak nie uciekniemy. Nie uciekniemy też od ochrony środowiska. Niestety to najsmutniejszy temat. Jest teraz okres jesienno-zimowy, czas palenia w piecach – mamy tu istne krematorium. Trzeba się też wziąć za uregulowanie ruchu. Co prawda na skrzyżowaniach obowiązuje zasada prawej strony, ale z jej respektowaniem jest naprawdę ciężko. Trzeba uważać. Warto byłoby zrobić spotkanie z policją i pomyśleć o innym rozwiązaniu.
To prawda, że na osiedlu ma powstać Biedronka?
Z tego co wiem decyzji odnośnie budowy dyskontu nie ma, ale w każdej chwili może się coś zmienić.
Odchodząc trochę od spraw osiedla, jak się Pan zapatruje na stanowisko burmistrza w kwestii niewywieszenia flag powstańczych? Cała sytuacja odbiła się w regionie szerokim echem.
W Wielkopolsce jesteśmy od roku 1999, więc minęło już parę ładnych lat. Mogły się te flagi – chociażby dla podkreślenia tożsamości z Wielkopolską – pojawić, to nie był żaden koszt. Temat został odepchnięty, bo poprosili o to młodzi ludzie i pojawiły się podteksty. Burmistrz zdecydował się na asekuranctwo.
Jak Pan ocenia współpracę na linii rada - burmistrz?
W miarę pozytywnie, jakichś większych konfliktów nie ma. Jedynie czego mi brakuje to wspólnych dyskusji, burzy mózgów. Co prawda rozmawiamy na komisjach, ale przy tematach strategicznych powinniśmy się spotykać wszyscy.
Co Pana zdaniem jest piętą Achillesową Złotowa?
Rynek pracy. Niestety młode pokolenie stąd ucieka. Marzyłoby się, by powstał jakiś nowy zakład pracy, ale inwestorzy nie mają powodu, by tu przyjść. Złotów to ciche miasteczko, do dróg krajowych mamy 18 km. Na poziomie województwa jeszcze ktoś o nas słyszy, ale dalej w ogóle nie wiedzą, że istniejemy. Plusem jest położenie – mamy rzekę, jeziora, niestety turystyka nie idzie w tym kierunku co potrzeba. Proszę spojrzeć, ile mamy ośrodków, a w okresie wakacyjnym cisza, spokój, nie ma życia. W trakcie opracowywania jest właśnie strategia rozwoju miasta i okazuje się, że w kwestii wykorzystania bazy hotelowej jesteśmy na szarym końcu zestawienia 18 miejscowości w województwie. Nawet namiotu nie można rozbić, bo nie ma gdzie. Nie mamy się też czym pochwalić w temacie pozyskiwania funduszy unijnych, z większych inwestycji można wymienić tylko promenadę.
Trochę nam to kuleje?
Trochę tak. Nie wiadomo, co będzie w kolejnym rozdaniu, ale myślę, że trzeba się bardziej postarać.
Ma Pan pomysł, jak ruszyć turystykę?
Myślę, że trzeba wykorzystać jeziora, jest sporo alternatyw – sporty motorowodne, narty wodne, statki itd. Wiadomo jednak, że musi się pojawić inwestor.
Może warto podejrzeć jak to funkcjonuje w Szczecinku?
Szczecinek jest od naszego miasta większy, ale mądrość polega na tym, by podpatrywać dobre rozwiązania.
Niedawno jubileusz obchodziła piekarnia Chrupek, przed ostatnią sesją odbyła się maleńka uroczystość. W Internecie pojawił się na ten temat komentarz. Pytano, jak to jest, że w międzyczasie kilka innych firm również obchodziło jubileusze istnienia, a honorów się nie doczekało. Słusznym jest zarzut, że dyplomy przyznaje się wybiórczo?
Powinno być jak w rodzinie – kiedy ma się trójkę dzieci to trzeba je traktować jednakowo. Faktycznie, inne firmy też swoje mniejsze czy większe jubileusze miały i powinniśmy je obchodzić. Zwłaszcza, że za dużo firm w naszym mieście nie ma.
Pracuje Pan w komisji bezpieczeństwa publicznego. Jednym z punktów wpisanych w kategorię zadania jest zarządzenie miejskim transportem zbiorowym, a przecież komunikacji miejskiej u nas nie ma...
To bubel, skoro transportu miejskiego nie ma, to po co o tym pisać.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze