Zygfryd Łukaszewski od 5 lat mieszka, a właściwie przebywa, bo mieszkać nie wolno, na ogrodowej działce. Od 4 lat towarzyszy mu tam druga żona. - Mam tu wszystko co potrzeba - mówi złotowianin. - Ale w bloku by mi było lepiej - dodaje. Póki co jednak jego domem jest altana
Ktoś jest na działce
Czwartek, 9. lutego. Znajoma mówi mi, że podobno ktoś mieszka na działce przy ulicy Jastrowskiej. Za oknem – 15ºC, myślę: niemożliwe. Obiecuję, że sprawdzę. Dziś już za późno. W weekend też się nie udało. W poniedziałek dzwonię do prezesa ogródków działkowych, na terenie których w trakcie tych iście syberyjskich mrozów miałby ktoś przebywać. – Latem ktoś tam był, ale teraz zimą nikogo tam nie ma – słyszę w słuchawce telefonu zapewniania Henryka Dąbrowskiego. Nie podejrzewam prezesa o złe intencje, ale nie zaszkodzi sprawdzić tego osobiście. W środę około południa wsiadam w auto i jadę na miejsce. Przed 3-metrową bramą ogródków działkowych trudno znaleźć miejsce do zaparkowania. Przy płocie stoi tylko jedno auto, ale ilość śniegu zalegającego plac każe się zastanowić, czy uda mi się stąd potem wyjechać. Lekka zadymka powoduje niepokój. Zostawiam samochód i podchodzę do żelaznej bramy. Tablica wisząca na rdzewiejącej ramie upomina: „prosimy o zamykanie bramy na klucz”. W oddali widzę mężczyznę przedzierającego się przez śnieżne zaspy sięgające do połowy małych płotków. Nie przekrzyczę wiatru. Łapię za klamkę bramy, która bez oporu pozwala się otworzyć. Ośmielony pierwszym powodzeniem podążam śladami postaci, która zniknęła w gąszczu ścieżek. Po kilkudziesięciu metrach spaceru z brodą przytuloną do klatki widzę najpierw auto - jakiś nie najmłodszy „japończyk”. Śladów kół na śniegu brak. 3 m chodniczka, od niskiego ogrodzenia do drzwi altany, są odśnieżone. Biała drewniana furtka nie sprzeciwia się, gdy przez nią przechodzę. Pewny swego pukam do drzwi w kolorze soczystych kasztanowych liści. W poszerzającej się szparze najpierw pojawiają się siwe sumiaste wąsy… [[reklama]] Kierowca w kombinacie
Zygfryd Łukaszewski bez wahania godzi się na rozmowę. Może zwyczajnie brak mu towarzystwa i chce z kimś porozmawiać. Może ucieszył się na myśl, że ktoś zechce wysłuchać historii jego 68–letniego życia. – Ja jestem rodzony w Dźwiersznie Wielkim – gospodarz zachęcającym gestem wskazuje mi kanapę obok swojego fotela. Nie zdejmuję nawet płaszcza, by nie uronić ani słowa z rozpoczynającej się historii. – Ożeniłem się w 1964 roku. 9 lat mieszkałem w Sadkach, ale tam nie było mieszkania. Miałem jeden pokój, małą kuchenkę, bez ubikacji. Musiałem szukać mieszkania. Z tego przyszedłem do Złotowa, do PGR–u – Zygfryd Łukaszewski mimochodem przeskakuje do roku 1975. – A może kawę, herbatę? – przypomina sobie o obowiązkach pana domu. – Dziękuję – odpowiadam szybko, by nie zgubił wątku. - Później zawiązał się kombinat i zawiązała się baza remontowo–budowlana na Wielatowie i transport tam był – dowiaduję się, że mój rozmówca jest był zawodowym kierowcą. - Samochody ze wszystkich PGR–ów dookoła były sprowadzone do Złotowa i ta baza robiła usługi dla PGR–ów w koło – złotowianin z wyboru nagle sięga po pilota i ścisza stojący 2 m przed nim 32” telewizor. - Całe moje życie przepracowałem jako kierowca. Głównie w kombinacie, a ostatnie 8 lat w inwalidach na Kujańskiej. Autobusem jeździłem – podkreśla, jakby dając do zrozumienia, że wielu chłopców marzy o jeździe dużymi autami.
Altana z recyklingu
- Działkę zakupiłem w 1984 roku, jak tu nastawały te działki – mężczyzna szybko przenosi wzrok z lewej do prawej strony. - Z żoną żeśmy kupili. To były groszowe sprawy. Miałem tu okazję cegły zdobyć z budynku rozbiórkowego z Nowin i z tego jest postawiona ta altana – mój rozmówca wymownie zakręca gęstego wąsa. Nie przerywając rozglądam się po pokoju, w którym siedzimy. Tapczan, kanapa, fotel, w którym wygodnie rozpostarty siedzi właściciel altany, poza tym rozkładana ława, duży segment i jasnobrązowy piec kaflowy. Całości dopełnia niewielki zegar z kurantem. Zdaje się, że zepsuty. - Cała altana ma 6 na 5 m. Dojdzie do tego ta przybudówka. Tu jest pokój, tam drugi mały, a tam dobudowałem małą kuchenkę i łazienkę – pan Zygfryd uchwycił moje myśli. Pytam, z jakim zamiarem budował tę altanę. - Było pięcioro dzieci. Mówię, jak to wszystko dorośnie, to będą problemy z zamieszkaniem. Nawet ktoś z dzieciaków tu zamieszka jak coś na początek – były kierowca jest zadowolony ze swej zapobiegliwości. - A doszło do rozwodu, wtedy ja muszę tu zamieszkać.
Z kobietą lepiej
- Przed rozwodem żeśmy żyli w separacji, były awantury z żoną – mieszkaniec altany jakby mówił sam do siebie. - Od chwili rozwodu jeszcze większe awantury robiła. Ona miała pokój po lewej stronie, ja po prawej stronie. W akcie rozwodowym tak jest podzielone. Pozostałe na spółkę – Z. Łukaszewski po rozwodzie pozostał w 51-metrowym mieszkaniu w Złotowie. - Nie dało się tam żyć. I się usadowiłem tu i tu siedzę.
Emeryt na chwilę wpatruje się w niebyt telewizyjnego ekranu. Z odrętwienia wyrywa go pytanie o drugą żonę, która od 4 lat przebywa z nim na działce. - Jeździłem na turnusy rehabilitacyjne i na turnusie w Ustce żeśmy się zapoznali – 68–latek chętnie opowiada o nieobecnej w tej chwili partnerce. - Ona też była po rozwodzie, też miała w mężem ceregiele. Zostawiła swoje mieszkanie popegeerowskie synowi i przyszła tu do mnie. W zeszłym roku w sierpniu czy w lipcu była pierwsza rocznica ślubu – ogorzałe policzki mężczyzny unoszą się w uśmiechu zadowolenia, że nie jest sam.
Policja zazdrości
Zygfryd Łukaszewski nikomu nie zgłaszał, że „przebywa” na działce. - Oni sami się dowiadywali – mówi o zarządzie ogrodów działkowych i policji. - Policjanci jak przyjdą i wejdą, to mówią: och, lepiej se tu mieszkasz jak my w bloku. Cieplej i tego – gospodarz pociera dłonią o grube wełniane spodnie. - Niektórzy są tacy zaskoczeni: „kurczę, zimą cały czas na okrągło na działce mieszkać jest niemożliwością”. Ja mówię, że niektórzy mają swoje mieszkania i nie mają takich wygód. Wygód jak wygód, ale nie mają ciepło – podkreśla człowiek odziany w dwa swetry. Myśląc o cieple cieszę się, że nie zdążyłem zdjąć płaszcza – ręce mam blade, mimo że w kaflowym piecu słychać odgłos palącego się drewna. - Tu jest jeden piec kaflowy, a tam w kuchni drugi taki kombinowany, że można i ugotować, i są kafle do grzania – złotowianin tłumaczy zawiłości systemu grzewczego altany. W podobny sposób właściciel działki zachwala zamontowany w kuchni podgrzewacz do wody. - Ile kubików zużyję, za to muszę zapłacić. Za prąd rozliczam się z energetyką, bo szafki i liczniki są. W tym roku nawet dałem sobie założyć tę taryfę ulgową. Jest od 13 do 15 i od 22 do 6 rana – pan Zygfryd szuka oszczędności jak każdy emeryt. Utrzymanie działki i altany kosztować go ma jakieś 120 złotych rocznie, nie narzeka więc zanadto. - Wszystko jest. Do sklepu się jedzie do miasta, do Biedronki czy do Netto. Tu jest na Jeziornej jeden sklep czy na Jastrowskiej. Także nie ma problemu – starszy pan sam siebie podtrzymuje na duchu.
Byle zdrowie było
Rezydent altany ma nieco ponad 1500 zł emerytury. Z tego ponad blisko 250 zł potrącane jest na alimenty dla byłej żony. 160 zł Z. Łukaszewski płaci na utrzymanie złotowskiego mieszkania, którego wciąż jest współwłaścicielem. Reszta jest skrupulatnie wyliczana. Każdy wydany grosz zostaje zapisany. - 164 zł apteka, tu jest 226 zł – gospodarz odczytuje liczby zapisane w szerokich liniach niebieskiego zeszytu. - Tu są wszystkie przychody, rozchody miesięczne, żeby się nie pogubić, żeby było wiadomo na co wydane - tłumaczy mężczyzna obciążony chorobą wieńcową serca, prostatą i cukrzycą. - Także na leczenie idzie od cholerci kasy – dorzuca jakby mimochodem.
Jesteśmy razem
Mieszkaniec altany ma 5 dzieci, jednak odżegnuje się od pomysłu poproszenia któregokolwiek z nich o pomoc. - Dzieci same były w trudnych warunkach, musiały się dorabiać. Ja nie chcę żadnej pomocy od dzieci – wyrzuca z siebie szybko, szukając palcem jednej z dwóch dziur w grubych splotach swetra. 68–latek wciąż twierdzi, że mu tu dobrze. – Rano ponapalam w piecach, znowuż drewków nanoszę, żeby było na następny dzień do napalenia i chodzę trochę. A latem to wędkowanie, nad jezioro na rybki się chodzi – wydawać by się mogło, że życie na działce pozbawione jest trosk. W ubiegłym tygodniu w nocy było - 20ºC, dziś jest w okolicach 0o, ale wystąpiła awaria i pan Zygfryd nie ma w altanie wody. - Najlepsze rozwiązanie by było, żebym mieszkał w bloku. Bez problemu. Bo tutaj i o opał muszę się martwić, i wody, i wszystkiego muszę pilnować – przyznaje zrezygnowany. Wie jednak, że do mieszkania pójść nie może. - Jak będzie zdrowie dopisywać, będziemy się kręcić tutaj. Gorzej jakbym sam był. Teraz żeśmy są we dwoje z żoną i będziemy tak tu dopóki zdrowie nam Bozia da – zmęczonym głosem kończy złotowski emeryt…
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze