Reklama

Zbieranie haków to nie moje hobby

24/01/2012 00:00
Był jedną z pierwszych osób, które straciły stanowisko po zawiązaniu się nowej koalicji rządzącej powiatem. Szybko jednak znaleziono dla niego inną funkcję. Jak mówi - bez haków i znajomości. Z Mirosławem Mincewiczem - dyrektorem Wydziału Audytu Wewnętrznego i Kontroli w Starostwie Powiatowym w Złotowie rozmawia Łukasz Opłatek

Co Pan tu robi?
Odpowiadam za komórkę audytu wewnętrznego i kontroli. Nadzoruję kontrole, które są przeprowadzane w jednostkach podległych powiatowi i audyty wydziałów starostwa.
reklama-1#
Pełni Pan funkcję dyrektora. To chyba ewenement – dyrektor zarządzający dwoma pracownikami…
Tak często bywa. Zakres pracy jest mimo wszystko bardzo duży.

Takiego stanowiska jednak wcześniej nie było.
Ono powstało po ostatniej zmianie organizacyjnej w starostwie.

Czyli dla Pana. A może wystarczyłby tu kierownik? Dyrektor brzmi dumniej?
Ja wiem, czy dumniej... Tak postanowiono i tak jest.

Pensja też jest dyrektorska?
Jest taka jak poprzednio.

Czyli dyrektorska.
Dyrektorska. Ponieważ nie doszło do zwolnienia mnie z pracy, tylko przeniesienia na inne stanowisko, więc pobory zostały te same. Niezależnie od tego, kim bym był.

Przełknął Pan już tę zmianę z funkcji dyrektora Wydziału Promocji i Rozwoju na to stanowisko?

Co to znaczy przełknąć? To nie tak. Nie ukrywam, że tam się pracowało bardzo dobrze. Miałem nawiązaną masę kontaktów z pracodawcami, bo za to też się odpowiada w Wydziale Promocji i Rozwoju, z mediami również. Zaproponowano mi pracę w audycie i kontroli i jeszcze się tego trochę uczę.

To była propozycja nie do odrzucenia?
To była propozycja przegadana. Nie była na zasadzie: to albo nic.

Nie bał się Pan, że nie przyjmując jej zostałby Pan z niczym?
Nie ma takiej możliwości. Mógłbym zostać z niczym w starostwie. Ja jestem póki co urlopowany ze swojego poprzedniego miejsca pracy – z Uniwersytetu Ludowego w Radawnicy. Mam gdzie wrócić.

Nie ma Pan wrażenia, że zawodowo się Pan cofa?
Nigdy tak nie uważałem. Nawet, szczerze mówiąc, chcę wystąpić z prośbą o możliwość studiowania podyplomowo audytu.

Aby się zabezpieczyć?
Nie. Żeby mieć większą wiedzę na ten temat. Są rzeczy - szczególnie prawne - które muszę poznać.

Teraz pełni Pan tę funkcję nie posiadając ku temu odpowiednich kwalifikacji.
Szybko się uczę. Poza tym specjaliści siedzą obok. Oni zajmują się tym w praktyce, ja jestem od formułowania wniosków, od sprawowania kontroli nad ich pracą.

Jak wygląda dzień pracy w audycie i kontroli?
Ta praca zaczyna się od planowania, właśnie ustalamy plan kontroli na ten rok. Potem jest praca audytora. Pewnie, że większość pracy wykonują audytorzy, ale ja muszę tego dopilnować, zatwierdzić. Też mam w tym swój udział.

Nikt się Panu do roboty nie wtrąca?
Tutaj nikt się nie może wtrącać, bo my jesteśmy trochę takim biurem niezależnym - biuro podlega bezpośrednio wyłącznie staroście i przewodniczącej rady powiatu. Kontrolera właściwie w biurze nie widuję, tyle jest pracy. Wykonujemy w granicach 20 – 25 kontroli w ciągu roku.

Czego Panu najbardziej brakuje z pracy w wydziale promocji?
Kontaktów z ludźmi, ze środowiskiem. Tu jest bardziej praca z papierami niż z ludźmi.

Zgadza się Pan ze stwierdzeniem, że jest Pan tu na przechowaniu, trochę ukryty?
Nie widzę powodów, dlaczego miałoby tak być. Ja wiem, że zainteresowany zawsze dowiaduje się na końcu, ale póki co nie słyszałem takich głosów.

Wydziałem Promocji i Rozwoju kierował Pan 7 lat. Odchodząc czuł Pan, że było tam jeszcze sporo do zrobienia?

Wydział Promocji jest wydziałem w gruncie rzeczy specyficznym. Tam praca jest bez przerwy, bo promowanie i rozwój jest niekończącym się procesem. Żadnej promocji nie da się zmierzyć. To jest taka działalność, w której robi się pewne rzeczy, żeby sam powiat mógł zaistnieć poza granicami powiatu podczas np. targów, wystaw czy współpracy międzynarodowej.

Ta niemierzalność pozwala zakamuflować wiele błędów i niedociągnięć?
To jest tak, że efekty tej pracy ocenia starosta, bo jemu ten wydział podlega. Ale najczęściej wydział ten oceniany jest przez środowisko.

I jaką ocenę Pan dostał?
O to trzeba by było zapytać ludzi, jak oceniali dosyć aktywną pracę przy organizacji wszelkiego rodzaju imprez typu Międzynarodowe Targi Agroturystyczne, dożynki, nawiązywanie współpracy międzynarodowej…

Nie zaprzeczy Pan, że gros tych przedsięwzięć prowadził i nadzorował świętej pamięci Adam Krysiński – dyrektor wydziału oświaty. Przejmował Pańskie zadania i wykonywał je za Pana.
Ja byłem dyrektorem promocji, ale kultura podlegała wydziałowi oświaty, którym kierował Adaś. W gruncie rzeczy za imprezy odpowiedzialna była kultura. Natomiast siłą rzeczy współpracowaliśmy ze sobą i na dobrą sprawę robiliśmy te imprezy wspólnie i świetnie się w tej pracy dogadywaliśmy.

Propozycja przejścia do audytu była formą oceny Pana pracy?
To trzeba by starosty pytać. Z jego ust coś takiego nie padło. Ja nie mam takiego odczucia. Wszyscy wiemy doskonale, że swego czasu nastąpiła zmiana koalicji, zmiana układu. A zmiana układu wiąże się z wieloma rzeczami: zmianą profilu działania, pewnej filozofii funkcjonowania. Być może było tak, że w ramach nowej koalicji spodziewano się czegoś innego niż tego, co robiliśmy do tej pory.

Spłynęło to po Panu jak po kaczce, że robi Pan miejsce komuś z partii, która właśnie tworzy ten układ?
Mój świętej pamięci ojciec wpoił mi jedną rzecz: polityką to się zajmuję po 15:00, a tak pracuję po prostu, niezależnie od tego, z kim. I tak jest ze mną do tej pory. Ja mam ten komfort, że mam gdzie wrócić. Zresztą mam cały wachlarz kwalifikacji ku temu.

Czyli to nie jest zesłanie na zawsze?
Dla mnie nie. Ja w każdej chwili mam gdzie iść. W Stanach Zjednoczonych podobno człowiek zmienia pracę 7 razy w życiu, dlaczego u nas tego nie robić? To jest w ogóle moja piąta praca w życiu, jeszcze mi dwie zostały. A do emerytury jeszcze kawałek.

Jak Pan oceni tę promocję?

Nie ocenię. Jak zrobimy audyt tego wydziału, to będę mógł coś na ten temat powiedzieć.

Został Pan odsunięty od kierownictwa? Kiedyś był Pan blisko.
Funkcją nigdy nie byłem blisko. A prywatnie byłem i jestem blisko. Przyjaźnimy się ze starostą.

Tej przyjaźni zawdzięcza Pan to, że wciąż pracuje Pan w starostwie? Podobno dużo Pan wie o staroście…
Cóż ja mogę o nim wiedzieć? To nie tak. Spotykamy się, może nie na niwie prywatnej, bo tego nie robimy, ale często starosta prosi mnie o zdanie w różnych kwestiach – dyskutujemy, niekiedy mamy różne zdanie na różne tematy. Na pewno nie jestem tu dzięki znajomości.

Nie ma Pan na niego haka?
Absolutnie nie mam. Zresztą ja się nigdy hakami nie zajmowałem. Zbieranie haków to nie moje hobby. Plotki zawsze były dla mnie zupełnie obcą sprawą.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama