Fryzjer, projektant biżuterii, mody, kreator wnętrz, marzyciel? Kim jest Władek Kapeja? Z pewnością właścicielem Fig'alerii w Łobżenicy, salonu fryzjerskiego i galerii sztuki za czerwonym dywanem
27-latek pojawił się w Łobżenicy jak grom z jasnego nieba. Szokuje nie tylko jego galeria, do której prowadzą usłane czerwonym dywanem schody, ale i wielkie plany, które ma względem rodzinnego miasta - chce tchnąć w senną Łobżenicę życie kulturalne, a nawet wpisać ją w kulturalną mapę Polski i Europy. Mówi o sobie: fryzjer, stylista, projektant mody, wizażysta, projektant wnętrz, malarz - artysta. Opowiada o wielkim świecie mody i showbiznesu, wyścigu szczurów, w którym jako 19-latek brał udział i marzeniach, które się spełniają. Reklamuje się jako właściciel kilku galerii łączących w sobie stylizację włosów oraz galerię sztuki, w której można znaleźć oryginalną, ręcznie robioną biżuterię, często z surowców pochodzących z recyklingu (szkła z butelek, kapsułek od kawy, guzików). Zachęca do podróży w świat uczuć, nastrojów, snów, wspomnień… W świat alegorycznych postaci, kryjących w sobie znane nam skądś myśli, marzenia, skojarzenia… W ożywiający świat bajek, zarazem realny, nierealny i nadrealny – rzeczywisty, nierzeczywisty i surrealistyczny…
Warszawa, Paryż, Horsens, Łobżenica. W tych miastach, jak mówisz, realizujesz swoją koncepcję profesjonalnej galerii fryzur. Odważne zestawienie. Co Cię tu przyciągnęło z wielkiego świata? Pochodzę stąd, mam tu rodzinę, chodziłem tu do szkoły podstawowej, do liceum. Chcę pokazać ludziom z perspektywy tych paru lat, kiedy mnie nie było w Polsce, jak małe miasta zaczęły się "cofać". Małe miasteczka zamierają. U nas wciąż jest taka tendencja, że jedziemy do dużego miasta, bo tam się coś dzieje. W małych miastach ludzie boją się ryzykować. Chcę pokazać innym, że z niczego można zrobić coś i jeszcze mieć z tego korzyść finansową. Trzeba chcieć i do tego dążyć.
Fig"aleria Prestige, którą otworzyłeś także w Łobżenicy – co to za miejsce? To miejsce, do którego można przyjść, porozmawiać, nawet parę razy zdarzyło mi się w Warszawie, że odbywały się urodziny, imieniny. To ma być dostosowane do potrzeb ludzi, którzy tutaj się spotykają. Bo dlaczego nie połączyć fryzjerstwa z kosmetykami, sztuką współczesną, biżuterią, modą. Moja koncepcja jest na prawach autorskich, dlatego mogę pozwolić sobie na zamkniętą formę, jak to funkcjonuje w Warszawie i innych istniejących już galeriach, po to, aby nie robić tłoku, zamieszania i ograniczyć działalność tylko do wybranych klientów.
Jaka jest reakcja mieszkańców Łobżenicy? Spotkałam się nawet z lekkim strachem. Niektórzy boją się wejść do Ciebie i pytają, co się dzieje za tym charakterystycznym, czerwonym dywanem. Wiem, że i takie opinie są, ale ludzie nie powinni się bać. Trochę się krępują, bo inaczej to wygląda. Wiem też, że boją się cen, bo nie ukrywam, że jeśli chodzi o ubrania to przeważają renomowane marki, ale dla mnie ceny są śmieszne, bo mogą spokojnie konkurować z second hand. Są też komentarze, że biżuteria jest droga. Owszem jest drogo, ale tylko z tego względu, że jest to moja praca autorska, a to dlatego, że ludzie czasami kradną pomysły. Bądźmy wobec siebie uczciwi i chrońmy swoje prawa intelektualne. I po to wprowadziłem również cykl szkoleń i warsztatów jako następny pion działalności Fig’alerii Prestige.
Rozumiem, ale przeglądając Twój cennik choćby usług fryzjerskich: koloryzacja od 150 zł, to także uważam, że to słone ceny. Nie boisz się, że ludzie nie przyjdą? Wprowadzony jest system promotora, który polega na tym, że to klient, zadowolony klient, który już skorzystał z usług Fig’alerii Prestige, polecając usługi fryzjerskie innym osobom, otrzymuje za każdą poleconą osobę 10% zniżki, więc za 10 poleconych osób otrzymuje się 100% zniżki.
Skąd pomysł, aby łączyć fryzjerstwo z różnego rodzaju sztuką? Niektórzy mogą powiedzieć, że to pewnego rodzaju supermarket… Nie. Market jest nastawiony na masówkę. Moja koncepcja różni się tym, że jest ograniczona ilość miejsc. Nie ma masówki. Jest rodzinnie, wszyscy znają się bardzo dobrze, zawsze jest tylko jedno stanowisko fryzjerskie. W Łobżenicy jeszcze ten system nie funkcjonuje. Na razie obowiązuje forma otwarta. Chcę znaleźć „Tego” klienta, więc przyjść może każdy. Mam też inne plany związane z Łobżenicą, chce wpisać to miasteczko na kulturalną mapę nie tylko Polski, ale i Europy. Chcę pomóc młodym talentom, ich prace mogą być wystawiane w każdej Fig’alerii Prestige w Polsce i za granicą. Biżuterię, którą tutaj widać, robisz sam? Większość projektów i wykonanie jest moje, ale wszystko zależy od materiału i życzeń klienta.
Skąd czerpiesz pomysły i czas na realizacje ich wszystkich? Z życia codziennego. Jestem obserwatorem. Mogę pracować 20 dni po 24 godziny na dobę, a potem twierdzę, że nie pracuję i przez następne siedem dni nic nie robię.
W Łobżenicy masz już grupę współpracowników? Jeszcze nie, wszystko jest na etapie raczkowania. Znalezienie konkretnych osób wymaga dużego wysiłku, pracy i kompromisów.
To jak dzisiaj funkcjonuje galeria? Mam współpracownicę, która otwiera galerię trzy razy w tygodniu: w środę, piątek i sobotę od 10.00 do 17.00. Fryzjerstwo jest wyłącznie na zapisy.
Pierwszą galerię, jak mówisz, otworzyłeś w 2009 roku w Warszawie. Jak to było: przyjechał do stolicy chłopak z Luchowa i od razu zaczęły spełniać się jego marzenia? Pracę zaczynałem w znanej marce, która w pewnym momencie kojarzyła się tylko z asortymentem kuchennym. Trafiłem tam, bo wprowadzany był nowy Brend na rynek Polski Cosmetics oraz Luxury w tym biżuteria Swarovskiego. Miałem zgrany zespół, dobrze szła nam sprzedaż. Szybko awansowałem z przedstawiciela na dyrektora regionalnego, trafiłem do Warszawy. Fryzjerstwo i wizaż, to zainteresowanie wzięło się z pokazów, w których braliśmy udział. Nie zawsze można było dogadać się ze stylistą i fryzjerem, wizje były różne. I tak trafiłem do Berlina, poprzez pokazy do Udo Walz, pod którego okiem skończyłem fryzjerstwo i charakteryzację. W moim przypadku to praktyka i rzucanie się na głęboką wodę. Potem wróciłem do firmy, tam było nie za ciekawie, więc zrezygnowałem i wyjechałem do Danii. Tam pracowałem w firmie, która zajmowała renowacją zabytkowych budynków. Potem tworzyłem agencję pośrednictwa pracy dla Polaków i Czechów. Wróciłem do Polski, bo stwierdziłem, że jestem na tyle silny nie tylko finansowo, ale i psychicznie, aby otworzyć coś własnego. Już na początku pojawił się kryzys, nawet myślałem, że jest to przerost mojej ambicji nad rzeczywistością. Zawiesiłem działalność i wyjechałem do Paryża. Po czasie zaczęli się odzywać klienci z Warszawy i nie tylko. Wróciłem. Wtedy też zacząłem szukać obiektu w Paryżu pod galerię. I tak to się zaczęło.
Masz znanych w Polsce klientów? Małgorzata Kożuchowska, Magda Gesler, Maryla Rodowicz, Grażyna Torbicka, Beta Tyszkiewicz, Justyna Steczkowska, Marianna Wróblewska, Beata Sadowska, Ewa Drzyzga, Maciek Zakościelny, Tomasz Kamel,…. Moimi klientami są również przedstawiciele świata polityki.
Z prawej, czy z lewej strony? Mam kontakt z rodziną Kwaśniewskich, z Prezydentową jak i córką Aleksandrą.
To po co ta galeria w Łobżenicy? Bo nie mogę patrzeć na jej szarość, niekoniecznie chodzi tu o tłumaczenie się władz brakiem pieniędzy. Są inne praktyki, które mówią: działajmy wspólnie, a później czerpmy z tego korzyści. A obserwuję też, że coraz większa rzesza ludzi poszukuje cichych miejsc, ustronnym miast z klimatem. Dlaczego takiego miejsca nie stworzyć tutaj? Trzeba tylko chcieć
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze