Kiedy umiera wspaniały człowiek, ból po jego stracie rani nie tylko najbliższych
11 października zmarł Zygmunt Pakuła z Blękwitu, wieloletni członek jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej. Zaledwie w wieku 55 lat został wezwany do niebieskiej drużyny świętego Floriana.
Jeszcze w ubiegły wtorek przyszedł do remizy, by sprawdzić nowy sprzęt. Zasłabł, długa próba reanimacji przyniosła skutek, ale tylko na kwadrans. Jego pogrzeb w piątek 14 października był wielką manifestacją przyjaźni strażaków z całej Ziemi Złotowskiej. Kiedy ks. proboszcz Witold Korowajczyk, honorowy członek OSP Blękwit zakończył obrzędy pogrzebowe, obecne na cmentarzu wozy bojowe włączyły syreny. Druh Zygmunt odchodził żegnany ogromnymi wyrazami współczucia, które od braci strażackiej przekazał Andrzej Kacprzak, prezes powiatowego ZOSP.
Zygmunt Pakuła do OSP przystąpił mając 15 lat i nieprzerwanie od 40 lat był strażakiem, który pierwszy biegł na pomoc innym. Był mężem, ojcem, rolnikiem, ale nigdy nie odmówił udziału w akcji. Koledzy cenili go za wiele umiejętności, był złotą rączką, elektrykiem, wszystko umiał naprawić… Był dobrym kolegą, dobrym człowiekiem, zasiadał we władzach OSP Blękwit; jego ostatnią drogę zrosiła niejedna łza. [[reklama]] Przyjaciele z OSP mówili, że dołączył do swojego kolegi, Manfreda Strehlow, który kilka miesięcy temu również zasilił szeregi św. Floriana. Cześć jego pamięci!
Janusz Justyna
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze